Platanowce



Kiedy przyjechałam do Korei dominującymi drzewami wzdłuż ulic miasta były niepozorne miłorzęby. Ich plastykowa zieleń i drobne listki zupełnie nie spełniały roli rozświetlania przytłaczającego krajobrazu. Ponadto dojrzałe owoce, rozpłaszczone na płytach chodników, wydawały intensywny zapach męskiego nasienia, wyraźnie przy tym konfundując przechodniów.

Dlatego, kiedy kilka lat temu, przeprowadziłam się z powrotem z Suwonu do Seulu, z wielkim zadowoleniem powitałam rozłożyste platanowce na mojej drodze z metra do domu. Szum ich wielkich liści, muskanych przez zagubiony między wieżowcami wiatr, przypominał mi o domu; o prawdziwej nieposkromionej naturze, o którą w Korei bardzo trudno. Przymykałam oczy i delektowałam się chwilą. Do czasu, kiedy nastały parne dni, a szczyny śpiących w pobliżu taksówkarzy, nie zaczęły ulatniać się z muru odgradzającego ulicę od szyn metra.

W tym roku jedną alejkę platanowców bezbożnie wycięto zastępując ją szeregiem modnych obecnie drzew wiśniowych. Drzew, które kwitną przez krótką chwilę, a potem stają się tak samo bezpłciowymi drzewami jak miłorzęby. Cóż za trafna alegoria współczesnych czasów. Pogoń za rzeczami pięknymi, ale kruchymi; za otoczką zamiast kwintesencji; za szybko przemijającą, marną wartością. Hedonizm chwili bez głębszego zastanowienia nad kwestiami zasadniczymi.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...