Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura osobista Koreańczyków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura osobista Koreańczyków. Pokaż wszystkie posty

Small Talk po koreańsku



W przerwie rozmów z partnerami biznesowymi zwraca się do mnie bardzo wysokiej rangi mężczyzna (wszyscy Koreańczycy na jego każde słowo truchleją):

- Gdzie pracuje twój mąż?
- Tutaj i tutaj.
- Masz dzieci?
- Nie.
- Nie masz? A co, masz jakiś problem? (bałwochwalczy chichot ogółu)
- Nie, nie mam problemu. Mam za to kota – to mi na razie wystarcza. Poza tym jestem zajęta. (próbuję zamienić żałosny dialog w żart)
- Zajęta? Zbyt zajęta żeby spędzić trochę czasu z mężem w łóżku?
- ... (scenkę zamyka nerwowy śmiech zgromadzonych mężczyzn)


Postęp



Czasem ogarnia mnie bezbrzeżne zwątpienie. Nie wiem, czy postęp społeczny w Korei kiedykolwiek zrówna się z postępem gospodarczym, który dokonał się tutaj w zbyt krótkim czasie.


Za mną na krześle chrapie współpracownik. Kompletnie pijany po poprzedniej nocy, z rozbełtaną koszulą poplamioną kimchijigae. Głowa bezładnie zwisa z poręczy, od  czasu do czasu jakiś bełkot dobiega z jego otwartego na oścież gardła. Ręce majtają się w podrygach snu, rozwalone nogi eksponują poplamione czymś krocze. Nikt z Koreańczyków nie reaguje, nikt nie komentuje. Dzień jak co dzień w jednej z największych koreańskich korporacji...

Pisałam kiedyś o fascynującym życiu koreańskiego metra i w nim agresji. Najbardziej przerażającym jego elementem są dla mnie koreańskie ajumy (starsze, zamężne kobiety). Są to istoty, które bez okruchu żenady torują sobie drogę łokciami, torebkami i parasolkami. A robią to z widoczną satysfakcją i nadmiernym rozmachem. Naprawdę trzeba uważać, żeby nie nabawić się jakiejś kontuzji. Już po „zaklepaniu” miejsca dla całej swojej drużyny koleżanki drą się wniebogłosy (czyt. rozmawiają) swoimi krwisto wymalowanymi ustami zupełnie nie zwracając uwagi na współpasażerów. Bardzo denerwująca sprawa szczególnie po kilkunastogodzinnym dniu pracy. Dzisiaj kolejny odcinek w temacie tym razem w wersji wizualnej:


Goleń mojego VP



Na Zachodzie, gdy robi się gorąco, normalnym jest ściągnięcie marynarki, ewentualnie podciągnięcie rękawów, przy prawdziwym upale (bądź wyczerpujących dyskusjach) otarcie twarzy chustką lub nawet skropienie twarzy zimną wodą.

W Korei mężczyźni podciągają nogawki. Ponad kolano. Po czym prezentują swoją okazałą goliznę szarmancko, ale koniecznie od niechcenia, opierając stopę o kolano drugiej nogi. Prawdopodobnie chodzi również o przewiew innych części ciała, których już ot tak sobie wywalić  na wierzch bezkarnie się nie da.

Dlatego właśnie podczas ważnych rozmów mój wzrok błądzić musi po nierówno owłosionej goleni naszego VP, jego niedopasowanych skarpetach mocno naciągniętych po połowę łydki i tandetnie wyglądających (ale kosztujących pewnie z 400USD) butów z metalowymi sprzączkami. 

Sam miód.


Pan Chark



To nie jest takie proste splunięcie i już. Zwykłe odessanie śliny i jej ukradkowe pozbycie się gdzieś do kanału.

To o wiele bardziej skomplikowany proces, pociągający za sobą konieczność uruchomienia ukrytych siatek mięśni, a nawet zaangażowania niektórych organów wewnętrznych. Ba! Czasem mam wrażenie, że jest to jedna z niewielu rzeczy, w którą Koreańczycy szczerze angażują całą swoją duszę! Wydobyty z podejrzanych komór ciała surowiec również jest bardziej skomplikowanej natury niż jakaś tam byle jaka ślina.

Tak więc najpierw następuje głęboki wdech i wstępne przefiltrowanie gardła. Ledwo uchwytny moment refleksji nad tym, co ma za chwilę nastąpić. Następnie do gry przystępują mięśnie. Klatki piersiowej, ramion a przede wszystkim brzucha. Chwila koncentracji, wsłuchanie się w rytm płuc, głęboki wdech i dramatyczna walka z zalegającą skrzela flegmą. Żeby tylko wydobyć ją w jednym jak najdorodniejszym kawałku. Jak każdemu wysiłkowi towarzyszyć temu musi gwałtowany skok ciśnienia owocujący trwającym ułamek sekundy wytrzeszczem oczu. No i dźwięk, którego z niczym innym pomylić się nie da. Ten niesamowity chark, wydobyty siłą całego swojego jestestwa z najgłębszych pokładów trzewi. Dźwięk, na odgłos którego całe piętro w mojej pracy zamiera. Sroka za oknem również.

I oto jest. Żółta lub zielona, o galaretkowatej konsystencji i zadowalającej gabaryturze. 

Plusk. 

Do kubeczka po kawie. 
Albo do wspólnie używanego kosza na śmieci.

Wspólnie, bo przeze mnie i przez niego...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...