Wylot


Niedziela, 25 lipca 2004 (Z plecakiem przez Azję)

Fruuuuu! Mój samolot odleciał sobie do Korei beze mnie.


Gorączkując w łóżku, z zatkanym nosem, czekam na wyzwania jutrzejszego dnia. Za samego rana biegnę złożyć wniosek o wydanie dokumentów zastępczych. Potem muszę przekonać Thai Airlines, żeby przełożyli mi lot bez dodatkowych opłat. No i zostaje cała reszta dupereli, które się posypały, a które muszę na nowo poukładać w całość. Co by znowu zobaczyć spójny, śliczny obrazek.


Tajpei 101 - najwyższy budynek na świecie



Coś się we mnie zmieniło. Zaskoczyło mnie to, że ani przez moment nie zezłościłam się na parszywy los. Ani razu nie zadałam sobie pytania „czemu akurat mi się to zdarzyło?”. Jeszcze jakiś czas temu ze złości mogłabym się nawet popłakać i potupać bezsensownie nogami, negując zastaną rzeczywistość. Teraz jednak podchodzę do całej sytuacji w odmienny sposób.

Owszem. Jest mi ciężko. Owszem. Stracę całą rezerwę pieniążków. Owszem. Może nawet stracę dwa tygodnie za granicą z rodzicami. I tak dalej..

Ale co z tego? Czasem wszystko idzie jak po maśle. Czasem jednak wszystko rozsypuje się w drobny pył. Grunt to wyciągnąć coś z każdej sytuacji. Wyciągnąć, co dobre. A nóż muszę kogoś spotkać w poniedziałek. A może ktoś musi spotkać mnie we wtorek. Może jest w tym wszystkim jakiś ukryty sens.

Może musiałam dać swój email Kim Young’owi A może nie. Nie jestem pewna…

Nowoczesna architektura w Taipej



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...