Siódma czterdzieści



Absurd to rzecz powszednia w koreańskiej rzeczywistości. Zjada się go na śniadanie i przeżuwa podczas kolacji. Niedorzeczność goni niedorzeczność i tak w kółko, bez końca. Myślałam, że zdążyłam się juz przyzwyczaić i filozoficznie uodpornić. A tutaj rano powtórka z rozrywki, krew ponownie burzy bieg w mych żyłach. Nie za mocno już, w końcu nie ten wiek, ale zawsze.

Z powodu częstych podróży służbowych co najmniej dwa weekendy w miesiącu spędzam na pakowaniu i rozpakowywaniu, porządkowaniu ubrań, bieganiu do pralni chemicznej. Jeden tydzień dochodzę do siebie po zmianach czasu i kilkunastogodzinnych (a czasem kilkudziesięciogodzinnych) lotach w pozycji kucznej. Puchnie mi z tego powodu operowane kolano i boli kręgosłup o uroczo wypadniętym dysku. Nadgodzin za weekendowe podróże i podczas nich pracę nie otrzymuję, podobnie też za pracę w czasie koreańskich dni wolnych. Jednym słowem, jak dla mnie, jestem bohaterem.

Aż do czasu kiedy dostaję emaila (skierowanego nie tylko do mnie, ale do całej grupy już po raz drugi), że ten kto nie jest w stanie przychodzić do pracy przed 7.40 rano (praca rozpoczyna się o 8.00) nie jest predysponowany do pracy w tym zespole i powinien zastanowić się jeszcze raz nad własnymi priorytetami. Jedynie osoby będące w stanie wykrzesać z siebię odrobinę samozaparcia, osoby czujące powołanie i dążące do maksymalizacji efektywności w pracy kwalifikują się na pozycję członka naszej grupy. A są to właśnie takie osoby, które w pracy pojawiają się co najmniej dwadzieścia minut przed czasem. W związku z tym usilnie prosi się o respektowanie tej reguły. 

No to ja się chyba nie nadaję. 
I z tego, co rozumiem, reszta moich współpracowników również.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...