O mamie, która nie jest rodziną


Nie dalej jak tydzień temu udałam się z PWY do urzędu imigracyjnego celem załatwienia dla mnie wizy rodzinnej. PWY musiał dostarczyć szereg dokumentów potwierdzających, że jest mnie w stanie utrzymać (!). Podobnych papierów ode mnie nie wymagano mimo że pracuję w o wiele większej firmie i zarabiam... no cóż...~~

Razem z szeregiem ubliżających mojemu kruchemu ego dokumentów PWY przedstawił urzędnikowi swój akt urodzenia. Akt urodzenia jest nowinką wdrożoną od początku tego roku. Wcześniej, jak już pisałam, wypis z rejestru rodzinnego mężczyzny był jednocześnie aktem urodzenia, aktem małżeństwa (też żony...) i pewnie wieloma innymi rodzajami dokumentów, o których nie mam pojęcia.

Na widok aktu urodzenia PWY lekko zdębiałam. A potem wpadłam w furię taką, że aż rozbolała mnie głowa. Chyba dlatego że nie było kogo pogryźć w pobliżu.

PWY z ojcem kontaktu nie ma od lat. Dawno dawno temu w jego rodzinie rozgrywały się iście dantejskie sceny, o których wolałabym tutaj nie wspominać. W rezultacie rodzice PWY rozwiedli się, a jego Mama sama wychowała dwóch synów i zapewniła im edukację (w Korei jest ona płatna!). Tutaj chciałabym podkreślić, że co jak co ale samotne wychowanie dwóch synów jeszcze 30 lat temu (teraz też do najłatwieszych to nie należy) to naprawdę heroiczny wyczyn. Kobiety nie miały doświadczenia zawodowego (po zamążpójściu zajmowały się domem i dziećmi), w związku z czym nie miały szans na jakąkolwiek karierę. Nikt kobiety z dziećmi nie zatrudniał (i to rozwódki...), a państwo nie oferowało żadnej zapomogi... Do tego dorzucić należy wszechobecny i dosyć przerażający męski szowinizm (niezmiernie kąsający do dziś) i postrzeganie rozwodników, jako osób, z kórymi „coś jest nie tak”. Patrząc na PWY naprawdę jestem pełna podziwu dla tej Kobiety.

Tak czy owak zdębiałam. Na kartce papieru widniały dane PWY i jego... ojca. Wiersz „matka” wiał oschłą , białą pustką.

Mama PWY prawnie nie jest jego rodziną. 
Z powodu rozwodu...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...