Powitanie



Zazwyczaj koreańskie dzieci reagują na mój widok wrzaskliwą i dosyć napastliwą angielszczyzną okraszoną chichotami, wzajemnym przepychaniem się i w końcu piskliwą ucieczką w ogólnej wesołości. Malutkie dzieci potrafią jedynie szeroko otwierać oczy zapominając na chwilę o konieczności przemiennego ruchu nóżkami, przez co często słodko potykają się ciągnięte do domu przez zmęczone mamy. Nie mogę powiedzieć, żeby mi to za bardzo przeszkadzało.

Wczoraj kilkuletni chłopiec z wielkim tornistrem na plecach przelotnie na mnie spojrzał, powiedział „안녕하세요” („Dzień dobry”), po czym najzwyczajniej w świecie wszedł do budynku, w którym oboje mieszkamy. Moją pierwszą reakcją była oczywiście odruchowo przyjazna odpowiedź na powitanie. Czując jednak jakieś wewnętrzne poruszenie odtworzyłam klatkę po klatce i dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie całego zajścia. Zamurowało mnie. Chyba po raz pierwszy zostałam potraktowana jako „tutejsza”. Nagle okazało się, że stałam się naturalnym elementem krajobrazu koreańskiego podwórka. Choć dla jednej osoby nie byłam już kimś obcym... Ciekawostką, na widok której milknie się, przygląda i snuje domysły, którą automatycznie wyklucza się z kręgu tego, co swojskie.

Zdziwiłam się, że sytuacja, która w każdych innych warunkach byłaby jak najbardziej normalna, potrafiła wywołać u mnie aż takie zaskoczenie.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...