Czy warto studiować koreanistykę?


„Czy warto studiować koreanistykę?” to jedno z najczęstszych pytań, jakie otrzymuję od Czytelników mojego bloga. Po nim niezmiennie następuje kolejne: „a jeżeli nie koreanistykę, to co?”. Oczywiście podpowiedzi poszukują te osoby, którym marzy się praca i życie w Korei.

Język koreański na pewno warto znać, ale czy potrzebna jest do tego aż koreanistyka? Pamiętajmy, że na studiach filologicznych nie wykłada się wyłącznie języka obcego. W program dydaktyczny wkomponowanych jest wiele innych przedmiotów z historii danego kraju, filozofii, literatury, antropologii kulturowej, religii, sztuki i wiele innych. Osobiście znam kilka osób, które ukończyły koreanistykę na UW i UAM, i które faktycznie całkiem dobrze sobie radzą i w Korei, i w Polsce. W Polsce – przynajmniej jeżeli chodzi o osoby z mojego otoczenia – zajmują się one tłumaczeniami przysięgłymi, ale również i literackimi, współpracują z Ambasadą Korei lub innymi placówkami mającymi na celu promowanie koreańskiej kultury, lub po prostu nauczają języka koreańskiego; grupa przedsiębiorczych dziewczyn założyła też wydawnictwo promujące literaturę Korei w Polsce; jest też kilka osób, które znalazły dobrą pracę w koreańskich firmach, choć zazwyczaj osoby te ukończyły również dodatkowe studia biznesowe. W Korei osoby po koreanistyce wykładają język polski na wyższych uczelniach (głównie w Hankuk University of Foreign Studies), wspierają działalność naszej Ambasady, zajmują się tłumaczeniami oraz pracą naukową, a także wspomagają polskie firmy, które chcą wejść na rynek koreański. Z tego, co się orientuję jednak to odsetek absolwentów koreanistyki w głównych siedzibach koreańskich korporacji jest raczej skąpy. Stąd koreanistykę polecałabym raczej prawdziwym pasjonatom (a według mnie pasja to piękna i niezwykle wartościowa rzecz, którą należy pielęgnować!), a reszcie na pewno wystarczą kursy językowe i zdanie egzaminu S-Topik.

Niestety aktualnie żadna bardziej licząca się firma w Korei nie zatrudni już obcokrajowca tylko dlatego, że ten mówi po koreańsku. Rynek przecycony jest osobami o całkiem solidnych kwalifikacjach, wliczając w to tzw. kyopo, czyli Koreańczyków, którzy wychowali się lub dłużej mieszkali za granicą, i którzy dosyć dobrze, jeżeli nawet nie płynnie, posługują się językiem koreańskim - jest więc z czego wybierać. Nawet stypendyści rządu koreańskiego, którzy ukończyli tutaj najlepsze uniwersytety w wykładowym języku koreańskim muszą dobrze się naszukać, zanim znajdą pracę na poziomie. Konkurencja jest już na pewno o wiele cięższa niż było to te kilkanaście lat temu, kiedy ja rozpoczynałam swoją przygodę z Koreą. Dekoniunktura również w tej sytuacji nie pomaga, ale to oczywiście może zmienić się za jakiś czas.

Sprawne posługiwanie się językiem to obecnie raczej niezbędne minimum wymaganych umiejętności. Do tego firmy preferują osoby z unormowanym statusem wizowym i takie, które z Koreą miały już coś do czynienia. Próbuje się w ten sposób uniknąć trudności związanych z ewentualnym szokiem kulturowym i procesem dostosowywania się do koreańskich reguł gry. Największą szansę na dobrą pracę mają te osoby, które ukończyły najlepsze uczelnie w Korei tj. Seoul National University, Korea University lub Yonsei University (tzw. SKY), a już przebierać w ofertach mogą te osoby, które posiadają dyplom jednego z amerykańskich uniwersytetów należących do Ligii Bluszczowej (Ivy League). Nie muszę chyba wspominać, że obok koreańskiego od obcokrajowca jakoby naturalnie wymaga się również znajomości języka angielskiego.

Co więc studiować, żeby znaleźć pracę w Korei? Tak, jak wspominałam wcześniej ważny jest przede wszystkim dyplom z dobrej uczelni. Koreańczycy mniejszą uwagę przywiązują do studiowanego kierunku – czasem zdarza się tak, że inżynierowie pracują w dziale zasobów ludzkich, a osoby ze specjalizacją w literaturze francuskiej sprzedają tankowce transportujące skroplony gaz. Na tę chwilę polecałabym kilka opcji do rozważenia, które wydają mi się względnie bezpieczne. Pierwsza to studia biznesowe na bardzo dobrej uczelni, które dają bardziej wymierne umiejętności (np. finanse, czy rachunkowość). Do tego na dokładkę warto przemyśleć MBA na lepszych uczelniach w Stanach Zjednoczonych lub ewentualnie w Europie – takie studia mogą być nawet zasponsorowane przez koreańskie przedsiębiorstwo już po uzyskaniu tutaj pracy. Koreańska gospodarka w dużej mierze opiera się na eksporcie, co oznacza, że zapotrzebowanie na korporacyjnych prawników o międzynarodowych kwalifikacjach jest spore i raczej niezmienne. Oczywiście wiązałoby się to z koniecznością zdania egzaminu adwokackiego (tzw. bar examination) najlepiej w Nowym Yorku lub Londynie. Drugie podejście to kierunki ścisłe. Już teraz popyt na inżynierów z zagranicy jest ogromny – wystarczy spojrzeć na firmy takie jak Samsung, które na pęczki zatrudniają Hindusów i Rosjan. Atrakcyjnymi dziedzinami wydaje mi się w tym momencie inżynieria chemiczna i procesowa, ale też i oprogramowania. A już przepięknym połączeniem jest inżynier z podyplomowymi studiami ekonomicznymi, który naprawdę ma biznesową żyłkę!

Niektórzy Czytelnicy pytają się mnie też o możliwość nauczania w Korei języka angielskiego. Wiadomo, że pieniądz jest spory przy całkiem znośnych godzinach pracy. Niestety obecnie legalnie zatrudnia się przede wszystkim native speakerów, bo tego wymaga klient, czyli przede wszystkim bardzo zaangażowane matki koreańskich dzieci. Znam Polaków, którzy udawali obywateli krajów anglojęzycznych, ale w takim wypadku trzeba liczyć się z konsekwencjami pracy na czarno i koniecznością opuszczania Korei co trzy miesiące z powodu braku wizy pracowniczej. Dyplom ukończenia anglistyki i dłuższy pobyt w anglojęzycznym kraju mogłyby szanse legalnej pracy w tym zawodzie na pewno zwiększyć, ale i tak wydaje mi się, że ciężko byłoby uzyskać wiarygodność w oczach Koreańczyków – taki to już naród.

Na koniec zostawiłam sobie poradę moim zdaniem najważniejszą. Najistotniejsze (i jednocześnie natrudniejsze) jest odnalezienie swojej własnej pasji, która  szłaby  w parze z wrodzonymi zdolnościami. Równie istotne jest konsekwentne wdrażanie takiej pasji w życie nawet jeżeli miałoby się to robić wbrew zdrowemu rozsądkowi, czy ogólnie przyjętym normom. Talent jest podstawą, ale jego szlifowanie to sprawa o wiele większej wagi. Trzeba być wytrwałym oraz stale ulepszać i testować swoje umiejętności. To bardzo ciężka praca. Od razu zaznaczam, że nie mówię tutaj o dosyć powierzchownej postawie w stylu „kocham Koreę”, czy „Korea to moje marzenie”, ale o konkretnej działalności, która sprawia radość i przynosi poczucie spełnienia. Pytanie więc „co należy studiować, żeby dostać pracę w Korei” jest według mnie pytaniem postawionym na opak. Zapytać trzeba raczej, „co oferuje mi Korea, dzięki czemu mógłbym się realizować?”. Takie odwrócenie pytania wymaga w pierwszej kolejności zastanowienia się nad samym sobą. Zdaję sobie sprawę, że to dla niektórych zabrzmi to jak idealistyczna herezja, ale moim zdaniem wszelkie działania należy zacząć od siebie, a świat sam się później krok po kroku dopasuje. To być może trochę przerażające, bo może okazać się, że nasza pasja zaprowadzi nas w zupełnie inne miejsce niż Korea, ale myślę, że warto zaryzykować. Dla własnego dobra.



Na zdjęciu moja koleżanka Dominika, która 
ze skupieniem czyta pierwszą książkę mojego pióra. 
Składanie słów w przekaz, który pozostawia po sobie 
(miejmy nadzieję) ślad to jedna z moich największych pasji. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...