Plaże Sydney


Sobota, 8 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję)
Sydney / Australia


Wczoraj jednak skusilam sie na dwa piwka. Troche potanczylam, troche porozmawialam z chetnymi (a bylo kilku ku memu zaskoczeniu), z zaskoczeniem rowniez musialam udowodnic swoja pelnoletniosc - i to dwa razy. A w Korei daja mi trzydziestke. Ech!

Dzisiaj odbylam dlugi spacer przez Bondi, Tamarama i Coogee Beach. Plaze neizbyt wielkie, ale przytulne i pelne opalonych, nagich torsow mezczyzn na deskach surfing'owych. Rozkoszne widoki. Kobiety bez stanikow tez sie znalazly. Niczego sobie ;).

Plaża Bondi

Przechadzka obfitowala w kilkumetrowe, turkusowe fale rozbijane o urwiska skalne, ogromne "czaple" (tak przynajmniej wygladalo to, co fruwalo) przelatujace nad glowa, kontemplacje "Memoirs of Geisha", moczenie nog w oceanie, radosc i zachwyt.

Wściekłe fale po drodze

Pametam, ze kiedy jako szesnastolatka bylam na stypendium w Anglii, to totalnie zauroczylam sie Land's End w Korwalii. Dzisiaj, tak jak wtedy, siedzialam na wysunietej wysoko ponad wode skale i wsluchiwalam sie w huk oceanu. Silny wiatr przenoszacy krople rozbryzgiwanych fal... Spokoj. Tam wewnatrz.

Potęga wody

Spacerujac zobaczylam w gorze domek. Zwykly, pietrowy, maly. W jednym z ogromnych okien ktos ulozyl sobie poslanie z poduszek. Niebo do wynajecia. Niebo z widokiem na raj. Kiedys kupie tutaj dom.

Domki tuż nad absolutem

Jutro lece na Bali. Nie chce mi sie. Chcialabym zostac tutaj, w moim wymarzonym miejscu. Gdzie sa europejskie samochody i buty ze zwykle zaokraglonymi czubkami. Gdzie 4 miliony ludzi nie bedzie mi zawadzac a pozwoli robic interes. Gdzie wszystko jest tak, jak byc powinno. Dla mnie. Jestem cierpliwa. Odpowiedni czas nadejdzie.







A moja Wspollokatorka ZARECZYLA SIE!
Duzy usmiech.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...