Śmierć Kima



Medialnie burzliwych tematów na temat Korei Południowej staram się raczej nie poruszać. Jako absolwentka stosunków międzynarodowych z jakimś tam doświadczeniem w MSZ oraz z całkiem dobrą wprawą we współpracy z rządami kilku krajów, mam mniej więcej wyobrażenie o tym, czym jest polityka i jak subtelnym instrumentem są dla niej media.


Śmierć Kim Jong Il’a ponownie wywołała na Zachodzie pożądaną zawieruchę. Jak króliki mnożyły się pogadanki, analizy, opinie, scenariusze przyszłych wydarzeń. Media zaliczyły szczyty słupków oglądalności/czytalności, eksperci z czułością poprzeliczali honoraria na swych kontach... a następca dyktatora Kim Jong Eun zyskał na wiarygodności w oczach swojego narodu jako przywódca, który sieje strach na całym globie.


A co się dzieje w Korei? Wielkie NIC. Ludzie nie przemykają ukradkiem ulicami, nie ukrywają pod hełmami rozlatanych ze strachu oczu, nie wandalizują sklepów w poszukiwaniu pożywienia, nie chowają się w schronach. Owszem przeglądają gazety, oglądają telewizję, czasem wydarzenie to skomentują – najczęściej chodzi o to, ile stracą na swoich inwestycjach lub czy oficjalne kondolencje się należą, czy nie – ale całą medialną sieczkę wywołującą sztuczny strach, potężne narzędzie manipulacji, pozostawiają odbiorcy za granicą.

Z rezerwą pisałam o incydencie na wyspie Yeonpyeong i innych tego rodzaju potyczkach na Półwyspie. Tak samo skomentuję śmierć Kim’a tutaj – tym razem słowami mojego dobrego kolegi z Gwangju, Leszka Moniuszko (YellowInside), tymczasowego korespondenta dla TVP INFO:







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...