Natura obowiązku


Manager Yoo, posiadacz tytułu doktora, młody i niezwykle miły mężczyzna, rozmawia ze mną o dzieciach. Przy śniadaniu podczas podróży służbowej kurtuazyjnie zadaję mu pytanie o niedawno narodzonego synka - tuż przede mną wniebogłosy wydziera się jakiś nieukontentowany brzdąc. Pan Yoo z zadowoleniem prezentuje mi telefoniczne ujęcie kolejnego, identycznie wyglądającego niemowlaka. Wyrażam swoją opinię, że ciężko musi mu być  z dala od żony i pierwszego dziecka, które przecież zmienia się każdego dnia - na codzień mieszkają oni u teściów.

Manager Yoo kompetentnie tłumaczy mi, że taki układ jest w sumie nie najgorszy. Mężczyzna wszak i tak nie ma żadnych obowiązków przy dziecku, tylko przeszkadzałby. A tak żona i teściowa w spokoju skoncentrować mogą się na opiece nad jego potomkiem. Owszem, słyszał, że to bardzo ciężkie wyzwanie i że w domu panuje wtedy zupełny chaos. Dlatego właśnie zastanawia się, co może zrobić, żeby układ ten jakoś usprawnić - niepokoi się o dobrobyt swojego teścia, któremu całe to zamieszanie może trochę przeszkadzać.

Wątku decyduję się nie kontynuować. Załzawionymi z niewyspania oczami spoglądam za okno na stalowoszare, wzburzone wody portu w Halifax. Wieje dosyć silny, altantycki wiatr - taki, który wdziera się za najgrubsze warstwy ubrania. Popijam gorącą herbatę z miodem i cytryną. O niczym nie myślę.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...