Orangutany w Bukit Lawang


Niedziela, 23 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję)
Bukit Lawang (Sumatra) / Indonezja


Rano, o godzinie 7.00, wychodze z pokoju i ku mojemu ogolnemu wstrzasowi psychicznemu natykam sie na Iwana. Waruje pod moimi drzwiami... Jakby mnie piorun strzelil...

Jakkolwiek smiesznie by to brzmialo decyduje sie na zostawienie w pokou informacji z kim jestem i gdzie, opisem Iwana i innymi wskazowkami... Na dole jem sniadanie, rozmawiam z wlascicielem hostelu niby pokatnie opowiadajac mu gdzie jade... Tak, boje sie.

Pakujemy sie do minibusa i w droge. Okolo 100km jedziemy trzy godziny. Dziury, podmyta droga, rozwalone mosty... W porywach jest 18 osob w minibusie plus dwojka dzieci i 6 osob na dachu. Rozsmiesza mnie to jakos tak... Przejezdzamy przez cudowne lasy palm oliwnych, wzgorza, pola ryzowe... Czuje sie nieswojo z Iwanem przyklejonym do mojego ramienia... On wrecz przeciwnie... Zaczynam byc nieuprzejma widzac w tym jedyna ucieczke...

Dojezdzamy na miejsce... Straznik kiwa nosem... Turysci nie moga na razie wchodzic do rezerwatu... trzeba specjalne pozwolenie, przewodnika, ktory zna zachowanie orangutanow... Moga byc niebezpieczne. Wokol mnie znajduje sie natychmiast trzech niesamowicie wykwalifikowanych przewodnikow... Lekko sklocam ich miedzy soba zeby dostac odpowiednia cene... I dostaje. Potem zalatwiam pozwolenie i obowiazkowe ubezpieczenie... I w droge... Uczucie ulgi towarzyszy mi caly czas widzac plecy przewodnika przed soba. Jest jakos tak bezpieczniej...

Zniszczony katastrofą most, przez który muszę przejść.

Maszerujemy przez dzungle. Co jakis czas przystajemy, chowamy sie w krzakach, nasluchujemy, przewodnik nawoluje... Po chwili sa... Rudzielce z sierscia jak szczecina i smiesznymi buzkami... Dopadaja tragarza z pozywieniem... Jeden wskakuje na niego domagajac sie jedzenia... Przewodnik delikatnie pozwala mi sie do nich zblizyc... Sa przecudowne... I nie lubia flesha... Co chwile musze uciekac, bo chca mnie "zjesc". Drugi skacze po drzewie w towarzystwie malych makak albo buja sie na lianie. Ja nie moge powstrzymac duzego usmiechu... Cudowne uczucie... Mam nadzieje, ze nie wygina... choc tak naprawde maja male szanse... Dziecko moga miec raz na 10 lat... Tym bardziej czuje sie zaszczycona... To naprawde przeniesamowite uczucie...

Wstydliwy orangutan

Orangutany są skłonne do żartów...

Po kilkunastu minutach ruszamy dalej... Dochodzimy do rzeki. Kiedys bylo tutaj canoe do przewozenia ludzi. Patrze na zburzone domy ziejace smiercia i smiercionosne pale drzew po bokach... Gdzies w oddali widze ludzi wykapujacych szczatki... Nagle przewodnik prosi o pieniadze... Wreczam mu je ze zdziwnieniem i ten znika... Iwan zaaranzowal podroz jedynie we dwojke... Skora mi cierpnie na grzbiecie... 

Kilka miesięcy po katastrofie...

Śmiercionośne pale, które spłynęły wraz z nagle
uwolnioną wodą zmiatając wszystko po drodze

Szczesliwym trafem widze grupe ludzi w oddali. Wstaje i szybkim krokiem ide w ich kierunku... Rozmawiam, smieje sie, przedluzam (no coz propozycja Iwana wykapania sie nago w zrodelku nie przemowila do mnie). W koncu nie ma juz na nic czasu i nie pozostaje nam nic innego (uf) jak przeprawienie sie na druga strone przez rwacy potok, by zlapac powrotny miniubus. Okazuje sie to kolejnym wyzwaniem... Kamienie sa sliskie, stopy zbyt miekkie, woda zbyt szybka... Jestem cala mokra do pasa, ale jakos mi sie udaje...

Nasza taksówka

Wracamy ta sama droga do Medan. Iwan proponuje mi, ze pokaze mi niesamowite miejsca na Sumatrze. Musze zaplacic jedynie za transport. Moge odwolac jutrzejszy bilet, pojedziemy jeszcze dzisiaj, dojedziemy w nocy, przespimy sie i jutro zwiedzimy wyspe Samosir na motocyklu. Robi sie jeszcze bardziej goraco niz zwykle... Moja cierpliwosc i zdolnosci dyplomatyczne sa juz zdecydowanie na wyczerpaniu. Mowie mu, ze nie mam pieniedzy i ze to nie jest zbyt dobra idea. Ale dlaczego? Z nim dostane wszystko trzy razy taniej wiec peniadze za transport zwroca sie... O nic nie musze sie martwic. Wszystko bedzie dobrze. Boze... Mowie, ze nie. Zaczyna sie zloscic. Na moich oczach przeobraza sie w muzulmanina z filmowych opowiesci... Boje sie coraz bardziej... Zaczyna ze mnie kpic i robic sie wulgarny. Mowi, ze mu zimno i ze mam go przytulic. Bierze moja reke i zawija wokol swojej. Odpycham go. Dusze sie. Predzej, predzej do pokoju...

Przyjezdzamy do Medan. Sadzam go przy stole, kupuje tania kolacje w dowod wdziecznosci za poswiecony czas i bardzo zdecydowanie wyluszczam roznice miedzy zachowaniem jego a niemuzulmanina. Wydaje sie rozumiec. Po chwili zaczyna nalegac na masaz. Mowie mu, ze nie. On mowi, ze rozumie, o co mi chodzi i ze zrobi to dla mnie w ramach zupelnie przyjacielskich. Mowi, ze musze mu zaufac. Czuje sie troche winna, bo potraktowalam go bardzo ostro podczas pogawedki. A tak ogolnie to naprawde mily z niego czlowiek... No dobra... Gniecie mi plecy... Co ja do cholery wyprawiam? Mowie, ze musze isc do domu. Zmeczona... On na to, ze masaz zniweluje zmeczenie... I gadaj dupa z panem no...

Pcha sie na chama na gore... Na dole nikogo nie ma... W ogole nie reaguje na moje stanowcze naleganie, zeby sobie juz poszedl. Jestemy przyjaciolmi, przyjaciolom sie przeciez ufa, nie? No tak... Po mozolnej walce zamykam drzwi na wszystkie mozliwe skoble zostawiajac go z nosem przy drzwiach.

Juz wiem, co oznacza molestowanie seksualne. I psychiczne.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...