Wjazd do Tajwanu


Wtorek, 20 lipca 2004 (Z plecakiem przez Azję)
Tajpei / Tajwan




Zrobiłam to. Zawiodłam. Przyznaję się bez bicia. Postąpiłam jak typowy, zepsuty, bez polotu człowiek z Zachodu. Nie jak prawdziwy Podróżnik. Poszłam zjeść w McDonald’s.^^. I muszę powiedzieć, że frytki i lód były wyśmienite…

A przez moment myślałam, że nie będzie mi dane ich zasmakować. Otóż na stronie MSZ podano, że dla Polaków istnieje możliwość otrzymanie 2-tygodniowej wizy przy wjeździe na Tajwan za 15USD. Na lotnisku pan oświadczył mi, że mu przykro, ale zaszła pomyłka i powinnam była postarać się o wizę przed przylotem. Musimy panią zawrócić…

Skoczył mi gul ale zdusiłam go w zarodku tłamsząc go przełykiem w dół. Wystąpiłam ze swoim najlepszym uśmiechem tłumacząc z zatroskaniem, że swój przylot na Tajwan oparłam na oficjalnych danych MSZ i Ambasady… i że to, i że tamto… Panu ciągle było przykro. Mi też coraz bardziej przykro się robiło. I przytupującym ludziom w kolejce też.

Poskromiłam czerwień swych policzków i grzecznie poprosiłam pana, czy byłby taki miły i zweryfikował swoją wiedzę… Pani kraju nie ma na liście krajów o ruchu bezwizowym. Basta. Rozumiem. Zgoda. Ja chcę wizę kupić. Visa on arrival psze pana. Pan coś postukał, przejechał moim paszportem przez maszynkę moim paszportem i… poczerwieniał. Ja panią przepraszam. Nastąpiła pomyłka. Nowe przepisy. Sama pani rozumie.

W taki właśnie sposób dostałam miesięczne pozwolenie na pobyt bez konieczności zapłaty złamanego dolara.

Tajpei zaskoczyło mnie poziomem swojego rozwoju. Jest nawet bardziej rozwinięte niż Makao. W pewnych momentach przypomina Seul z mozaiką neonów reklamujących bilard na pierwszym piętrze, restaurację na drugim, karaoke na trzecim, saunę na czwartym…

Czułam się jak w Chinach. Chroniczny brak napisów w języku angielskim. Pamiętam, jak cholernie trudno było poruszać się po Pekinie – tym bardziej, że nikt nie mówi w żadnym języku obcym. Człowiek czuję się totalnie bezradny. Okropność.

Ciuchy są za to rewelacyjne, ale drogie. Co nie powinno dziwić skoro przychód na głowę jest 20-krotnie większy niż Chinach kontynentalnych.

I młodzież. Chudziutka dziewczyna, dżinsy zwisające bardzo nisko na biodrach, podwinięte nogawki, czarny pasek, zadbane trampki, na lewej ręce torebka Louis Vuitton, w dłoni najnowszy model komórki, w prawej notesik i papieros, nienaganny makijaż. No i koniecznie „spadaj” mina.

A ja w McDonald’s. W zbyt brudnych dżinsach i w przepoconej koszulce na ramiączkach. I plecakiem z dziurą po szczurach z Laosu. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...