Buraczki



Czasem bardzo nie lubię Koreańczyków. Na przykład wtedy, kiedy z obrzydzeniem wypluwają buraczki z ćwikłą w polskiej restauracji w Montrealu, wyłuszczając przy tym swoje światłe opinie o rzeczach, o których nie mają zielonego pojęcia. Podbudowując swoje ego kolejną okazją do bezspornego besztania (moje usta są zamknięte bo jem, jem, jem…).

W takich momentach nie potrafię pojąć ich braku zrozumienia, że przynajmniej raz w roku chcę się do cholery tymi buraczkami w spokoju nacieszyć. Nie mieści mi się w głowie, że ludzie, którzy bez kimchi nie są w stanie wytrzymać trzech dni, potrafią być aż takimi ignorantami jeżeli chodzi o osoby trzecie. 

Wieczorem w koreańskiej restauracji nie tknęłam ani listka kimchi, nie zmoczyłam nawet ust w szklance soju. Nie mogłam się zmusić. Był tylko kufel Rickard’s Amber i les haricots verts…


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...