Krach samolotu



Moją mocną stroną, czasem ku własnej szkodzie psychicznej, jest szeroko zakrojona empatia. Wydaje mi się, że potrafię czuć uczuciami innych osób. Często, tak jak teraz, jest to bardzo męczące. 

O katastrofie dowiedziałam się w smsem przesłanym przez brytyjską koleżankę. Byłam wtedy w szatni, po basenie. Moja pierwsza reakcja to niedowierzanie i zmartwienie. Postanawiam sprawę sprawdzić w domu. Po powrocie czytam relacje i mniej więcej wszystko jest już jasne. Jak wszyscy chyba jestem oszołomiona informacją o śmierci tak wielu polskich dygnitarzy, PWY również. Nie mogę uwierzyć w skalę tej tragedii. Po jakimś czasie jednak zamykam komputer. Nic nie można już się przecież więcej dowiedzieć. Fakt jest faktem. Stało się. Życie toczy się nieprzerwanie własnym rytmem, którego żadna śmierć nie jest w stanie zakłócić. Pewnie będą nowe wybory; ci, którzy odeszli zostaną zastąpieni innymi – zawsze jest ktoś w kolejce. Za jakiś czas sprawa przycichnie. Pierwsze strony gazet zastąpi inna, równie bulwersująca informacja, tym razem dla czytelników z innego regionu świata. Trochę smutniejsza, niż zwykle, idę zrobić spaghetti.

Tymczasem, ku swojemu zdumieniu, nie mogę spać od niedzieli. Śni mi się katastrofa. W szczegółach, o jakich tutaj wspominać nie będę. Śnią mi się zabici ludzie, ich ciała, ich rodziny pogrążone w bólu, budzę się nieswoim płaczem. Dzień w dzień próbuję wyswobodzić się z wiadomości, zdjęć, całego tego dramatyzmu wylewającego się krwawą rzeką z ekranu komputera, telewizji, telefonów. Koreańczycy współczują mi, pytają dlaczego nie mam zawieszonej polskiej flagi na biurku. Dostaję emaile z prośbą o przyłączenie się do wianuszków żałoby, zapalenie cyfrowego znicza. Mam już naprawdę dość. Bo czy ktokolwiek z tych ludzi był mi bliski? Czy ja kogokolwiek z nich osobiście znałam? Czy naprawdę mam prawo do żałoby, tej na poziomie osobistym?

Jesteśmy godni dramatów Szekspira. Przechodzimy siebie samych w umiejętności jednoczenia się w cierpieniu, w narodowej martyrologii. Tylko ono stawia nas ponad podziałami. Rozdzieramy szaty, rwiemy włosy z głów. Kąpiemy sie sadomasochistycznie w rozpaczy, do której nie jesteśmy uprawnieni. Zbiorowa histeria, bicie się w pierś, krokodyle łzy. Katharsis na poziomie narodowym. Teatralizacja, wielki entertainment, na którym dokonuje się ukryta kapitalizacja wpływów kosztem bez pomyślunku rozpaczającej masy. Wawel???

Zginął nasz Prezydent. Zginęła Pierwsza Dama. Zginęło wielu przedstawicieli naszego kraju. Należy im się hołd i szacunek, bo byli politycznymi i gospodarczymi reprezentantami Polski. Oddajmy jednak prawo do żałoby rodzinie, bliskim, ludziom, którzy ich znali. I po prostu ściągnijmy czapki z głów. Tylko tyle.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...