29 sierpnia 2014

Mój kawałek nieba


Co jakiś czas pęka głowa. Od natłoku zadań, piętrzących się problemów, frustracji zawodowej wywołanej bezsilnością wobec koreańskich reguł gry. W sytuacjach, kiedy wyczuwam zbliżającą się eksplozję machinalnie wybieram bezwład. Staram się głębiej oddychać, więcej uśmiechać bez żadnego powodu, przez dłuższe momenty o niczym nie myśleć. Zatrzymuję się wbrew mojemu biegnącemu na przód umysłowi, przytulam do PWY, bawię z Nabi. Każdą rzecz wykonuję wolniej niż zwykle, ale z większą uwagą. Celebruję moment.

Czasem jednak to nie wystarczy. Zbiera się tego wszystkiego za dużo, a ja nie jestem z tych osób, które znajdują ujście w rozmowach z przyjaciółkami. W takich momentach szczególnie źle znoszę krytykę ze strony najdroższych mi osób, mimo że krytyką najczęściej nawet ona nie jest. Na opak zinterpretuję słowa PWY, albo wezmę je sobie niepotrzebnie do serca i gorzki posmak po obu stronach gotowy.

Takie momenty zdarzają się chyba każdemu. I w takich momentach najlepiej jest znaleźć swój własny kawałek nieba. W dzieciństwie w weekendy wymykałam się nad jezioro, gdzie przez całe godziny mogłam wpatrywać się w taflę wody, szuwary, wyskakujące co jakiś czas ryby i korony szumiących drzew, kiedy zmęczona już siedzeniem wyciągałam się na pachnącej trawie. Pod nosem nuciłam wtedy przypadkowe melodie, rozmyślałam, czytałam książki. Po takiej sesji na kolejny tydzień mogłam powrócić do świata.

Teraz wymykam się z domu, skręcam w lewo od klatki i wchodzę w wąską dróżkę, którą chadzają tylko uliczne koty. Kładę się na drewnianą ławkę postawioną na odgrodzonym placyku. Patrząc w górę pozwalam gorącym łzom spływać do woli, bez konkretnego celu, czy powodu. Wsłuchuję się w odległe odgłosy życia koreańskich rodzin. W stukanie garnków, w których koreańskie żony gotują kimchijigae dla wracających z pracy mężów, w pokrzykiwanie mam na niesforne dzieci i w imponujące kichanie, które do złudzenia przypomina kichanie mojego taty. Wszystko biegnie do przodu według codziennej rutyny „szybko, szybko”. Wszystko oprócz mnie. Ja jestem na ławce, teraz i tutaj. Otoczona upojnym śpiewem świerszczy. Moje ciało każdą komórką wyczuwa nadchodzącą jesień. Świeży powiew powietrza przynosi wyraźną uglę, nawet drzewa wydają się mniej przytłoczone. Wpatruję się w mój skrawek nieba. Z chmur tworzę sowy, smoki i koty. Przez ich puste gałki oczne prześwieca mocno błyszcząca Gwiazda Polarna.

Przychodzi PWY, siada na ławce i kładzie moje nogi na swoich kolanach. Masuje mi stopy. Siedzimy w ciszy i niemal namacalnie wszystko z nas spływa. Tak jak te łzy wsiąkające poniżej w koreańską glebę.


Wsuwam rękę w ciepłą dłoń PWY. Ramię w ramię wracamy do domu.





27 sierpnia 2014

Fanpage "W Korei i nie tylko" - sierpień 2012 i 2013


Sierpień w Korei to dla mnie najtrudniejszy miesiąc do przejścia. Wysokie temperatury przy wysokiej wilgotności i konieczność chodzenia do pracy z zakrytymi ramionami to duże wyzwanie. Nie lubię też klimatyzacji, a spanie przy wiatraku nie sprzyja porządnemu wypoczynkowi. Z tego powodu w okresie tym korzystam przeważnie z urlopu wakacyjnego - w ostatnich latach miałam okazję odwiedzić Filipiny i Malezję. 

W tym roku zostałam jednak w Korei i na trzy dni udałam się w góry z teściową i jej dwoma koleżankami. Wrażenia na pewno inne, ale równie niezapomniane...

Poniżej kilka sierpniowych wspomnień ostatnich dwóch lat zamieszczonych na fanpage'u "W Korei i nie tylko".



3 sierpnia 2012

Pamiętacie zdjęcia z pubu z koreańskimi starociami? Właśnie miała miejsce eksplozja w restauracyjce obok... Gryzący dym, czarno, nie da się oddychać...


  

5 sierpnia 2012

Skąpane w ukropie ulice świecą pustkami. Bez odpowiednio silnej klimatyzacji nawet w domu nie da się wytrzymać. My schroniliśmy się w pobliskiej kafejce... Niedziela z książkami, magazynami, pisaniem...


  

7 sierpnia 2012

Busan za czasów Wojny Koreańskiej. Teraz miasto to wygląda odrobinę inaczej... Zdjęcie pochodzi z albumu mojej koleżanki Vicky Bateman, której dziadek służył tutaj na froncie. 



Przy 35°C (temperatura odczuwalna to 41°C) aż trudno w to uwierzyć, że dzisiaj w Korei rozpoczyna się pierwszy dzień... jesieni. We wschodniej Azji rok dzieli się na 24 okresy słoneczne, a 입추/ibchu (立秋) jest trzynastym z nich, kiedy to słońce znajduje się na 135° długości ekliptycznej i wchodzi w swój jesienny tryb. Dzisiaj koincydentalnie mamy również 말복/malbok, czyli ostatni z trzech dni okresu najwyższych upałów 복날/boknal (przy wpisie o zupie 삼계탕/samgyetang, pisałam o pierwszym takim dniu - 초복/chobok). To się wszystko na raz zawzięło w tym roku...




19 sierpnia 2012

Pozdrowienia z Moalboal Cebu/Filipiny. Przygotowujemy się właśnie z PWY do pierwszego dzisiaj zejścia pod wodę w okolicy wyspy Pescador. Wszystko inne jest gdzieś bardzo daleko.



Bezpośredni lost z Korei na Cebu zajmuje ok. 5 godzin. Jeżeli ktoś ma mośliwość skorzystania z mili wylatanych podczas podróży służbowych to koszt biletu wyniesie jedynie 300zł. I tylko tyle potrzeba, żeby baraszkowaś w turkusie, co też na zdjęciu namiętnie robi PWY.




20 sierpnia 2012

Po nurkowaniu rekonesans snorkellingowy.




22 sierpnia 2012

Zajadam się mango namiętnie, bo w Korei rzadko można ten owoc spotkać. Jest absolutnie przepyszny. Kraja się go na trzy plastry z bardzo wąziutka czescią środkową - to na płaskie nasiono. Zewnętrzne połówki kroi się od wewnątrz w kratkę tak, żeby nie przeciąć skórki owoca. Na koniec "wywleka się" je na drugą stronę i zjada łyżeczką wystające kosteczki. Smacznego!



  
26 sierpnia 2012

Z powrotem w Korei. Niestety rekinicy wielorybiej nie udało się nam spotkać. Tym razem przybyła za wcześnie, miesiąc temu, i czekała tylko dziesięć dni. Rozmineliśmy się. Trzeba będzie próbować ponownie. 




2 sierpnia 2013

Kolega z pracy przywiózł z Daejeon wypieki z jednej z najpopularniejszych tam piekarni. Czy może być piękniejszy poranek? Otóż może: bez lepkiej masy z czerwonej fasoli, którą Koreańczycy namiętnie wypełniają swoje pieczywo. Zonk!




4 sierpnia 2013

Jak na razie jedne z najlepszych wakacji. W Korei i nie tylko leniwi się na Langkawi w Malezji.




6 sierpnia 2013

Dwa dni na leżaku i już nas nosi. Dla odmiany cały dzień na motocyklach. Wodospady, góry, dżungla, pola i wioseczki. Boli mnie teraz pupa.

 





8 sierpnia 2013

Koreańczycy przywiązują ogromną uwagę do tego, co jedzą. Z tego też względu namiętnie fotografują posiłki, które zaraz mają znaleźć się w ich żołądku. Oto zdjęcia PWY z asortymentu malezyjskiego: pizza pesto z mozzarellą, krewetki tygrysie, homar tęczowy, indyjskie nany i smażony makaron z warzywami, strzępiel.



A my ciągle na tych motocyklach (przez pachnącą wszystkim dżunglę w porywach nawet do 80km/h). Tym razem zapędziliśmy się w góry - było trochę wspinaczki w niesamowitej wilgoci i odgłosach dzikiej natury. 




9 sierpnia 2013

W Malezji wszystko teraz kwitnie, pachnie i pęcznieje od życia. Sama radość.




10 sierpnia 2013

W podróży można odnaleźć skrawki dzieciństwa. Oto co ja odnalazłam na wyspie Rebak w Malezji. 


Podróżujcie kiedy i gdzie tylko możecie - naprawdę to lepsze niż nowy telewizor, czy torebka.

(Langkawi w tym i Rebak ma 500 milionów lat i jest najstarszą ziemią w Azji Poludniowo-Wschodniej.) — at Rebak Island.





11 sierpnia 2013

Kwiatowej radości z Malezji część druga. :-):-):-. Już jutro powrót do domu.




12 sierpnia 2013

Zwierzaki, które jako tako udało mi się sfotografować w Malezji. Po lewej waran (water monitor lizard) i dzioborożec malajski (oriental hornbill) - śliczności.


A już za kilkanaście godzin mój własny stęskniony zwierz domowy - rosyjski niebieski. :-):-):-)





17 sierpnia 2013

Zakupy online: 15 minut

Koszt zakupów: ok. 270 zł
Koszt dowozu w próg domu: 3 zł
Termin dowozu: w ciągu wybranego 3-godzinnego przedziału czasowego.



Jak tutaj nie lubić Korei?



  

25 sierpnia 2013



W ten weekend przeszłam samą siebie. Nagotowałam więcej niż chyba przez ostatnie 5 lat. Zainspirował mnie Yellowinside (:-*.) oraz przygotowania do naszej "Zakorkowanej" audycji o koreańskiej kuchni.


Na zdjęciu maemil soba (매밀소바), samkyetang (삼계탕), przystawki z podsmażanej na oleju sezamowym cukinii (호박) i oberżyny na parze (가지) oraz juk (). Było pycha. 

  



26 sierpnia 2013


Deszcze monsunowe w Korei dogorywają w ostatnich wieczornych podrygach, a ja dzielę się z tej okazji wzruszającym zdjęciem. Kwietniki przed budynkiem Deutsche Banku w Seulu dorobiły się własnych parasolek. :-):-)





28 sierpnia 2013

Koreańska figa (무화과) od środka. Wygląd, no cóż, ambiwalentny, ale smak już mniej. Naprawdę pycha.




29 sierpnia 2013

Jak co dzień rano schodzę po podwójny zastrzyk Americano, a na wystawie firmowej kawiarenki taki oto widok: "Herbatynka Multiwitaminowa na zimno i na gorąco". To te same rozpuszczalne granulki, które w dzieciństwie wydłubywałam naślinionym paluchem z plastikowego pojemnika! Te kwaskowe! Od razu otrzeźwiałam z powodu tłoczących się w głowie wspomnień, ale też i z powodu zaśpiewanej mi ceny. Przebitka okazała się sześciokrotna...





21 sierpnia 2014

Wizyta papieża Franciszka


Kapitalizm w Korei ma się świetnie. Koreańczycy, szczególnie ci lepiej sytuowani, popierają twarde prawa rynku, niewidzialną rękę konkurencji, która efektywnie odsiewa ziarno od plew. Życie to walka o przetrwanie, gdzie słabszy musi siłą rzeczy paść w końcu ofiarą silniejszego. Golem w tej walce jest pieniądz. To ilość zer na koncie określa wartość człowieka, świadczy o jego sukcesie i pozycji w społeczeństwie, daje mu władzę, a nawet przywilej bezkarności. Niektórzy z zerami się rodzą, inni nie widzą innego wyjścia i pną się na szczyt zerowej piramidy zaprzedając po drodze własną duszę.

Ta bezlitosna, pozbawiona niezależnej i mądrej regulacji postać kapitalizmu powoli zaczyna się Koreańczykom odbijać niesmaczną czkawką. Spowodowane chciwością biznesmenów narodowe tragedie (np. zawalenie się domu handlowego Sampoong – 502 ofiary i 937 rannych, czy katastrofa promu „Sewol” – 314 ofiar) wywołują coraz większy ferment w koreańskim społeczeństwie. Koreańczycy częściej i dobitniej dają wyraz swojemu zaniepokojeniu pogłębiającymi się nierównościami społecznymi oraz gorszącymi nadużyciami uprzywilejowanych – jedni w proteście odbierają sobie życie, czasami wybierając ku temu dosyć drastyczne środki jak samopodpalenie, inni prowadzą głodówki, jeszcze inni aktywnie uczestniczą w pokojowych manifestacjach. Niestety jak dotąd niewiele się zmienia.

Papież Franciszek takiego stanu rzeczy również nie zdołał zrewolucjonizować. Nikt zresztą tego od jego czterodniowej wizyty w Korei nie oczekiwał. Była to jednak wizyta niezwykle ważna, bo pokazała, że człowiek u władzy może być po prostu ludzki, a przez to dodała wiary tym, którzy o człowieczeństwo w człowieku walczą. Papież ujął serca Koreańczyków przesłaniem kładącym nacisk na szacunek dla bliźniego bez względu na warstwę społeczną, do której należy. Podkreślił konieczność okazywania współczucia i zrozumienia tym, którzy w swoim życiu doznali cierpienia. Ostrzegał przed „kulturą śmierci” i nieludzkimi modelami ekonomicznymi, które tworzą nowe formy biedy i marginalizują robotników. W jego przemowach nie było przy tym straszenia ogniem piekielnym, czy indoktrynacji jedynie słuszną wiarą. Może dlatego właśnie przystępność, prostolinijność i wrażliwość Papieża stały się na krótką chwilę opatrunkiem ulgi w krwawiącym koreańskim społeczeństwie i to niezależnie od przekonań religijnych jego obywateli (w Korei jedynie ok. 11% społeczeństwa to katolicy).


Plac Gwanghwamun, gdzie podczas mszy beatyfikacyjnej
zebrało się ok. miliona Koreańczyków.
Źródło: Hankyoreh


Osobiście uważam się za agnostyka. Daleko mi do wielu nauk Kościoła katolickiego, a od przynależności do jakichkolwiek instytucji i zgrupowań religijnych (i wszelkich innych) wzbraniam się rękami i nogami. Muszę jednak powiedzieć, że papież Franciszek zaimponował mi nie tylko swoją postawą, ale też i konsekwencją. Zamiast luksusowego samochodu do poruszania się po ulicach Korei wybrał KIA Soul, auto kompaktowe, na które przeciętny Koreańczyk może sobie raczej pozwolić. Postąpił tak w kraju, gdzie możni czy ludzie przy władzy poruszają się jedynie w furach, na widok których bieleje oko; w kraju gdzie wygląd i eksponowanie swojej majętności to fundament statusu społecznego i wszelkiego autorytetu. Co jednak ważniejsze większość swojego czasu Papież zamiast prominentnym poświęcił tym na rozdrożu. Nawet beatyfikacja 124 katolickich męczenników zeszła jakby na dalszy plan. Na swoją mszę na Myeongdong zaprosił rodziny ofiar katastrofy promu „Sewol” (podczas swojego pobytu nosił żółtą wstążkę, symbol solidarności z poszkodowanymi), zwolnionych pracowników Ssangyong Motors (25 popełniło samobójstwo lub utraciło życie w wyniku obrażeń odniesionych podczas starć z bojówkami), uczestników „tragedii Yongsan” (6 osób zginęło w pożarze w czasie starć policji z protestującymi przeciwko przymusowej eksmisji podyktowanej planami przebudowy terenu), „comfort women”, czyli kobiety zmuszane do świadczenia usług seksualnych żołnierzom japońskim za czasów okupacji 1910-1945, uciekinierów z Korei Północnej i wielu innych. Papież zdawał się znać każdą z bolesnych historii zgromadzonych i potrafił się do niej odpowiednio odnieść.


Kim Yong Ho, ojciec Yu Min, która straciła życie w katastrofie promu
Sewol. Kim prowadzi głodówkę w celu wywarcia presji na administracji
rządowej i wprowadzenia tzw. Specjalnego Prawa Sewol.
Źródło: Hankyoreh


Franciszek wyszedł również do ludzi. Spotkał się między innymi z Kim Young Oh, znanym bardziej jako ojciec Yu Min, dziewczynki, która była pasażerką feralnego promu „Sewol”. Kim Young Oh głoduje już od prawie półtora miesiąca (waży obecnie 47kg, a jego stan określany jest jako krytyczny) próbując w ten sposób wspomóc przeforsowanie tzw. Specjalnego Prawa Sewol, które pozwoliłoby na upublicznienie szczegółowych działań administracji rządowej 16 kwietnia 2014, kiedy to prom zatonął. W imieniu rodzin ofiar Kim chce dowiedzieć się, czy pasażerowie stracili życie w wyniku zafałszowanych raportów z miejsca katastrofy, czy zwykłego zaniedbania i obojętności prezydent Park. Przypomnę tutaj, że 10 ciał ciągle jeszcze nie odnaleziono (5 uczniów i 2 nauczycieli Danwon High School, 2 dorosłych pasażerów oraz siedmioletniego dziecka). Papież rozmawiał z ojcem Yu Min i innymi rodzicami ofiar, a pozostałym dodał otuchy listem oraz upominkiem w formie różańców. Franciszek odwiedził również wioskę Kkottongnae (z trochę innych względów jedyny kontrowersyjny punkt w programie wizyty), w której mieszka ok. 2000 niepełnosprawnych, chorych i bezdomnych. Dotykał ich, całował i błogosławił podobnie jak podawane mu podczas przejażdżki papamobile niemowlęta. Naturalnością swojego zachowania wprawił Koreańczyków w osłupienie, ale też i totalny zachwyt.


Papież Franciszek w wiosce Kkottongnae, gdzie mieszka 2000 niepełnosprawnych, chorych lub bezdomnych.
Źródło: Hankyoreh


Bezwyznaniowcy (ok. 46% koreańskiego społeczeństwa), agnostycy, buddyści, wszyscy chyba byli pod ogromnym wrażeniem osobowości papieża Franciszka. Nie zabrakło jednak i słów krytyki – niektórzy zarzucali Papieżowi komunistyczne, a już na pewno socjalistyczne zapędy – argument, którym w Korei szasta się na lewo i prawo wobec wszystkich, którzy zwracają uwagę na brak zabezpieczeń społecznych oraz tych, którzy są za zjednoczeniem obu Korei. Wizyta Franciszka również nie była na rękę protestantom (ok. 18% Koreańczyków), do których zaufanie maleje z roku na rok z powodu licznych afer korupcyjnych (np. defraudacje przywódcy magakościoła Yoido Full Gospel Church), skandali na tle seksualnym (jeden z liderów założonego przez siebie kościoła zmuszał kobiety do stosunków seksualnych twierdząc, że w ten sposób dostąpią one boskiej łaski), ale także i codziennej działalności poniektórych członków tej organizacji. Osoby, które na ulicy przez megafony strzelają wiarą w przypadkowych przechodniów, dźwigają krzyże wyśpiewując rychłe nadejście boskiej sprawiedliwości i konieczność nawrócenia się („No Jesus = HELL”), czy z samego rana gromko recytują Biblię zgromadzonym w metrze grzesznikom, na pewno nie wzbudzają przychylności przeciętnego Koreańczyka. Podczas wizyty Papieża na własne oczy widziałam wałęsające się po ulicach grupki ludzi grających na bębnach i wieszczących nieuchronną karę za sprzyjanie siłom szatana, czyli głowie kościoła rzymskokatolickiego.




Wizyta papieża Franciszka na pewno była dla Koreańczyków powiewem normalności. Niestety nie wydaje mi się, żeby miała ona na dłuższą metę jakiś większy wpływ na bieg spraw w Korei. Gwanghwamun już posprzątano, pościągano sztandardy powitalne na cześć Papieża, a prezydent Park, chroniąc się za murem z ciał policjantów, odrzuciła kolejną prośbę ojca Yu Min o spotkanie i wprowadzenie akceptowalnego dla obu stron Specjalnego Prawa Sewol.





14 sierpnia 2014

[Zakorkowani] Koreańska opieka medyczna


„W Seulu funkcjonuje kilka wielkich szpitali. Najlepsze to placówki uniwersyteckie, z których każda przoduje w jakiejś konkretnej dziedzinie medycyny. Podobnie jak same uniwersytety, szpitale te to bezustannie rozprzestrzeniające się monstra gmaszysk, które swoją przytłaczającą strukturą i rozmiarem konfundują co poważniej chorych pacjentów. Wrażenie matni, kolejki i dosyć taśmowe podejście do zabiegów (wszystko załatwia się w trybie beztchowym „ppalli, ppalli” – „szybko, szybko”) odstraszają tych o słabszych nerwach. Ze szpitalami ogólnymi konkurują więc małe, specjalistyczne kliniki (ginekologia, dentystyka, dermatologia, kosmetyka plastyczna, choroby wewnętrzne, ortopedia, itd.), niekoniecznie droższe, usytuowane zazwyczaj na jednym lub dwóch piętrach ponuro wyglądających, kwadratowych budynków. Znajdzie się tam miejsce na przytulną recepcję, gabinet przyjęć, salkę operacyjną i kilka pokoi z łóżkami. Wszystkie potrzebne badania specjalistyczne, jak na przykład rezonans magnetyczny lub zdjęcia rentgenowskie, wykonuje się jednak w szpitalach ogólnych. Tam też odwozi się pacjenta w przypadku komplikacji. Wśród tego najbardziej zelektronizowanego i internetowo najaktywniejszego społeczeństwa na świecie opinie o klinikach rozchodzą się z porażającą szybkością błyskawicy. Wybór kilku najbardziej rekomendowanych jest dosyć prosty” (...)

„Bałam się. Nie mogłam przecież wiedzieć, jak bardzo moje życie będzie musiało się zmienić. Wszystko „po” było wielkim znakiem zapytania. Zdawałam sobie sprawę z dosyć brawurowego podejścia koreańskich lekarzy do pacjentów (pierwszy raz, kiedy wzięłam przepisane pigułki na grypę to przez kilka godzin byłam w stanie wpatrywać się jedynie bez ruchu w sufitowe majaki). Czułam się sama jak palec bez rodziny, z kilkoma zaledwie przyjaciółmi przy moim boku. Przerażały mnie opowieści o koreańskich pielęgniarkach, których jedynym obowiązkiem jest zmiana kroplówki i opatrunku, podawanie leków i wykonywanie zastrzyków – dlatego przy łóżku pacjenta zamontowana jest niziutka prycza dla kogoś bliskiego,kto zajmie się mało atrakcyjną zawartością szpitalnej kaczki, spoconym ciałem kuracjusza i jego brudnymi włosami.” (...)

„Na kilka minut przed operacją wprowadzono mnie na pogawędkę do gabinetu doktora. Z prostego zabiegu operacja zmieniła się w wyzwanie z szeregiem możliwych komplikacji. Lekarz pokazał mi zdjęcia rozpłatanych kolan, dziur w kościach, śrub i mięśni. Prawdopodobieństwo sukcesu – 70-80%. Zrobiło mi się słabo. Gdybym stała to ugięłyby się pode mną nogi – na szczęście siedziałam już w pasiastej, przepastnej piżamie na wózku inwalidzkim. Zacisnęłam zęby tak, żeby nie rozpuścić się jak płatki śniegu na języku i żeby stojąca za mną mama nie zorientowała się, o czym peroruje mój przyszły „oprawca”. Drogi na rzeź nie pamiętam. W malutkiej sali operacyjnej zaaplikowano mi w kręgosłup zastrzyk ze środkiem znieczulającym. Starałam się zachować spokój, oddychając głęboko i opróżniając umysł z wszelkich myśli. Ogarnęła mnie apatia – właściwie to odczuwałam już tylko bierne przyzwolenie na kolejne epizody ze scenariusza mojego życia. Na drobniutkie kawałeczki rozbiło mnie dopiero przywiązywanie klatki piersiowej, rąk i lewej nogi do stołu tak, żeby pozostały nieruchome podczas operacji. Tego się nie spodziewałam. Ciurkiem polały się łzy. Wsłuchiwałam się w dźwięk czytnika rytmu mojego serca, skupiając się na stopniowo zanikającym, chłodnym dotyku wacika z jodyną, którym obsmarowywała moją nogę pielęgniarka. Operacja zamiast półtorej trwała cztery godziny. Górna część mojego ciała co chwila ruszała się pod wpływem piłowania, nastawiania i innych tajemniczych czynności, które dokonywały się za zielonym parawanem. Mdliło mnie na wszystkie odgłosy, moje demoniczne wyobrażenia o ich źródłach i z powodu bólu pleców. Przez większość czasu potrafiłam zapanować nad swoim ciałem, ale już na samym końcu chciało ono wstać i uciekać w buncie przez mentalnym jarzmem, jakie mu narzuciłam. Zaczęłam się niecierpliwić i wtedy właśnie założono mi na nos plastikową maskę. Nawet nie wiem, kiedy straciłam kontakt z rzeczywistością.” (Fragmenty z mojej książki „W Korei. Zbiór esejów 2003-2007”)


Rok 2005. Po operacji kolana
z koszem owoców od firmy. :)


To działo się dobrych kilka lat temu. Operację kolana przeszłam pomyślnie, po niej następną, jakiś czas później w koreańskich szpitalach czekało na mnie jeszcze kilka innych zabiegów. Doświadczenia mam raczej dobre mimo że za każdym razem musiałam najeść się dużo strachu – bądź to z powodu nader skąpych wyjaśnień lub zwykłego braku wyczucia lekarzy, bądź to z powodu wątpliwości co do ich kompetencji. Modus operandi w trybie „szybko, szybko” też na pewno nie sprzyjał zachowaniu gracji lub trzymaniu nerwów na wodzy. Co tu dużo mówić: Koreańczycy rzadko kiedy się ze sobą patyczkują.

Koreański system opieki zdrowotnej jest dosyć dobrze przemyślany (strukturą przypomina model kanadyjski), ale też i przyjazny pacjentowi. Każda osoba może udać się do dowolnego specjalisty bez konieczności pierwszego kontaktu z lekarzem ogólnym. Przystępność systemu powoduje, że Koreańczycy chodzą do lekarza bez większych oporów, a regularna kontrola pozwala z kolei na wczesne wykrywanie również tych groźniejszych chorób. Pacjenci w Korei nie muszą też obawiać się o jakąkolwiek biurokrację. Większość formalności jest załatwiana na linii Narodowy Fundusz Zdrowia - lekarz. 

Trzeba przyznać, że w Korei również technologia medyczna stoi na bardzo wysokim poziomie, szczególnie jeżeli chodzi o okulistykę, operacje kręgosłupa, serca, operacje plastyczne, leczenie bezpłodności, czy dentystykę. Wysokiej klasy sprzęt, ale również umiejętności lekarzy (przynajmniej tych polecanych) powodują, że turystyka medyczna to obecnie jedna z prężniej rozwijających się gałęzi koreańskiej gospodarki.

Lekarze w Korei, choć zwykle bardziej zamożni od większości społeczeństwa, nie zbijają jednak kokosów. Związane jest to z tym, że cennik usług medycznych jest ściśle regulowany przez NFZ. Lekarze mogą więć zwiększyć swoje zyski na trzy główne sposoby: 1) zbadać więcej pacjentów, 2) polecać zabiegi droższe lub takie, których NFZ nie pokrywa, 3) znaleźć inne sposoby na większy zarobek – na przykład polecanie zakupu leków w określonej aptece i otrzymywanie z tego tytułu odsetek od sprzedaży. Tego rodzaju podejście wysławiło Koreę, jako kraj, gdzie dokonuje się „pięciominutowej diagnozy”, 43% wszystkich narodzin to cesarki (wiele z nich na życzenie), a jej mieszkańcy są niezwykle uodpornieni na antybiotyki.



O tajnikach koreańskiego systemu opieki zdrowotnej opowiadam z Leszkiem Moniuszko w poniższym odcinku audycji „Zakorkowani”. Zapraszam do odsłuchania.





1 sierpnia 2014

Ask Me Anything


W nadchodzącą środę (6 sierpnia) o godz. 17.00 polskiego czasu odbędzie się AMA z moim udziałem. Akcja organizowana jest przez portal Wykop.pl oraz Bankier.pl. Gorąco zapraszam zainteresowanych do zadawania pytań na wspomnianych stronach - odpowiem na żywo w transmisji video już za kilka dni. Do zobaczenia! :)





UPDATE: Przebieg rozmowy dostępny już jest na stronie: bitly.com/amakorea lub bezpośrednio poniżej. Pytania zadawane przez internautów były dosyć zróżnicowane. Między innymi opowiadałam o stypendiach w Korei, możliwościach pracy, zarobkach, narkotykach, Koreankach, o stosunku Koreańczyków do Azjatów i Polaków, kogoś zainteresował nawet wzrost PWY. ;) Zapraszam do odsłuchania i dalszych pytań w komentarzach.






30 lipca 2014

Fanpage "W Korei i nie tylko" - lipiec 2012 i 2013


Lipiec na moim fanpage'u to dużo muzyki, wypieków artystycznych, ale również i niekonwencjonalnego, ale smacznego jedzenia. Lipiec to też pora deszczowa, ostatni miesiąc wytchnienia przed wilgotnym skwarem, który szczelnie opatula Koreę na cały sierpień. I te cykady, które spać nie dają po nocach... 

Poniżej wspominki z ostatnich dwóch lat.



1 lipca 2012

PWY i 마일로. Oboje wniebowzięci. — with Leszek Moniuszko and 2 others.




2 lipca 2012

Pełna kultura w naszej firmie. Przed pracą i w czasie przerwy obiadowej muzyka klasyczna na żywo. Lubię posiedzieć sobie czasem z tyłu sącząc ice capuccino.





Dzisiaj kontynuacja wątku koreańskich „staroci” muzycznych. Kim Hyun Sik (김현식) to kolejna tragiczna postać koreańskiej sceny artystycznej (a raczej tzw. „underground’u”) lat 80-tych. – zmarł w wieku 32 lat (1990) na marskość wątroby. Teksty utworów tego artysty traktują w przeważającej mierze o niespełnionej miłości i samotności. Swój szósty, ostatni album, Kim nagrywał dochodząc ze szpitala. Niestety nigdy nie doczekał się jego wydania. Piosenka na nadchodzący tydzień pochodzi z tego właśnie krążka: „내 사랑 내 곝에” („Moja miłość przy moim boku”) – tekst po koreańsku i angielsku w komentarzach.






3 lipca 2012

막창 czyli odbytnica na rożnie oraz 소주 czyli koreańska wódka - na ostateczne zapicie smutków.




  
7 lipca 2012

Miseczki na ryż ulepione dwa tygodnie temu. Na zdjęciu już wypalone czekają na pokrycie farbą i kolejne wypalanie.





Moja kotka Nabi zasłużyła na nową (wiekszą) doniczkę na swoją trawkę~~. Na zdjęciu w trakcie tworzenia.




Jeszcze mokra donica. Ostatnio eksperymentuję z nieregularnymi formami i chropowatymi powierzchniami (ta na doniczce odciśnięta od kamienia). Może przejadłam się sztywnymi ramami perfekcji, do której z takim zaangażowaniem dąży się w Korei. Miłego weekendu.




9 lipca 2012

Piosenka na nadchodzący tydzień "안녕이라고 말하지마” („Nie mów żegnaj”, 1989) w wykonaniu Lee Seung Cheol’a (이승철) to jedna z tradycyjnych pozycji w moim repertuarze, kiedy to w ramach ostatniego punktu firmowej popijawy (회식) wraz ze współpracownikami udajemy się chwiejnym krokiem na karaoke (po koreańsku „norebang”/”노래방”). Jest prosta, sentymentalna i każdy ją zna – jak znalazł na takie okazje (oryginalny tekst i tłumaczenie w komentarzach).


Lee Seung Cheol (ur. 1966) to jeden z „wiecznych” artystów. Zadebiutował w roku 1986 i od tej pory razem z koreańskim rynkiem muzycznym ulega ciągłym przeobrażeniom – od rockmana skazanego za palenie marihuany do sędziego w komercyjnym programie wyszukiwania talentów „Superstar K” . Przez swoich wiernych wielbicieli znany jest jako „Król Sceny na Żywo”, ponieważ przed dłuższy czas z powodu incydentu z narkotykami mógł popularyzować swoją muzykę jedynie dzięki koncertom. 






11 lipca 2012

Jakiś czas temu na blogu pisałam o tym, jak kobiety radzą sobie w zmaskulinizowanym, patriarchalnym i konserwatywnym świecie zawodowym Korei. Mimo ogromnego postępu gospodarczego Korea wypada blado jeżeli chodzi o równouprawnienie, głównie ze względu na bardzo mocno zakorzenione stereotypy co do roli kobiety i mężczyzny w społeczeństiwe (kłania się tutaj filozofia Konfucjusza).To może się nieznacznie zmienić na korzyść za sprawą Pani Park Geun Hye (박근혜), liderki Partii Saenuri (새누리당), córki zamordowanego prezydenta Korei - Park Jeong Hui (박정희), która jak na razie prowadzi w przedwyborczych sondażach jako kandydat na następnego prezydenta Korei. 19 sierpnia odbędą się prawybory.





12 lipca 2012

Dawno temu, jeszcze na starym blogu, pisałam o tym, jak wielkiego doznałam zawodu podczas jednej z wypraw z grupą Koreańczykow na urodzinowy tort. Zaserwowano nam wtedy ciasto z bitą smietaną i... słodkimi ziemniakami. Byłam, delikatnie mówiąc, niepocieszona - natychmiast chciałam wracać do domu (Polski). Od tego czasu tort ze słodkich ziemniaków i ja doszliśmy do porozumienia i jako tako tolerujemy się.


Dzisiaj na stołówce spotkała mnie jednak kolejna niespodzianka tego rodzaju. Panie w kuchni widząc, że szerokim kołem omijam przystawki z anchovies i papryczkami, pospieszyły mi w sukurs. Do stołu przyniosły mi bułeczkę z... puree ziemniaczanym w środku, wymieszanym z ziarnami kukurydzy i kawałkami marchewki. I może jakoś bym to wszystko uprzejmie przęłknęła, gdyby tylko nie ten... DŻEM.

W Korei rozumienie zachodniego jedzenia pozostawia niestety wiele do życzenia. Warjacje na ten temat są najprzeróżniejsze: od okrutnie słodkiego sosu bloognese czy napoli, przez pizzę z wielkimi kawałkami ziemniaków w łupinach, sałatek z kawałkami mandarynek polanych słodkim sosem, aż do tego rodzaju kanapeczek. Czasem po prostu chce się płakać...




14 lipca 2012


Sobotni poranek. Jajecznica z cebulką na boczku. Popijamy herbatę z miodem i cytryną przeglądając swoje Androidy. 

PWY: Ubieraj się. Wychodzimy poćwiczyć.
JA: Idź sam, ja sobie poczytam.
PWY: Nie (싫어!).
JA: Jak ja nie pójdę, to Ty też nie? 
PWY: Nie.
JA: To szantaż?
PWY: Nie, groźba.

Rezultat? 560 kalorii spalonych po prawie dziewięciokilometrowym spacerku w ciągu 1h20min. Do tego lekki buraczek na twarzy. — with Wooyoung Park.







16 lipca 2012

„Jaurim” („자우림”, czyli „Purpurowy Las Deszczowy”), to chyba najlepszy współczesny zespół rockowy w Korei. Grupa powstała w 1997 roku i od tamtej pory, w niezmienionym składzie, zaskakuje publiczność najróżnorodniejszymi kawałkami: od nostalgicznych balad, przez lekkie, przyjemne piosenki, aż po ciężkie brzmienia. Wokalistka, Kim Yun A (김윤아), ceniona jest za jej wspaniały głos oraz głęboki przekaz zawarty w tekstach utworów – zespół przetarł sobie drogę do sukcesu bazując na poparciu ulicy w okolicach Hongdae (홍대), dzielnicy słynnej w latach 80-tych ze sceny alternatywnej. Jest to też jeden z niewielu koreańskich zespołów, który w swoich kawałkach barbarzyńsko nie okalecza języka angielskiego (przykładem może być piosenka „#1” – link w komentarzach). Myślę, że warto na chwilę oderwać się od K-Popu i przyjrzeć się trochę bliżej inspirującej twórczości „Jaurim”.


Piosenka na nadchodzący tydzień „파애” („Paae”, „Broken Love”) pochodzi z pierwszego albumu „Jaurim”, wydanego w roku 1997. Tekst po koreańsku i po angielsku w komentarzach. 





17 lipca 2012

60M Euro wydane z budżetu na największą na świecie pływającą wyspę. To kraj wielkich przedsięwzięć, czasem niestety okazujących się wielkimi wpadkami (pomijam tutaj skandale korupcyjne itd.). Wystarczy podać za przykład przebudowę jednej z głównych arterii w okolicach Gwanghwamun - na środku ulicy wybudowano deptak (odbywały się tutaj nawet skoki narciarskie!), co sparaliżowało ruch uliczny; w czasie monsunu deptak przemienia się w jezioro. Drugim mało chlubnym przykładem jest Four River Restoration Project, projekt obecnego prezydenta Korei, Lee Myung Bak'a, polegający na regulacji czterech rzek tak, żeby zapewnić krajowi bezpieczeństwo zasobów wody pitnej i ochronę przed powodziami. Projekt ten okazał się totalną klapą, która kosztowała podatników 17,3 biliona USD. W rzeczywistości chodziło tutaj o zapewnienie dochodu firmom budowlanym - Lee Myung Bak był CEO Hyundai Engineering & Construction Ltd., a że jego prezydentura kończy się wraz z tym rokiem, zagwarantowanie sobie wdzięczności jaeboli to posunięcie strategiczne.



17 lipca 2012

Na moskitierach pojawiły sie pierwsze cykady.



18 lipca 2012


Dzisiaj wzięłam moją podopieczną na Samgyetang (삼계탕), czyli zupę z małego kurczaka (mieści się w półmisku) nadziewanego ryżem. W środku kurczaka jest też korzeń żeńszenia i jujuba (głożyna), a w samiej zupie pływa zieleninka z dużą przewagą pora. Czasem do zupy wlewa się kieliszek alkoholu z żeńszenia - insamju (인삼주) lub po prosut pije się go symultanicznie z posiłkiem~~. To jedna z moich ulubionych tutejszych zup.

Pod restauracjami serwującymi samgyetang ustawiały się dzisiaj długaśne kolejki. To dzisiaj mianowicie oficjalnie rozpoczyna się Boknal (복날), czyli najgorętszy miesiąc w roku i właśnie pierwszego dnia tego okresu, nazywanego "chobok" (초복), zaleca się zjeść tą zupę, żeby jej gorącem ulżyć gorączce ciała (이열치열). Zupa ta też jest przednia na wszelkie przeziębienia - przypomina nasz rosołek.

W moim samgyetang nie było korzenia żeńszenia - pewnie kucharki za bardzo się spieszyły - znalazłam za to dwie... szyje.  — at 남대문 시장 (Namdaemun Market).






Po samgyetang przyszedł czas na "herbatę". Sibjeon Daebocha (십전 대보차) to gorący wywar z dzisięciu różnych elementów - składników medycyny orientalnej (bliżej mi nieznanych), wysuszonych owoców jujuby oraz orzechów włoskich (te dwa ostatnie pływają na wierzchu, co zilustrowane jest na zdjęciu). Napój dobry jest podobno na stan chronicznego zmęczenia lub w przypadku przeziębień. Ja uwielbiam jego ziołowy smak.




Chyba nigdy nie zapomnę komentarza mojej podopiecznej, która stwierdziła, że jest w ciężkim szoku, bo nie przypuszczała, że tak bardzo odpowiada mi "stary styl" Korei... Rozejrzałam się po obskurnej "kawiarence" na Namdemun Market i, mimo że chadzam tam od czasu do czasu, po raz pierwszy zauważyłam, że jej klientami są raczej starsi ludzie... Eunha powiedziała, że tego rodzaju wywary są domeną starszych Koreańczyków (taka tradycja) i że ona jest w ogóle po raz pierwszy na Namdemun Market mimo że mieszka w Seulu od ośmiu lat...

No cóż, taki już chyba mój charakterek... — at 남대문 시장 (Namdaemun Market).



19 lipca 2012

Metro, linia nr 1. Tak jak kilka lat temu z powodu ochoczego nadużywania klimatyzacji musiałam nosić szalik, żeby się nie zaziębić (przy ponad trzydziestostopniowym upale na zewnątrz!!) tak teraz, w ramach narodowej strategii oszczędzania energii, klimatyzacja umarła śmiercią naturalną, a zamiast niej z zadyszką charakterystyczną dla staroci powiewają w metrze wiatraki. Przy wilgotności dochodzącej do 95% i potwornym upale jest to nie do zniesienia. Ludzie pocą się obficie (a wracają ich całe TŁUMY z pracy), są poirytowani, nawet mężczyźni wożą ze sobą wachlarze. Do domu przychodzę mokrusieńka... Czy w Korei wszystko zawsze musi rozbijać się o ekstrema? Gdzie to wschodnie wyważenie, harmonia, złoty środek, ying i yang? 


20 lipca 2012

Pracuję w stoczni. Wokół Głównej Siedziby rozstawione są jednak Krasnoludki, Królewna Śnieżka i wielki Muchomor. Do tej pory nie rozumiem koncepcji, którą kierował się koreański designer. 


Dzisiaj jednak za szybą obok wind dostrzegłam taką oto wystawkę. Co za detal i kompozycja! Latarnia, marynarz, zapomniane kapcie, skrzynia skarbów, fale (!), czerwony krabek, leżaki, rozgwiazdy, muszelki, a nawet szczątki rafy... 

Wyobrażam sobie, jaką frajdę miał zespół ludzi, którzy opiekują się naszym budynkiem. Często spotyka się ich, ponad siedemdziesięcioletnich, w wyblakłych uniformach, polerujących litery składające się na nazwę firmy, czyszczących rozsuwające się automatycznie szklane drzwi do biura, czy podlewających wyschnięty bluszcz. A tutaj takie cudeńko!





 23 lipca 2012

Nie pamiętam, czy już to video wklejałam więc wklejam raz jeszcze. Filmik zrobiony był w roku 2007 (chyba?) przez mojego kolegę Mikołaja. To był pierwszy raz, kiedy skonsumowałam (nie)żywą ośmiorniczkę...





24 lipca 2012

No to Koreańczycy zaszaleli... Leżę na podłodze i padam ze śmiechu... Kto ma ochotę ujeździć niesfornego konika?





28 lipca 2012

W Korei straszliwa spiekota. Na zdjęciu dopiero co ulepiony talerz na odswieżające owoce. Na przykład na arbuza prosto z lodówki.




28 lipca 2012

Papryczki na ktorąś z ostrych przypraw (prawdopodobnie gochujang) migiem suszą się w upalnym słońcu. I to prosto na chodniku...




29 lipca 2012

Stoimy z PWY w oknie podziwiając chylący się ku końcowi dzień. Mamy identyczne myśli: jak pięknie musiały wyglądać te góry w oddali jeszcze 50 lat temu. Bez całej tej kupy nawalonej betonem...




30 lipca 2012

Trafiłam czwórkę w Lotto. W Korei wierzy się, że sen o świni (a w szczególności o jej głowie) lub... odchodach, to sny prorocze. Natychmiast trzeba kupić wtedy los nikomu o niczym nie wspominając. Ja również miałam taki sen (straszliwie się przy nim namęczyłam ~~) i oto rezultat. 150zł wygranej. 





1 lipca 2013

Czarny czosnek (흑마늘) to kolejne panaceum nawszelkie zdrowotne bolączki KoreańczykówOtrzymuje się go dzięki podgrzewaniu zwykłego czosnku przez ok. 2 tygodnie w elektyrycznym garnku do gotowania ryżuMimo dosyć prostego sposobu przygotowania sprzedaje się go lub z niego napoje za makabryczne pieniądze. Smakuje... kwaśno (?), ale z sałatką jest idealny.




7 lipca 2013

Niedziela u teściowej. Dobrze zjadłam, wymasowałam grzbiet na łóżku do masażu, pospałam, a na koniec poddałam się z PWY zabiegom upiększającym. Teściowa wtarła w nasze twarze olej z kokosa. Łyżką ze srebra.




8 lipca 2013

Muszę chyba sobie w końcu sprawić gumowce...






9 lipca 2013



Taka przynależność determinuje całe późniejsze życie osobiste i zawodowe. Na zdjęciu spotkanie po latach mojej grupy na Korea University: pracownicy korporacjii i organizacji pozarządowych, właściciele firm, mamy. — with Wooyoung Park and Anna Sawinska.





10 lipca 2013

Wczoraj PWY ni stąd ni zowąd wymasował mi stopy i jakoś mi się ckliwie zrobiło. Stąd słitfocia. — with Wooyoung Park and Anna Sawinska.




11 lipca 2013

Wystarczyło jedno krzywe spojrzenie naszej prawniczki na szefa, żeby mentalnie wymusić na nim dostęp do firmowej karty kredytowej. Zbyt lekkodusznie opowiadał on bowiem o swoich pijackich breweriach z poprzedniej nocy wyprawianych na wespół z męskim pierwiastkiem naszej grupy. W rezultacie żeński pierwiastek udał się na wyborny obiad. I lody na osłodę.




17 lipca 2013

ROZDZIAŁ IV: Memi, czyli waga życia w obliczu ciągłej jego powtarzalności.


"W dniu kremacji samobójcy, na balkonowej moskitierze mojego mieszkania, przysiadła kilkucentymetrowa memi. Siedziała tam samotnie, prawie bez ruchu, przez dwa dni. Nie śpiewała" ("W Korei. Zbiór esejów 2003-2007")





19 lipca 2013

TGIF. Na zakończenie tygodnia makchang gui (막창 구이), czyli jelito grube (tutaj wieprzowe) na rożnie.




23 lipca 2013

Jelita grube znowu sieją trwogę. W audycji "Zakorkowani" będziemy niedługo rozmawiać o koreańskiej kuchni. :):)





26 lipca 2013

Imieniny Anny są tylko raz w roku. Świętuje się je nawet w Korei.





28 lipca 2013

PWY w chwilowym przypływie artystycznego natchnienia stworzył dla mnie taką oto tapetę do telefonu. Załadowałam i... nie mogę się w tym oczopląsie odnaleźć. 





30 lipca 2013

Stacja Namyeong. Piątek wieczorem na końcu peronu. Czekam na PWY.





31 lipca 2013

Bez pracy nie ma kołaczy. W Korei i nie tylko ostro przygotowuje się do aktywnego wypoczynku. Langkawi już od soboty :-):-):-) — with Anna Sawinska.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...