Kuta na Bali


Niedziela, 9 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję) 
Kuta (Bali) / Indonezja


Tak, jak sie spodziewalam od samego lotniska czekaly mnie krwawe negocjacje. Pieniadzozerni taksowkarze Bali doskonale zdaja sobie sprawe z zagubienia nowoprzybylych. Bo nie ma porownania cen, bo nie wiadomo, ktore taksowki tanie, a ktore nie. Na szczescie mam juz wietnamskie i kambodzanskie doswiadczenie. Stargowalam. I to dobrze.

Najbardziej znana Kuta na Bali okazala sie zatloczonym, zakorkowanym miejscem. Po australijskim wyzywieniu, opierajacym sie glownie na bulkach i wodzie, chcialam skorzystac z niebywale niskich cen, dobrze zjesc i zamieszkac w miejscu z przynajmniej z ciepla woda. Niestety okazalo sie, ze Wegier, z ktorym mialam spedzic te kilka dni znalazl najtansza z mozliwych wersji: zimna woda, brak klimy (tutaj jest ok 40 stopni przy ogromnej wilgotnosci), brak lustra, zardzewialy prysznic, kibel, na ktory ciezko spojrzec. Owszem, nie mam nic przeciwko mieszkaniu w takim miejscu w kraju, gdzie jest drogo. Ale po ciezkich dniach w Australii chcialam sie troche odprezyc przez te 6 dni. No ale zaoszczedzilam 20USD...

Po poludniu byla plaza, ktorej daleko od reklamowanego raju. Waska, polozona blisko ruchliwej drogi, z mnostwem ludzi i nachalnych sprzedawcow. Gorac, piasek na poolejkowanej skorze, zlepione sola wlosy, zabawa w ogromnych falach, zbyt maly recznik.

Wieczorem dostalam podejrzanej wysypki na czole. ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...