Rodzić albo nie rodzić? Oto jest pytanie.



Najświeższe badania pokazują, że jeden z najniższych na świecie wskaźników przyrostu naturalnego wynika w Korei między innymi ze zniechęcenia młodych ludzi wysokim kosztem utrzymania dzieci (szczególnie chodzi tutaj o edukację) oraz totalnie zachwianą równowagą pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. O koreańskim amoku edukacyjnym pisałam już kilka razy – dodam tylko, że moi współpracownicy, będąc jedynymi żywicielami rodziny, na dwójkę dzieci przeznaczają ok. 5 tysiąca złotych miesięcznie, po to tylko żeby zapewnić im miejsce w hakwonie (학원), czyli prywatnej szkółce. W takiej sytuacji, mimo nie najgorszych zarobków, na osobiste przyjemnostki pieniądze wydaje się raczej drżącą ręką.


Życia prywatnego wielu Koreańczyków właściwie też nie posiada, w czym utwierdziło mnie moje ostatnie spotkanie z koleżanką, z którą lata temu pracowałam w Samsungu. Obecnie jej firma znajduje się w odległości pięciu spacerowych minut od mojej, a spotkałyśmy się dopiero po trzech latach od jej zmiany miejsca pracy, bo przez cały ten czas pracowała od rana do... rana, śpiąc po 2-3 godziny dziennie. Kilka dni temu spotkanie w końcu doszło do skutku, ponieważ dziewczyna po 10 latach pracy non-stop, również w weekendy, została odwiedziona kilka razy do szpitala, a ostatnim razem okazało się w końcu, że musi przejść poważną operację, po której potrzebuje przynajmniej czteromiesięcznej rekonwalescencji (jej firma oceniła fachowym okiem, że jednak miesiąc odpoczynku powinien jej w zupełności wystarczyć...). Właśnie odpoczywa.

Na pewno wszystko zależy od firmy oraz ludzi, z którymi się współpracuje. W moim przypadku, a pracuję przecież dla koreańskiego jaebola (재벌), nie jest najgorzej. Zaczynam o 8.00, z pracy wychodzę o 18.00, czasem nawet o 17.00, bo jest taka opcja, zawalone weekendy trafiają się bardzo rzadko. To chyba aż tak bardzo nie odbiega od standardu europejskiego. Oczywiście, według wielu moich przełożonych i kolegów, rodzina jest raczej na drugim miejscu, ale do tej pory mogłam to ignorować, bo takie podejście nie wpływało na mnie i PWY bezpośrednio. Inaczej będzie to już na pewno wyglądało, kiedy sama urodzę dziecko, bo wtedy serca przecież już dwa, do tego jedno mało co rozumiejące. To zresztą zauważam we frustracji moich koleżanek (bo z naturalnych tutaj względów świat większości moich koreańskich kolegów aż tak bardzo po narodzeniu dziecka się nie zmienia). Na co narzekają młode matki w mojej firmie to brak elastycznego i wiarygodnego systemu, umożliwiającego płynne połączenie roli rodzica z karierą zawodową. Prawo prawem, a długość urlopu macierzyńskiego i potem wychowawczego zależy od widzimisię przełożonego (coś jak długość rekonwalescencji mojej koleżanki). Ja postawiłam na swoim i nie będzie mnie w pracy co najmniej 9 miesięcy (z maksymalnych 15), ale już koleżance z grupy obok udało się wynegocjować jedynie 4 miesiące. Przed powrotem do pracy trzeba też jakoś zorganizować opiekę nad młodocianym. Odwożenie dziecka do żłobka, czy przedszkola oraz odbieranie go stamtąd każdego dnia to dla pracującego rodzica w tak zakorkowanym mieście jak Seul istna logistyczna katorga. Do pracy oczywiście nie można się spóźnić nawet o minutę, wcześniejsze wyjście również nie wchodzi w rachubę, a nie daj Boże dziecko jest chorowite to w ogóle nie wiadomo, co robić, bo przecież w Korei chorobowe praktycznie nie występuje (no chyba, że kilka razy odwiozą kogoś do szpitala tak, jak moją koleżankę). Po dotarciu do domu też nie ma już praktycznie na nic czasu, dziecko trzeba oporządzić i położyć spać. A gdzie jeszcze zajęcie się domem, załatwienie codziennych spraw, odpoczynek? Co ważniejsze oddawanie dziecka „na przechowanie” to też katorga emocjonalna – co rusz media huczą od kolejnego przypadku znęcania się psychopatycznych opiekunek nad małymi dzieciakami, a są to obrazy czasami mocno szokujące. Rozłąka rozkłąką, przez to można i trzeba właściwie przebrnąć, ale już zamartwianie się o fizyczny i psychiczny dobrobyt dzieka to przecież zupełnie inna sprawa. Przestarzała struktura wychowania małych ludzi w tonacji bezwzględnego posłuszeństwa również budzi spory niedosyt i nie mówię tego jedynie z punktu widzenia cudzoziemki.

Koreanki w takiej sytuacji wybierają więc najczęściej albo mieszkanie ze swoimi rodzicami / teściami, albo zostawianie dzieciaka u dziadków na pięć dni roboczych i odbieranie go jedynie na weekend, albo po prostu rezygnują z pracy, żeby samodzielnie się swoimi potomkami zająć. Żadne z tych rozwiązań nie wydaje się satysfakcjonujące i bardziej niż o egoistyczne pobudki, chodzi tutaj o zwykłą dojrzałość. Wydaje mi się, że Koreańczycy chcą mieć dzieci, ale po prostu coraz bardziej przywiązują wagę do godnego życia, po części swojego, owszem, ale też i swoich własnych rodziców, a być może przede wszystkim właśnie swoich (pomyślanych więc jedynie) potomków... Coraz więcej osób świadomie wybiera życie w pojedynkę – ewentualnie we dwójkę, jeżeli partner ma podobne na temat zapatrywanie – i wcale łatwa decyzja to nie jest. Koreańska rzeczywistość nie potrafi zaoferować im rozsądnej alternatywy, za którą mogliby oni wziąć pełną odpowiedzialność. Młodzi ludzie nie chcą iść śladami swoich rodziców i dziadków, którzy spłodzili ich bez głębszego pomyślunku, tylko dlatego że tak nakazywała społeczna konwencja.

Sama do końca nie mam pomysłu na to, jak od tej pory będę swoim życiem żonglować. To pewna zagwozdka, a przecież doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem w sytuacji uprzywilejowanej (jak na razie). Oboje z PWY pracujemy w dużych firmach i to na pełnym etacie, co w Korei jest niestety ewenementem. Oboje kończymy pracę o przyzwoitych godzinach i nikt do nas w czasie weekendów nie wydzwania. Dosyć swobodnie korzystamy z urlopu, stać nas też na wynajem przyzwoitej przestrzeni do życia i to nie aż tak daleko od miejsca pracy. Dla naszej dwójki to w zupełności wystarcza, niczego nam nie brakuje, jesteśmy nawet w stanie odkładać na starość. Pojawienie się dziecka do jakiegoś stopnia tę delikatną równowagę jednak zachwieje. W moim przypadku największym zmartwieniem jest to, czy będę miała wystarczająco czasu, możliwości i energii, żeby przy nim w wystarczającym stopniu najzwyczajniej w świecie być. Przez te dziesięć bitych godzin dziennie, a licząc dojazdy to i więcej, na pewno mnie i PWY przecież nie będzie – nawet nasza kotka Nabi jest stęskniona, kiedy w końcu pojawiamy się wieczorem w drzwiach. To po pierwsze. Po drugie, aż trzęsę się na myśl o wysłaniu DD do jakiejkolwiek koreańskiej placówki w obawie przed dyskryminacją (to osobny wielki temat) oraz, no cóż, urabianiem go na jedynie słuszną modłę koreańską. Burzy mi się krew na doniesienia o skomasowanym ataku co poniektórych koreańskich wychowawczyń na „obcy” pierwiastek w dzieciach par międzykulturowych. A zapisanie młodego do przedszkola, czy szkoły międzynarodowej to znowu wydatek dziesiątek tysięcy dolarów, na co nasze zarobki mogą już być niewystarczające...

Patową sytuację, w której zamknięci są obecnie Koreańczycy może zmienić jedynie rząd i faktycznie coś w tym kierunku zaczyna się powoli ruszać. Daleko jeszcze do ideału, niektóre kroki są zbyt krótkozwroczne, niektóre śmiechu pobłażliwego warte, ale przynajmniej problem został rozpoznany i wśród społeczeństwa, i wśród kadry rządzącej, a nawet przez nieliczne korporacyjne rodzynki. Jakie rozwiązania oferuje się więc na tę chwilę potencjalnym rodzicom w Korei? Oto te ważniejsze:



1. Wsparcie na szczeblu państwowym:
  • Karta debetowa „Goun Mom” (고운 맘):
    • 500,000 KRW (ok. 1640zł) na wydatki związane z ciążą: wizyty u lekarza, leki itp.
  • Urlop macierzyński: 90 dni
    • 60 dni: 100% płatne przez firmę
    • 30 dni: 100% płatne przez państwo (w praktyce często firma wypłaca wynagrodzenie, a następnie otrzymuje jego zwrot)
    • Maksimum 45 dni może być wykorzystanych przed porodem
  • Urlop tacierzyński: 
    • 3 dni pełnopłatnego urlopu do wykorzystania w ciągu 30 dni od narodzin dziecka
    • 2 dni urlopu bezpłatnego do wykorzystania w ciągu 30 dni od narodzin dziecka
  • Urlop wychowawczy: 12 miesięcy
    • 12 miesięcy zasiłku, którego wysokość uzależniona jest od zarobków, ale nie może przekraczać 1,350,000 KRW (ok. 4430zł)
    • Część zasiłku wypłacana jest po powrocie kobiety do pracy
    • Urlop wychowawczy można wykorzystać w dowolnym momencie do czasu, gdy dziecko skończy 6 lat
    • Urlop wychowawczy można zamienić na krótszy okres godzin pracy (zupełna teoria)
    • W praktyce długość urlopu wychowawczego jest wynikiem negocjacji między pracownikiem i pracodawcą
  • Żłobki / przedszkola:
    • Dofinansowanie do 5 roku życia (zazwyczaj wystarcza, żeby pokryć opiekę nad dzieckiem w 100%)
    • Pary międzykulturowe otrzymują dodatkowe punkty, jeżeli ich dziecko znajduje się na liście oczekujących
  • Ulgi podatkowe (znikome)


2. Wsparcie na szczeblu samorządowym / dzielnicowym (tutaj zakres zależy od danego urzędu):

  • „Becikowe”: 100,000-250,000 KRW (ok. 330-820zł)
  • Zasiłek miesięczny (długość okresu wypłat różni się między dzielnicami): 100,000-200,000 KRW (330-660zł)
  • Darmowe badania ginekologiczne oraz USG
  • Darmowe suplementy np. kwas foliowy, żelazo, multiwitaminy
  • Darmowe szczepionki
  • Opiekunka lub pomoc przy dzieciach (zazwyczaj starsze emerytowane panie): koszt zależy od dochodów rodziny i wynosi od 5,000 do 15,000 KRW za godzinę (16-50zł)
  • Darmowa wypożyczalnia zabawek i książek 
  • Dochodząca, darmowa nauczycielka języka koreańskiego dla cudzoziemek


3. Wsparcie na szczeblu korporacyjnym (na przykładzie mojej firmy):

  • Skrócony czas pracy do 12 tygodnia ciąży (opcjonalnie, proporcjonalnie niższa płaca)
  • Skrócony czas pracy po 36 tygodniu ciąży (opcjonalnie, proporcjonalnie niższa płaca)
  • Częstszy dostęp do „Women’s Lounge” oraz specjalny pokój dla kobiet ciężarnych i karmiących 
  • Darmowy parking w sytuacjach wyjątkowych (np. MERS)
  • Fartuchy lub koce chroniące przed promieniowaniem komputerowym
  • Wsparcie finansowe w przypadku cięcia cesarskiego (znikome)
  • Dodatki na edukację dzieci (coraz bardziej ograniczane)
  • Na palcach ręki można policzyć firmy, które prowadzą własne „daycare centers” w budynku firmy lub w jego pobliżu oraz pozwalają na elastyczny czas pracy (moja firma niestety do takich nie należy)

To rodzić, czy nie rodzić?




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...