Dugout w Coober Pedy


Sobota, 1 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję)
Coober Pedy / Australia


Dzisiaj dojechalam do Coober Pedy, malutkiego miasteczka powstalego na potrzeby tutejszych poszukiwaczy opalu i zlota. Noc spedzona w tzw. "dugout" czyli w wybudowanym 6m pod ziemia motelu. Wiekszosc ludzi tutaj tak mieszka. Nie ma nawet drzwi. Kazdy przechodzacy ma doskonaly widok na 4 lozka zmieszczone w wykopanych jaskiniach i na to, co sie w nich dzieje. Rzecz jasna dokladnie wiem, o czym mowa w pieczarze obok.

Mój dugout (ziemianka?)

Krajobraz ciagle zmienia sie. Dzisiaj sawanna przeksztalcila sie w zupelnie plaski step o mniej czerwonym piasku. Nigdy w zyciu nie widzialam tak nisko zawieszonych, nabrzmialych chmur. Wydawalo sie, ze sa na wyciagniecie reki. I muchy. Wszechobecne i zbyt wscibskie. Poszukujace natarczywie wilgoci w oczach, uszach, nosie i ustach.

Dzisiaj wyjezdzajac z Alice Springs musialam pozeganc sie z grupa zaprzyjaznionych ludzi, z ktorymi spedzilam 3 ostatnie dni w Uluru, Kata Tjuta i King's Canyon. Razem wspinalismy sie, gralismy w podejrzane angielskie karciane gry, przedrzeznialismy sie, pilismy czerwone wino. Powodzenia.

Po drodze spotkalam za to 32-letnia Sally, ktora pozostaje w zwiazku z Pakistanczykiem. Jego rodzice nie wiedza o niej, nie ma szans na slub, za jakis czas na pewno wroci do Pakistanu. Cos mi to przypomina... Zapytalam, jak moze pozostawac w zwiazku, ktory z definicji musi sie skonczyc. Im dluzej zaplatuje sie w danej relacji, tym trudniej jest, z uplywem czasu, z niej wydostac. Powiedziala mi wazna rzecz. Nawet w beznadziejnej sytuacji nie mozna myslec o koncu. Trzeba zyc tak, jakby przyszlosc miala byc spedzona z dana osoba. I tak nie wiadomo przeciez, co ona przyniesie.

Spodobalo mi sie. 

Jutro jade z Sally do Adelaide.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...