W Korei rzadko spotyka się pary żyjące ze sobą „na kocią
łapę”. Ja mieszkałam z PWY kilka miesięcy bez ślubu i ani on, ani ja nie
mieliśmy spokoju. Na niego patrzyli krzywym okiem podejrzewając, że za
niesformalizowanym trybem życia skrywa niecne pobudki, a co za tym idzie ma zdegenerowany
charakter. Ja musiałam stawiać czoła rzeczowym poradom, że muszę się przecież
zabezpieczyć na przyszłość, bo w przeciwnym razie zostanę – ja biedna – wykorzystana
i pozostawiona sobie samej. Ogólnie było z nami coś nie tak i tyle w temacie. W
końcu zdecydowaliśmy się na tradycyjny
koreański obrządek i jak ręką odjął – wszyscy wokół nas odetchnęli z ulgą,
mimo że w świetle prawa małżeństwem ciągle przecież nie byliśmy. Do tej pory nie nosimy obrączek (ja nie noszę nawet pierścionka zaręczynowego) i to również wydaje się nie mieć znaczenia - tego rodzaju ozdoby to w Korei względnie nowy zwyczaj i nie wszyscy się do niego stosują (a jeżeli już to obrączkę zakłada się na palec serdeczny lewej ręki tak jak w Stanach Zjednoczonych).
![]() |
| PWY i ja razem z naszymi bratankami Sue i Geon. |
