W drodze do Bukit Tinggi


Czwartek, 27 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję)
Droga z Parapat do Bukit Tinggi (Sumatra) / Indonezja 


Rano wyruszylam w dalsza podroz. Tuz przy Parapat zaczelo porzadnie padac. Grupa Indonezyjczykow szybko zgarnela mnie z przystani wraz z Chris'em, 45-latkiem z Anglii. Ucieszylam sie, ze w nocnym autobusie do Bukit Tinggi nie bede sama. Niestety wysadzili mnie w jednym miejscu, a go w drugim. Rozne firmy. 

Na miejscu okazalo sie, ze jedyny bankomat w miescie nie dziala. A ja nie mam ani grosza przy duszy. Na szczescie zostalo mi troche chleba. ;)

Ciagle padalo. Siedzialam o suchym pysku w restauracji obserwujac prace kobiet i lenistwo mezczyzn. W Indonezji mezczyzni siedza na tylku, ogladaja telewizje, jezdza samochodem lub na motorze, pala papierosy badz maryche i produkuja dzieci. Nic poza tym. Jest to obserwacja zupelnie pozbawiona feministycznej frustracji. Po prostu tak jest. A... no i gadaja z obcokrajowcami, jakoze kobiety rzadko kiedy potrafia mowic po angielsku.

Autobus spoznial sie juz 1,5h. W pewnym momencie przysiadla sie do mnie kobieta w okolicach trzydziestki. Polozyla trzy papierosy na blacie stolu. Poczestowala mnie jednym. "Want you Fanta?", "I don't have any money left.", "No give money.". Zostalam totalnie zaskoczona. Dostane w Indonezji cos za darmo! 

I tak siedze sobie z kobieta. Razem palimy papierosy patrzac z zaduma na spadajace z nieba krople deszczu. Ja siorbiac fante... Od czasu do czasu rzucimy jakims zdaniem. "Why don't you have any children?", "Sorry, ya?" Chwila ciszy... "My husband sperma no good". Znowu wziela mnie z zaskoczenia. Dusze smiech. "But you love your husband?", "Ya, ya" - usmiecha sie na same wspomnienie. Rozmowy Polki z Indonezyjka...

I przyjezdza autobus. Szybko, szybko... Indonezyjka przelewa Fante do foliowki. Zegnam sie, dziekuje za goscine i wsiadam do pojazdu. Od razu orientuje sie, ze to nie jest autobus, za ktory zaplacilam. I od razu rozumiem, dlaczego chcieli zebym tak szybko wsiadla do minibusu. Nie, nie martwili sie o to, ze zmokne... No coz... Ucze sie coraz to nowych sztuczek.

Autobus byl brudny, z mnostwem biegajacych po siedzeniach karaluchow, z niewylaczalna, cieknaca woda klimatyzacja. Jechalo nim kilkunastu lubieznie patrzacych na mnie muzulmanow. Mialam zle przeczucia.

Polozylam plecak z tylu, a sama usadowilam sie niedaleko. Za oknem zaczelo szarzec, gdy autobus jak oszalaly pedzil serpentynami przez gory Sumatry. Brak jakichkolwiek zabezpieczen. Zdecydowalam sie zasnac. W nocy chcialam czuwac. Na wszelki wypadek...

W pewnym momencie podszedl do mnie jeden z "operatorow autobusu". Pochylil sie nade mna i zaczal regulowac moje siedzenie. Zanim sie zorientowalam, co sie dzieje, wsadzil mi reke miedzy nogi i zaczal przebierac paluchami. Mocno odrzucilam jego lape nie wiedzac, czy to sen, czy jawa. Totalnie mnie zamroczylo. Ja musze w tym autobusie spedzic jeszcze 16 godzin!

Przenioslam sie na przod autobusu. Mialam nadzieje, ze znajda sie tam jacys przyzwoici ludzie... Kiedy autobus zatrzymal sie poszlam po swoj plecak. Lezal w kaluzy wody pomiedzy siedzeniami.

Ten sam muzulmanin usmiechal sie szyderczo...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...