Matnia



Najbardziej podziwiam ludzi bezpretensjonalnych. Takich, którzy ofiarowują z myślą o dobrobycie drugiej osoby i nie kalkulują przewidywanego zwrotu inwestycji w wyświadczaną przysługę lub znajomość. Ludzie ci przyczyniają się do osiągania rzeczy ponadprzeciętnych przez tych, którzy w ich prawdopodobieństwo realizacji powątpiewają. Nie muszą oni pamiętać o źródle swojego postępowania. Ich radość jest czysta, nie zawiera nuty fałszywej skromności, ani wewnętrznego zgrzytu niechcianego zakłamania. Są to ludzie ogólnie lubiani, ale trzymający się na uboczu, działający w pojedynkę i najczęściej słowem. Zazwyczaj ofiarowywany przez nich dar niewymuszenie wraca siłą rażącej miłości niczym australijski boomerang z „Bagdad Cafe”. 

Takich ludzi jest coraz mniej. Wraz z rozwojem cywilizacji skażeni zostaliśmy coraz to intensywniejszą w swej bezwględności konkurencją, bezcelowym pędem, który nakazuje nam umniejszać innym na każdym kroku. Po to tylko, żeby za wszelką cenę wygrać w wyścigu donikąd. Pomniejszamy w swoich oczach tych, którzy w jakiś wyimaginowany sposób nam zagrażają; nie mamy litości dla tych, którzy nie spełniają standardów obecnych czasów. Jesteśmy w tym okrutnie i beznadziejnie naturalni, automatyczni, stereotypowi. Każdy stał się potencjalnym wrogiem. Każdy jest albo lepszy, albo gorszy. W pierwszym odruchu zamiast dostrzegać piękno, widzimy brzydotę, zamiast miłości, wybieramy nieufność i pogardę. Staliśmy się w tej matni bardzo nieszczęśliwie skomplikowani. I bardzo, bardzo przerażeni.

A wszystko przecież jest takie proste. Wystarczy głęboko odetchnąć, uśmiechnąć się z głębi trzewi, przymrużyć oczy w dziękczynieniu i po prostu kochać.

Polecam dla lepszego zrozumienia:



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...