Motocyklowa wycieczka do Ubud



Poniedziałek, 10 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję) 

Ubud (Bali) / Indonezja

Pol dnia wylegiwania sie na plazy wystarczylo mi. Ciagnelo mnie dalej. Negocjacje z Wegrem, negocjacje z Indonezyjczykami. Dwa motory... na oba brak prawa jazdy. Wyruszylismy.

Wiegier nie za bardzo sobie na poczatku radzil, ale potem juz jakos poszlo. Okropny odor spalin, mnogosc motocyklow i samochodow, ruch lewostronny, kaski zdecydowanie na glowie. Szukamy stacji paliw, co wbrew pozorom bardzo trudne jezeli chodzi o jej identyfikacje. Wszytko jest raczej takie "domowe". W koncu udaje sie nam. Wegier bunczucznie oswiadcza, ze powinnismy jechac szybciej. No coz. Zaczynam zwinnie kluczyc, wyprzedzac z lewej, prawej, po srodku. Gubie Wegra po raz pierwszy. Jedziemy dalej. Gubie Wegra po raz drugi. Tym razem na dobre. Troche przerazona ponownie wlaczam sie w szalony prad wszelkiego rodzaju pojazdow. Nie moge sie jakos wydostac ze stolicy Bali - Denpasar. W koncu nieprzyjemna droga przeksztalca sie w mniej uczeszczane uliczki, ze zdecydowanie lepszym powietrzem, widokami na niesamowite pola ryzowe, wijace sie wokol drzew liany. Czasem przystane, pstrykne zdjecie, napije sie czegos. Malo co nie trace zycia. Probujac wlaczyc sie kolejny raz w ruch, kola motoru zakopuja sie w piachu. Trace kontrole, motocykl prawie pada... Chce zahamowac, ale zamiast tego - jak to juz kilka razy mi sie zdarzylo - dodaje gazu. Pedem wjezdzam na ruchliwa ulice. Mam duzo szczescia. Akurat w tym momencie (co dziwne) z obu stron nic nie jechalo zbyt szybko i zbyt blisko. W przeciwnym razie byloby kiepsko. Nie musze chyba dodawac, ze duzo czasu zajelo mi dojscie do siebie. Przy bardzo malej predkosci...

Mijane pola ryżowe

Po dwoch godzinach dojezdzam do Ubud polozonego ok. 60km w lini prostej od Kuty. Jakosc drog i ich kretosc skutecznie zapobiegaja szybszemu przemieszczaniu sie. W Ubud, zupelnie przypadkiem i bardzo szczesliwie, zwiedzam Sacred Monkey Forest Sanctuary (Mendala Wisata Wenara Wana) - kompleks trzech swiatyn z wszedobylskimi makakami. Malpki w ogole nie boja sie ludzi, wykradaja bezczelnie jedzenie, porywaja okulary i kamery. Poza tym sa slodkie - szczegolnie male, ktorych jest mnostwo w maju. Bez nich atmosfera pokrytych mchem monumentow bylaby o wiele mniej tajemnicza.

Małpka w Sacred Monkey Forest Sanctuary

Samo sanktuarium, choc nie za wielkie, rowniez robi wrazenie. W gaszczu roslinnosci mozna dopatrzyc sie zzielenialych figur jaszczur, malp i innych z lekka czlowiekowatych stworow. Z drzew zwisaja ciezkie liany, na ktorych wesolutka skacza malpy. Gdzies nieoczekiwanie plynie strumyk, gdzies pod nogami uciekaja jaszczurki. Cudownie.

Kamienne jaszczury w Ubud

I tajemnicze mosty...

Decyduje sie wracac. Ostatnia rzecza, jakiej mi w tej chwili potrzeba to utknac gdzies w ciemnosciach. Po drodze faceci gwizdza, rozdziawiaja buzie, robia wielkie oczy. 

Zaczynaja sie klopoty. Nie moge trafic do Kuty. Kazdy kieruje mnie gdzie indziej a o znakach drogowych nalezy zapomniec. Zaczyna sie robic ciemno. Zaczyna sie robic nerwowo. Stoje w korku probujac sobie przypopmniec, gdzie do cholery jest moj "hotel". Na razie jednak nie moge nawet trafic do plazy, poniewaz roi sie od jednokierunkowych, identycznych uliczek. I tak kraze wokolo, probujac trafic w te wlasciwa. Boli mnie dupa, jest mi niedobrze od spalin, chce do domu. 

Ja w korku na Bali... 

W koncu jednak dojezdzam. Okazuje sie, ze Wegier juz jest na miejscu. Bierze prysznic. Gdy wychodzi widze, ze jest mocno zdenerwowany. Okazuje sie, ze tuz przed "hotelem", naprzeciwko posterunku policji, mial wypadek. Nic groznego. Przewrocil sie i lekko rozharatal sobie reke. Zauwazyl to jednak jeden z policjantow. No a Wegier nie mial prawa jazdy. I tu zaczela sie prawdziwa jazda. Zaproponowali mu grzywne 100USD. Za 100USD w Indonezji mozna wyzyc przez pol roku... Wegier malo sie nie zalamal. Delikatnie mowiac jest bardzo oszczedny. Zostawil motor w zastaw i poszedl po wlasciciela. Wlasciciel oswiadcczyl, ze bedzie lepiej, jak sam zalatwi sprawe. W przeciwnym razie Wegier bedzie mial klopoty. Zaproponowal 50USD. Wzial pieniadze, poszedl, wrocil i oswiadczyl, ze zabrali wszystko. Wiegier byl niepocieszony. Na szczescie kolacja zakrapiana arakiem (tutejsza wodeczka) oraz obietnica twardych negocjacji przekonalam go do nurkowania w Tulamben dnia nastepnego. Negocjacje mialy miejsce jeszcze dzisiaj. Utargowalismy 46USD z 80USD - w tym dwa nurkowania poprzedzone teoria (bo oboje zieloni jestesmy), obiad oraz dowoz do polozonego 3h od Kuty miasteczka.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...