Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańska rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańska rodzina. Pokaż wszystkie posty

Rodzić albo nie rodzić? Oto jest pytanie.



Najświeższe badania pokazują, że jeden z najniższych na świecie wskaźników przyrostu naturalnego wynika w Korei między innymi ze zniechęcenia młodych ludzi wysokim kosztem utrzymania dzieci (szczególnie chodzi tutaj o edukację) oraz totalnie zachwianą równowagą pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. O koreańskim amoku edukacyjnym pisałam już kilka razy – dodam tylko, że moi współpracownicy, będąc jedynymi żywicielami rodziny, na dwójkę dzieci przeznaczają ok. 5 tysiąca złotych miesięcznie, po to tylko żeby zapewnić im miejsce w hakwonie (학원), czyli prywatnej szkółce. W takiej sytuacji, mimo nie najgorszych zarobków, na osobiste przyjemnostki pieniądze wydaje się raczej drżącą ręką.


Życia prywatnego wielu Koreańczyków właściwie też nie posiada, w czym utwierdziło mnie moje ostatnie spotkanie z koleżanką, z którą lata temu pracowałam w Samsungu. Obecnie jej firma znajduje się w odległości pięciu spacerowych minut od mojej, a spotkałyśmy się dopiero po trzech latach od jej zmiany miejsca pracy, bo przez cały ten czas pracowała od rana do... rana, śpiąc po 2-3 godziny dziennie. Kilka dni temu spotkanie w końcu doszło do skutku, ponieważ dziewczyna po 10 latach pracy non-stop, również w weekendy, została odwiedziona kilka razy do szpitala, a ostatnim razem okazało się w końcu, że musi przejść poważną operację, po której potrzebuje przynajmniej czteromiesięcznej rekonwalescencji (jej firma oceniła fachowym okiem, że jednak miesiąc odpoczynku powinien jej w zupełności wystarczyć...). Właśnie odpoczywa.

Na pewno wszystko zależy od firmy oraz ludzi, z którymi się współpracuje. W moim przypadku, a pracuję przecież dla koreańskiego jaebola (재벌), nie jest najgorzej. Zaczynam o 8.00, z pracy wychodzę o 18.00, czasem nawet o 17.00, bo jest taka opcja, zawalone weekendy trafiają się bardzo rzadko. To chyba aż tak bardzo nie odbiega od standardu europejskiego. Oczywiście, według wielu moich przełożonych i kolegów, rodzina jest raczej na drugim miejscu, ale do tej pory mogłam to ignorować, bo takie podejście nie wpływało na mnie i PWY bezpośrednio. Inaczej będzie to już na pewno wyglądało, kiedy sama urodzę dziecko, bo wtedy serca przecież już dwa, do tego jedno mało co rozumiejące. To zresztą zauważam we frustracji moich koleżanek (bo z naturalnych tutaj względów świat większości moich koreańskich kolegów aż tak bardzo po narodzeniu dziecka się nie zmienia). Na co narzekają młode matki w mojej firmie to brak elastycznego i wiarygodnego systemu, umożliwiającego płynne połączenie roli rodzica z karierą zawodową. Prawo prawem, a długość urlopu macierzyńskiego i potem wychowawczego zależy od widzimisię przełożonego (coś jak długość rekonwalescencji mojej koleżanki). Ja postawiłam na swoim i nie będzie mnie w pracy co najmniej 9 miesięcy (z maksymalnych 15), ale już koleżance z grupy obok udało się wynegocjować jedynie 4 miesiące. Przed powrotem do pracy trzeba też jakoś zorganizować opiekę nad młodocianym. Odwożenie dziecka do żłobka, czy przedszkola oraz odbieranie go stamtąd każdego dnia to dla pracującego rodzica w tak zakorkowanym mieście jak Seul istna logistyczna katorga. Do pracy oczywiście nie można się spóźnić nawet o minutę, wcześniejsze wyjście również nie wchodzi w rachubę, a nie daj Boże dziecko jest chorowite to w ogóle nie wiadomo, co robić, bo przecież w Korei chorobowe praktycznie nie występuje (no chyba, że kilka razy odwiozą kogoś do szpitala tak, jak moją koleżankę). Po dotarciu do domu też nie ma już praktycznie na nic czasu, dziecko trzeba oporządzić i położyć spać. A gdzie jeszcze zajęcie się domem, załatwienie codziennych spraw, odpoczynek? Co ważniejsze oddawanie dziecka „na przechowanie” to też katorga emocjonalna – co rusz media huczą od kolejnego przypadku znęcania się psychopatycznych opiekunek nad małymi dzieciakami, a są to obrazy czasami mocno szokujące. Rozłąka rozkłąką, przez to można i trzeba właściwie przebrnąć, ale już zamartwianie się o fizyczny i psychiczny dobrobyt dzieka to przecież zupełnie inna sprawa. Przestarzała struktura wychowania małych ludzi w tonacji bezwzględnego posłuszeństwa również budzi spory niedosyt i nie mówię tego jedynie z punktu widzenia cudzoziemki.

Koreanki w takiej sytuacji wybierają więc najczęściej albo mieszkanie ze swoimi rodzicami / teściami, albo zostawianie dzieciaka u dziadków na pięć dni roboczych i odbieranie go jedynie na weekend, albo po prostu rezygnują z pracy, żeby samodzielnie się swoimi potomkami zająć. Żadne z tych rozwiązań nie wydaje się satysfakcjonujące i bardziej niż o egoistyczne pobudki, chodzi tutaj o zwykłą dojrzałość. Wydaje mi się, że Koreańczycy chcą mieć dzieci, ale po prostu coraz bardziej przywiązują wagę do godnego życia, po części swojego, owszem, ale też i swoich własnych rodziców, a być może przede wszystkim właśnie swoich (pomyślanych więc jedynie) potomków... Coraz więcej osób świadomie wybiera życie w pojedynkę – ewentualnie we dwójkę, jeżeli partner ma podobne na temat zapatrywanie – i wcale łatwa decyzja to nie jest. Koreańska rzeczywistość nie potrafi zaoferować im rozsądnej alternatywy, za którą mogliby oni wziąć pełną odpowiedzialność. Młodzi ludzie nie chcą iść śladami swoich rodziców i dziadków, którzy spłodzili ich bez głębszego pomyślunku, tylko dlatego że tak nakazywała społeczna konwencja.

Sama do końca nie mam pomysłu na to, jak od tej pory będę swoim życiem żonglować. To pewna zagwozdka, a przecież doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem w sytuacji uprzywilejowanej (jak na razie). Oboje z PWY pracujemy w dużych firmach i to na pełnym etacie, co w Korei jest niestety ewenementem. Oboje kończymy pracę o przyzwoitych godzinach i nikt do nas w czasie weekendów nie wydzwania. Dosyć swobodnie korzystamy z urlopu, stać nas też na wynajem przyzwoitej przestrzeni do życia i to nie aż tak daleko od miejsca pracy. Dla naszej dwójki to w zupełności wystarcza, niczego nam nie brakuje, jesteśmy nawet w stanie odkładać na starość. Pojawienie się dziecka do jakiegoś stopnia tę delikatną równowagę jednak zachwieje. W moim przypadku największym zmartwieniem jest to, czy będę miała wystarczająco czasu, możliwości i energii, żeby przy nim w wystarczającym stopniu najzwyczajniej w świecie być. Przez te dziesięć bitych godzin dziennie, a licząc dojazdy to i więcej, na pewno mnie i PWY przecież nie będzie – nawet nasza kotka Nabi jest stęskniona, kiedy w końcu pojawiamy się wieczorem w drzwiach. To po pierwsze. Po drugie, aż trzęsę się na myśl o wysłaniu DD do jakiejkolwiek koreańskiej placówki w obawie przed dyskryminacją (to osobny wielki temat) oraz, no cóż, urabianiem go na jedynie słuszną modłę koreańską. Burzy mi się krew na doniesienia o skomasowanym ataku co poniektórych koreańskich wychowawczyń na „obcy” pierwiastek w dzieciach par międzykulturowych. A zapisanie młodego do przedszkola, czy szkoły międzynarodowej to znowu wydatek dziesiątek tysięcy dolarów, na co nasze zarobki mogą już być niewystarczające...

Patową sytuację, w której zamknięci są obecnie Koreańczycy może zmienić jedynie rząd i faktycznie coś w tym kierunku zaczyna się powoli ruszać. Daleko jeszcze do ideału, niektóre kroki są zbyt krótkozwroczne, niektóre śmiechu pobłażliwego warte, ale przynajmniej problem został rozpoznany i wśród społeczeństwa, i wśród kadry rządzącej, a nawet przez nieliczne korporacyjne rodzynki. Jakie rozwiązania oferuje się więc na tę chwilę potencjalnym rodzicom w Korei? Oto te ważniejsze:



1. Wsparcie na szczeblu państwowym:
  • Karta debetowa „Goun Mom” (고운 맘):
    • 500,000 KRW (ok. 1640zł) na wydatki związane z ciążą: wizyty u lekarza, leki itp.
  • Urlop macierzyński: 90 dni
    • 60 dni: 100% płatne przez firmę
    • 30 dni: 100% płatne przez państwo (w praktyce często firma wypłaca wynagrodzenie, a następnie otrzymuje jego zwrot)
    • Maksimum 45 dni może być wykorzystanych przed porodem
  • Urlop tacierzyński: 
    • 3 dni pełnopłatnego urlopu do wykorzystania w ciągu 30 dni od narodzin dziecka
    • 2 dni urlopu bezpłatnego do wykorzystania w ciągu 30 dni od narodzin dziecka
  • Urlop wychowawczy: 12 miesięcy
    • 12 miesięcy zasiłku, którego wysokość uzależniona jest od zarobków, ale nie może przekraczać 1,350,000 KRW (ok. 4430zł)
    • Część zasiłku wypłacana jest po powrocie kobiety do pracy
    • Urlop wychowawczy można wykorzystać w dowolnym momencie do czasu, gdy dziecko skończy 6 lat
    • Urlop wychowawczy można zamienić na krótszy okres godzin pracy (zupełna teoria)
    • W praktyce długość urlopu wychowawczego jest wynikiem negocjacji między pracownikiem i pracodawcą
  • Żłobki / przedszkola:
    • Dofinansowanie do 5 roku życia (zazwyczaj wystarcza, żeby pokryć opiekę nad dzieckiem w 100%)
    • Pary międzykulturowe otrzymują dodatkowe punkty, jeżeli ich dziecko znajduje się na liście oczekujących
  • Ulgi podatkowe (znikome)


2. Wsparcie na szczeblu samorządowym / dzielnicowym (tutaj zakres zależy od danego urzędu):

  • „Becikowe”: 100,000-250,000 KRW (ok. 330-820zł)
  • Zasiłek miesięczny (długość okresu wypłat różni się między dzielnicami): 100,000-200,000 KRW (330-660zł)
  • Darmowe badania ginekologiczne oraz USG
  • Darmowe suplementy np. kwas foliowy, żelazo, multiwitaminy
  • Darmowe szczepionki
  • Opiekunka lub pomoc przy dzieciach (zazwyczaj starsze emerytowane panie): koszt zależy od dochodów rodziny i wynosi od 5,000 do 15,000 KRW za godzinę (16-50zł)
  • Darmowa wypożyczalnia zabawek i książek 
  • Dochodząca, darmowa nauczycielka języka koreańskiego dla cudzoziemek


3. Wsparcie na szczeblu korporacyjnym (na przykładzie mojej firmy):

  • Skrócony czas pracy do 12 tygodnia ciąży (opcjonalnie, proporcjonalnie niższa płaca)
  • Skrócony czas pracy po 36 tygodniu ciąży (opcjonalnie, proporcjonalnie niższa płaca)
  • Częstszy dostęp do „Women’s Lounge” oraz specjalny pokój dla kobiet ciężarnych i karmiących 
  • Darmowy parking w sytuacjach wyjątkowych (np. MERS)
  • Fartuchy lub koce chroniące przed promieniowaniem komputerowym
  • Wsparcie finansowe w przypadku cięcia cesarskiego (znikome)
  • Dodatki na edukację dzieci (coraz bardziej ograniczane)
  • Na palcach ręki można policzyć firmy, które prowadzą własne „daycare centers” w budynku firmy lub w jego pobliżu oraz pozwalają na elastyczny czas pracy (moja firma niestety do takich nie należy)

To rodzić, czy nie rodzić?




Ciąża i poród - zwyczaje



Na samym początku oboje z PWY mieliśmy wrażenie, że będzie chłopak. Żartowałam nawet, że wyskoczy ze mnie taka miniaturka Woo Younga, tyle że z gęstym włosem na głowie. Już to widziałam - ja i ciupeńka wersja PWY na spacerze. Potem Woo Young tajemniczo stwierdził, że dzidek skontaktował się z nim za pomocą smartfonu (nie chciał tego szczegółowiej wyjaśnić), żeby sprostować to nasze wierzenie. Bo jest przecież dziewczynką. Do tego doszły te wszystkie sny, kwestionariusze określające prawodpodobną płeć dziecka... i chyba oboje nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo podświadomie byliśmy przekonani, że za naszą sprawą na świecie pojawi się jeszcze jedna dziewczynka. A tu bach, na 70-80% jednak chłopak. Cały dzień nie mogliśmy dojść do siebie, zupełnie jak w dniu, kiedy na teście pojawiły się w końcu dwie kreski. Zaniemówiliśmy na jakiś czas, próbując na nowo ogarnąć świat.


A przecież śniły mi się węże. Teściowej też. Pełzały za mną w „bukietach” – wiele chwiejnych ciał w pionie, ze wspólną podstawą niczym głowa mitologicznej Meduzy. Mamie PWY ukazała się ogromna sztuka o mieniących się barwach, których nigdy w życiu nie widziała. Była pod ogromnym wrażeniem. Potem w jej śnie pojawił się wodospad z olbrzymim kamieniem osadzonym na jego szczycie. Według koreańskich przesądów miała być więc dziewczynka (jak się później dowiedziałam zdania są tutaj podzielone, ponieważ niektórzy sen o wężu interpretują jednoznacznie jako nadejście chłopca), choć mnie dodatkowo śniły się też dinozaury, niedźwiedzie i wielbłądy, na co koreańskie wierzenia nie mają już chyba wyjaśnienia – te Koreańczyk określiłby je jako „psie sny” (개꿈), czyli takie, które są bez znaczenia. W Korei tego rodzaju interpretacje nocnych wizji, zwane taemong (태몽), są dosyć powszechne i przez jednych traktowane z przymrużeniem oka, a przez innych ze śmiertelną powagą. 

Cała koreańska tradycja obejmująca okres ciąży, połogu oraz zachowania po porodzie jest niezwykle ciekawa i stosowana przez wiele osób, nawet jeżeli nie ma ona naukowego uzasadnienia. Poniżej fragment wywiadu z Beatą, jedną z bohaterek mojej ostatniej książki „Za rękę z Koreańczykiem”, która pisze na ten temat rozprawę doktorską:



A.S.: A czy promuje się jakieś szczególne zachowania w czasie ciąży?

Beata: W Korei dużą uwagę poświęca się edukacji prenatalnej. Brzmi górnolotnie, ale generalnie chodzi o to, aby kobieta unikała stresujących, lub negatywnych sytuacji podczas ciąży, bo mogą mieć zły wpływ na dziecko. To przekonanie jest bardzo silne. Słynna książka z początków XIX wieku mówi, że 10 miesięcy w łonie matki ma większe znaczenie dla dziecka niż 10 lat nauki. Dużą uwagę przywiązuje sie również do snów poprzedzających narodziny dziecka. Sen proroczy może mieć nie tylko matka, ale również dziadkowie, krewni, czy przyjaciele. Zapowiadać ma on narodziny, a także płeć potomka oraz przepowiadać jego przyszłość. 



Książka, o której mówi Beata to „Taegyosingi” („태교신기”), a taegyo (태교), czyli zespół praktyk i wierzeń związanych z rozwojem prenatalnym dziecka, jest praktykowany przez ciężarne Koreanki do dzisiaj. Według wskazań taegyo zachowanie kobiety podczas ciąży ma niebagatelny wpływ na psychikę, charakter i możliwości rozwojowe potomka. Kobieta powinna więc zwracać uwagę na to, co robi, co ogląda, co mówi i czego słucha tak, żeby ustrzec się przez wypełnionymi złem lub pesymizmem myślami. W obecności ciężarnych unika się dla przykładu tematów związanych ze śmiercią. W mojej firmie, mimo że często wszyscy pracownicy udają się na pogrzeb członka rodziny bliskiego współpracownika, kobieta w ciąży nigdy w tego rodzaju uroczystościach nie uczestniczy. Przyszłym matkom zaleca się tymczasem rozmowę z płodem, czytanie mu bajek, puszczanie muzyki (dźwięki natury), granie na instrumentach, a także uprawianie jogi. W obecnych czasach koreańscy rodzice cenią sobie Mozarta oraz nagrania w języku angielskim, co by pociecha mogła się w przyszłości poszczycić analitycznym umysłem oraz ponadprzeciętnymi zdolnościami językowymi. 

Oczywiście, mimo że przestrzeganie reguł taegyo to przede wszystkim odpowiedzialność kobiety, dużą rolę do spełnienia ma również ojciec dziecka, ponieważ to on właśnie wywiera największy wpły na stan emocjonalny swojej żony. Mężczyźnie zaleca się więc zarzucenie palenia papierosów, nienadużywanie alkoholu oraz utrzymywanie szczęśliwego i zaangażowanego stanu umysłu. Jeden z moich kolegów był na tyle „zaangażowany”, że jeszcze przed rozwiązaniem cały dom obstawił regałami z książkami tak, żeby jego córka wychowywała się w odpowiedniej aurze. Dodam, że ani on, ani jego żona, molami książkowymi raczej nie są. Inny kolega, za jedyne trzy tysiące złotych (a jako jedyny pracuje na rodzinę i to na „chwiejnym” samozatrudnieniu), zakupił kilkanaście tomów obrazkowej encyklopedii...

Poniekąd naturalnym fundamentem taegyo jest traktowanie płodu jako pełnowartościowego człowieka już od jego poczęcia. Między innymi dlatego właśnie Koreańczycy dodają 10 miesięcy ciąży (a w zaokrąglegniu właściwie 1 rok) do swojego wieku (według kalendarza księżycowego, w którym każdy miesiąc ma po 28 dni, ciąża trwa 10 miesięcy, co odpowiada standardowym 40 tygodniom). Powszechne jest też nadawanie tymczasowego, nierzadko śmiesznego imienia dla dziecka, które ciągle rozwija się w łonie matki. Nasz brzdąc to Ding Dong (딩동), w skrócie „DD”, bo zapukał do nas w chyba najbardziej przełomowym momencie, kiedy to już mieliśmy podejmować radykalne decyzje co do naszej zawodowej, a co za tym idzie osobistej przyszłości.

Szczegółowiej o bolączkach związanych z posiadaniem dziecka w Korei pisałam już we artykule „Narodziny dziecka w Korei”, ale jak to w Korei obok wyprutego z emocji, do bólu praktycznego podejścia do tematu, zupełnie niezależnie istnieje również szereg zwyczajów, które pokazują tę drugą stronę medalu. Koreańczycy jeżeli już decydują się na dziecko (często niestety pod naciskiem presji społecznej), to dają z siebie wszystko, nawet jeżeli niektóre zachowania nie grzeszą zbytnią logiką. I nie chodzi tutaj tylko o obsesyjne stosowanie zasad taegyo, ale również o typowe reguły, które rządzą życiem kobiety tuż po porodzie. Poniżej kolejny wycinek z mojej rozmowy z Beatą:



A.S.: W jaki sposób Koreanki dochodzą do siebie po porodzie?

Beata: Za dnia kobiety spędzają czas na ćwiczeniach mających sprawić, by kości miednicy wróciły na swoje miejsce, poddają się masażom oraz oczywiście codziennie jedzą zupę miyeokguk, czyli zupę z glonów, w Polsce znaną pod japońską nazwą „wakame”. Miyeok oczyszcza krew i pomaga kurczyć się macicy. W nocy, jeżeli chcą się dobrze wyspać, oddają niemowlę pod opiekę obsługi.

A.S.: W Korei istnieją jakieś specyficzne zwyczaje związane z narodzinami dziecka?

Beata: Najwięcej zwyczajów dotyczy samego czasu połogu. Wierzy się, że kobieta powinna porządnie po porodzie odpocząć, żeby uniknąć różnych dolegliwości na starość. Przede wszystkim chodzi tutaj o stałe utrzymywnie organizmu w podwyższonej temperaturze. Kobietom zaleca się, żeby zawsze ciepło ubierały się: bluzki z długimi rękawami, spodnie z długimi nogawkami, skarpety – to wszytko nawet latem. Kobiety unikają wtedy też zimnych napojów, lodów i przeciągów. Co ciekawe wiele kobiet odczekuje też kilka dni po porodzie, żeby po raz pierwszy umyć włosy. 

A.S.: Dlaczego?

Beata: By się nie przeziębić. Chodzi o to, żeby minimalizować możliwość zachorowania, bo wiadomo, że mokre włosy w połączeniu z przeciągiem mogą skończyć się przeziębieniem. Są też dziewczyny, które nie myją się od razu po porodzie, dopiero następnego dnia, czy nawet kilka dni później; a z myciem włosów zwlekają nawet dłużej. W 2009 roku prowadziłam badania w izbach poporodowych i wszystkie kobiety potwierdziły, że czekały z myciem włosów jakiś czas po porodzie. Większość wzięła szybki prysznic, ale już bez mycia włosów.


Przykład joriwonu (조리원), czyli izby poporodowej, w której Koreanki spędzają co najmniej jeden tydzień.


Izby poporodowe joriwon (조리원), czyli hotele z wykształconą medycznie obsługą, to obecnie w Korei raczej standard. Kobiety spędzają w nich od jednego do kilku tygodni, dochodząc do siebie po ciąży i porodzie, ale też ucząc się opieki nad niemowlęciem. Poziom takich instytucji jest bardzo różny – od ośrodków, które oferują podstawowe usługi do ekskluzywnych hoteli, w których kobiety korzystają ze specjalnych masaży, ćwiczeń, czy upiększających zabiegów. Ostatnimi czasy oferta izb poporodowych przewiduje także specjalne kursy dla ojców. Mój kolega od książkowych regałów udawał się po pracy do centrum, tam uczył się opieki nad córką, spędzał noc w osobnym pokoju, żeby móc się spokojnie wyspać, a następnego dnia rano wracał do pracy. Co ciekawe wiele z joriwonów zakazuje wstępu pozostałym członkom rodziny – w podtekście ma to być dla młodych matek okres wytchnienia od własnych teściowych. To wszystko sprawia, że kobiety chcą w takich ośrodkach zostać tak długo, jak to tylko finansowo możliwe.


Geumjul (금줄), czyli sznurek wywieszany na drzwiach domostwa po przyjściu dziecka na świat. Papryczki mają oznaczać chłopca, a igły sosny dziewczynkę.


Tak samo jak okres ciąży, tak i nowoczesne „zwyczaje” poporodowe przeplatają się z tradycyjnym podejściem do narodzin dziecka, co dowodzi, że spuścizna kulturowa jest w stanie harmonijnie wkomponować się w codzienność nawet najbardziej dynamicznie rozwijającej się gospodarki. Kolejnym przykładem może być fakt, że w niektórych częściach kraju do tej pory po przyjściu na świat dziecka w drzwiach domu wiesza się sznurek zwany geumjul (금줄), który ma chronić domostwo przed złą energią i zawistynymi duchami. Sznurek taki wisi przez 21 dni, w ciągu których nie przyjmuje sie żadnych gości. Z tego co wiem, nikt już nie bawi się w zakopywanie łożyska w pobliżu domu (pod częścią zadaszenia, jeżeli planowano kolejny dodatek do rodziny i dalej od domu, najlepiej w słonecznym miejscu, w przypadku, kiedy następny potomek nie był w zamysłach), ale tego rodzaju tradycje ciągle pielęgnowane są jeżeli nie w dosłowny, to przynajmniej w teoretyczny sposób. 

I ten koloryt bardzo mi się w Korei podoba.



[Zakorkowani] Narodziny dziecka w Korei


Kobieta naprzeciw mnie robi duże oczy, zapowietrza się i ucieka wzrokiem w sufit. Siedzący obok niej mąż oraz nasz kolega z pracy na chwilę milkną, chowając spojrzenia we wnętrzu kufli z Heinekenem. Jesteśmy w Hadze, gdzie do swojego tymczasowego domu zaprosił nas wysłany za granicę współpracownik. 

Kobieta wraca na ziemię i odpowiada, że nigdy się nad tym tak naprawdę nie zastanawiała; że to była normalna kolej rzeczy po zamążpójściu, a na dodatek jej mąż jest najstarszym synem w rodzinie, więc nie za wiele miała do powiedzenia. Jest jej ciężko, czasem czuje się samotna, uwiązana, ale nie wyobraża sobie już życia bez swoich pociech.

To dosyć typowa odpowiedź Koreanek około czterdziestki na pytanie, dlaczego zdecydowały się na posiadanie dziecka.



Syn pierworodny, a kwestia dziedziczenia


Koreańska kultura faworyzuje najstarszych synów. Taki stan rzeczy stopniowo ulega rozmyciu pod coraz silniejszym wpływem zachodniego modelu rodziny, ale kilkusetletnia tradycja ciągle daje o sobie znać. Nawet w mojej rodzinie bratanków Woo Younga (mojego męża) określa się hurtowo imieniem chłopca, który na świat przyszedł jako pierwszy. Zainteresowani zdrowiem dzieciaków, pytamy się więc, jak ma się Geon, a nie jak ma się Geon i Sue. Pierworodny syn szwagra jest bezkrytycznie hołubiony, to na jego zdolności zwraca się uwagę, pozostawiając dla jego młodszej siostry jedynie powierzchowne “słodkości” na temat jej wyglądu, czego ona zresztą sama nie znosi. W konsekwencji Geon (zbyt) głośno domaga się swego, a Sue jest bardzo cicha i woli trzymać się na uboczu. Wokół starszego brata Woo Younga również unosi się jakaś specjalna aura. Z powodu rozwodu mojej teściowej, to on jest teoretycznie “głową rodziny”.

Jeszcze do nie tak dawna to najstarszy syn miał otrzymywać największą część, jeśli nawet i nie cały spadek po rodzicach. Wiązało się to przede wszystkim z tym, że pierworodny syn pozostawał pod władzą ojca nawet po ożenku i pojawieniu się własnych dzieci. Nominalną głową takiej rodziny nadal był ojciec, stopniowo przekazując „władzę” dzielącemu z nim dach synowi. Na najstarszym synu leżał obowiązek opieki nad rodzicami, ale również konieczność przewodniczenia obrządkom na cześć przodków rodziny, oczywiście tej po mieczu. Kobiety zazwyczaj spadku nie otrzymywały, jako że po zamążpójściu i tak „przepisywane” były do rejestru rodziny swojego męża. Reguły te były podyktowane myślą Konfucjusza, która to filozofia przywędrowała do Korei w XIV wieku, a uzyskała dominację jako zespół powszechnie praktykowanych reguł społecznych w wieku XVII. To wtedy właśnie patriarchalna struktura została w pełni zaadaptowana w koreańskim społeczeństwie. Ortodoksyjny neo-konfucjanizm jaki stworzyli Koreańczycy interpretował myśl Konfucjusza w o wiele bardziej radykalny sposób niż czyniły to inne kultury. To właśnie ta fundamentalistyczna odmiana konfucjanizmu była głównym czynnikiem zmiany w systemie rodzinnym Korei. Konfucjanizm w interpretacji dynastii Jeoson powoli zaczął zastępować równouprawnienie w systemie dziedziczenia (wcześniej, za panowania dynastii Koryo nawet kobiety mogły uczestniczyć w obrządkach na cześć przodków, jak i dziedziczyć po rodzicach), faworyzując najstarszego syna jako najważniejszą jednostkę w komórce rodzinnej.

Do chwili obecnej echa takiego podejścia widoczne są w strukturze koreańskiej rodziny. Co prawda najstarszy syn nie musi mieszkać już ze swoimi rodzicami (choć i tak wiele par decyduje się na to ze względu na pomoc rodziców przy wychowywaniu dzieci), ale i tak Koreanki omijają pierworodnych szerokim łukiem. W praktyce mianowicie wygląda to tak, że opieka pierworodnego syna nad rodzicami dokonuje się rękami jego żony. To synowa musi się o nich troszczyć, spełniać zachcianki, gotować i sprzątać w czasie świąt, a często i regularnie łożyć na ich utrzymanie (kobieta zazwyczaj zarządza finansami). Zadaniem pierworodnego syna jest zarabianie pieniądzy i podejmowanie decyzji. Często też w domu najstarszego syna obchodzi się większe święta takie jak Święto Dziękczynienia (Chuseok) lub Księżycowy Nowy Rok (Seollal), podczas których to on na wespół z męskim członkami rodziny składa hołd przodkom oraz zasiada do uroczystego stołu, podczas gdy usługujące kobiety spożywają posiłek osobno w kuchni. Do tej pory również wielu pierworodnych synów ma szansę na o wiele większą część spadku po rodzicach, mimo że aktualne przepisy prawa gwarantują równy udział dla wszystkich potomków niezależnie od ich płci.

Według Prawa Rodzinnego z 1989 roku, spadek po rodzicach musi być podzielony równo pomiędzy synów i córki. Dzieci mogą dziedziczyć nieruchomości, gotówkę na rachunkach bankowych, meble i inne wyposażenie mieszkania zmarłego. Co ciekawe dopiero w 1977 roku zapewniono prawo do spadku wdowie – mogła ona wtedy otrzymać spadek o tej samej wartości co najstarszy syn (aktualne ustawodawstwo w tym zakresie opisuję na końcu niniejszego artykułu). Jak to nagminnie bywa w Korei prawo prawem, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W roku 2005 w 52,6% przypadków najstarszy syn otrzymał większość lub cały spadek po rodzicach; w więcej niż 30% przypadków odziedziczył on po rodzicach wszystko. Do tej pory w Korei władza nad jaebolami, czyli koreańskimi koncernami, przekazywana jest najczęściej na zasadzie męskiej primogenitury. Nie dziwi więc, że według Sądu Najwyższego liczba pozwów sądowych dotyczących podziału spadku wzrosła niemalże dziesięciokrotnie na przestrzeni ostatniej dekady: 588 spraw w 2012 roku vs. 69 w 2002. Taką sytuację przypisuje się przede wszystkim coraz bardziej świadomym swoich praw kobietom, które decydują się na walkę o prawnie należny im udział. Trzeba zrozumieć, że w społeczeństwie, gdzie zależności rodzinne są bardzo skomplikowane, pozwanie jej członków nie jest aż tak prostą decyzją – dlatego też ciągle wiele osób preferuje utrzymanie dobrych relacji z krewnymi kosztem dochodzenia własnych praw na drodze sądowej. Najstarszy syn nierzadko tę właśnie sytuację wykorzystuje.

30% koreańskiego społeczeństwa zgadza się, że męska promigenitura przyczynia się do powiększającej się nierówności pomiędzy klasami społecznymi w Korei. Ostatnie badania przeprowdzone przez Korea Institute for Health and Social Affairs wskazują jednak na duży postęp w tej materii: 65,8% badanych powyżej 50-tego roku życia deklaruje, że pozostawi po sobie równy spadek dla każdego z dzieci. Jednocześnie 15% ankietowanych planuje przekazać najstarszemu synowi przeważającą część majątku, a 4,8% cały majątek. 2,2% badanych deklaruje też, że spadek zostanie podzielony jedynie między synów, a nie córki.

Kolejną kontrowersyjną sprawą związaną z dziedziczeniem w Korei jest podatek od spadku. Ten sam majątek jest opodatkowywany dwukrotnie i to w zawrotnych sumach - w zależności od wielkości spadku podatek taki oscyluje od 10% do aż 50%. Maksymalna stawka jest prawie dwukrotnie większa niż średnia w krajach OECD, gdzie wynosi ona 26%. Ponadto pozostający przy życiu małżonek również jest opodatkowywany od majątku, który przez całe swoje życie współtworzył ze swoją połówką, jeżeli w chwili śmierci był on wpisany pod nazwiskiem zmarłego...

Dla zainteresowanych załączam wycinki z koreańskiego prawa spadkowego w wolnym tłumaczeniu (status na październik 2013 roku):

Pierwszeństwo dziedziczenia:
- Następujące osoby posiadają prawo do spadku według podanej kolejności, przy czym małżonek/małżonka zmarłej osoby jest spadkobiercą w każdym przypadku:
1. Potomkowie zmarłej osoby w linii prostej (np. dzieci i wnukowie);
2. Przodkowie zmarłej osoby w linii prostej (np. rodzice i dziadkowie);
3. Rodzeństwo zmarłej osoby
4. Krewni tej samej krwi w obrębie czwartego stopnia pokrewieństwa.

Pierwszeństwo małżonka/małżonki:
- Żyjący małżonek/małżonka w każdym przypadku otrzymuje status spadkobiercy. Jeśli zmarła osoba miała potomków lub przodków w linii prostej, małżonek/małżonka staje się współspadkobiercą o tym samym pierwszeństwie. W przypadku braku takowych małżonek/małżonka staje się jedynym spadkobiercą.

Podział ustawowo przyznanego spadku:
- W przypadku identyfikacji spadkobierców o tym samym poziomie pierwszeństwa, spadek zostanie podzielony na równe części między nich.
- W przypadku, gdy małżonek/małżonka jest współspadkobiercą razem z potomkami w linii prostej, część odziedziczona przez małżonka/małżonkę będzie 1,5 razy większa niż udział przydzielony potomkom w linii prostej.
- W przypadku, gdy małżonek/małżonka jest współspadkobiercą razem z przodkami w linii prostej, część odziedziczona przez małżonka/małżonkę będzie 1,5 razy większa niż udział przydzielony przodkom w linii prostej.


Pieniądze dobrze mieć, ale czasami to duży bół głowy... ;)



Podsumowanie roku 2013


Od Nowego Roku minął już ponad tydzień, ale na podsumowania nigdy chyba nie jest za późno. Poniżej statystyki odnośnie napopularniejszych notek na blogu „W Korei i nie tylko” w zależności od liczby odwiedzin i poruszanej tematyki.
  

Najpopularniejsze (od początku powstania bloga):

1.  „Koreańczyk w Polsce – wywiad” – W odpowiedzi na sugestię jednego z Czytelników (Łukasz Wi) przeprowadziłam wywiad z Jun Hyungiem, którego w Korei uczyłam języka polskiego, a który obecnie mieszka i studiuje w Poznaniu. Jun Hyung opowiada o swoim życiu w Polsce, o swojej miłości do Żywca i o tym, jak przy kilkunastostopniowym mrozie w klapkach i krótkich spodenkach chodzi na pocztę.

2.  „Presja” – Wpis o ogromnym nacisku koreańskiego społeczeństwa na wygląd zewnętrzy oraz posiadanie luksusowych gadżetów. Mechanizm takiej presji sprawdzam na własnej skórze.

3.  „Morderstwo” – Korea uważana jest za kraj raczej bezpieczny i na podstawie mojego dotychczasowego doświadczenia całkiem słusznie. Niestety społeczne przyzwolenie na przemoc wobec kobiet skutkuje czasem tragicznymi konsekwencjami i może bezpośrednio przekładać się na mój własny w tym kraju dobrobyt.

4.  „Dość już Kangnam style” – Nie mam absolutnie nic przeciwko wygłupom i dobrej zabawie. W moim wpisie na temat kawałka „Kangnam Style” koreańskiego piosenkarza PSY piszę jednak o odpowiedzialności, jaka leży po stronie odbiorcy.

5.  „Pazurek” – Bardziej osobista notka o moich relacjach z Koreankami, a w szczególności o rozczarowującym doświadczeniu z jedną z nich, którą uważałam za coś na kształt przyjaciółki.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańskie społeczeństwo”:
                 
1.  „Ciąża” – Korea ma jeden z najniższych przyrostów naturalnych na świecie. Mimo że Prawo Pracy przewiduje całkiem dobre warunki dla przyszłych matek, młode Koreanki nie kwapią się do macierzyństwa. Rzeczywistość bowiem ma się nijak do teorii prawa.

2.  „Gorsza rodzina” – Kilka lat temu odeszła moja babcia. Dostałam z tego powodu kilka dni urlopu, co pozwoliło mi na wizytę w Polsce. Gdyby była to babcia od strony mojej mamy, urlopu takiego jednak nie otrzymałabym. A jeśil akurat padłoby na ojca mojego taty, to dostałabym dni wolnych jeszcze więcej. Wpis o braku elementarnego równouprawnienia między kobietami i mężczyznami w Korei.

3.  „Koreański socjopata” – Gwałty, morderstwa i rozczłonkowywanie ciała zdarza się nawet i w tak ułożonym społeczeństwie jak koreańskie. Co jednak kole w oczy w Korei to brak jakiejkolwiek empatii i wyrzutów sumienia w tego rodzaju przestępstwach. We wpisie próbuję dokonać analizy, dlaczego tak jest.

4.  „Niebieska foliówka” – Przed oczami ciągle widzę mijaną postać, przeniesioną pod ścianę tunelu, przykrytą niebieską foliówką, przez którą przebija bordowa plama krwi. Notka o bezpośredniej styczności ze zjawiskiem samobójstw w Korei.

5.  „Zdrowie” – Koreańczycy mają pozytywnego bzika na punkcie zdrowia. Masowo wspinają się w góry, ćwiczą, chodzą do sauny, zdrowo odżywiają i co rusz wynajdują nowe metody na młodość i rześkość aż po grób. Szczegóły we wpisie.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańska kultura”:

1.  „Czas na kimchi” – Przez wiele lat w Korei żerowałam na kimchi wyrabianym przez moją teściową. Pewnego dnia jednak zdecydowałam wziąć się w garść i pomóc jej w przyrządzaniu tej narodowej przystawki towarzyszącej każdemu koreańskiemu daniu.

2.  „Stypa” – Pogrzeby w Korei wyglądają zupełnie inaczej niż te na zachodzie. Uczestniczyłam już w wielu z nich, ponieważ jest to poniekąd obowiązek pracowniczy w przypadku śmierci w rodzinie firmowych kolegów. Detale pod linkiem.

3.  „Pansori” – Pansori to tradycyjny koreański śpiew, którego nie można pomylić z niczym innym. Uwielbiam jego charakterystyczne dźwięki i rytm, który przywodzi mi na myśl jakieś pierwotne, nabuzowane emocjami tańce. Doszło nawet do tego, że ukończyłam dwa semestry tego śpiewu w Narodowym Teatrze Korei.

4.  „Świńskie obrządki” – Opowiadam o tym, dlaczego w Korei rozpoczęciu nowego przedsięwzięcia często towarzyszy głowa świni z banknotami wściśniętymi w jej pysk, lub uszy.

5.  „Koreańskie przesądy i tematy tabu” – Podsumowanie koreańskich przesądów i tematów tabu. Na końcu wpisu odcinek „Zakorkowanych” (audycja o Korei) na ten sam temat.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańska rodzina”:

1.  „ Szklaneczka z teściową” – PWY wyjechał pozwiedzać Indie, a ja siadłam do soju z teściową i wysłuchałam opowieści jej życia. Opowiedziała mi między innymi o swoim dzieciństwie, o zamążpójściu i rozwodzie.

2.  „Moi bratankowie” – Krótki wycinek z mojego życia z PWY, czyli te kilka dni w roku, kiedy opiekujemy się dziećmi jego brata.

3.  „Adam i Ewa” – Opis jednego z moich weekendów z PWY.

4.  „Natura obowiązku” – We wpisie przytaczam rozmowę z niezwykle inteligentym Koreańczykiem z mojej pracy, która to w bardzo jasny sposób pokazuje mentalność koreańskich mężczyzn co do podziału obowiązków w firmie zwanej „małżeństwo”.

5.  „Koreańska rodzina” – Szczegółowy opis i audycja na temat sposobu, w jaki funkcjonuje koreańska rodzina.


Najpopularniejsze w kategorii „koreański system edukacji”:

1.  „Talmud w Korei” – Rygor koreańskiego systemu edukacji znany jest chyba na całym świecie. W marcu 2011 świat obiegła piorunująca wiadomość, że Korea jest pierwszym krajem na świecie (oprócz Izraela), gdzie Talmud został wprowadzony do szkolnej listy lektur obowiązkowych. Nic jednak bardziej mylnego...

2.  „Koreański system edukacji” – Opis i audycja na temat sposobu, w jaki w Korei kształci sie nowe pokolenia. Bonusem jest rozmowa z Polką, która w hakwonie (praywatna instytucja edukacyjna) uczy najmłodszych Koreańczyków języka angielskiego.

3.  „Egzaminy” – Egzamin College Scholastic Ability Test determinuje całe życie Koreańczyków – uniwersytet i kierunek, na którym będą studiowali, możliwość pracy w koreańskiej korporacji i późniejszą pozycję w społeczeństwie. We wpisie opowiadam o tym, jak ważny jest ten test i jak się go przeprowadza.

4.  „Segregacja piskląt” – Uczęszczanie do koreańskich hakwonów, czyli prywatnych instytucji edukacyjnych to obowiązkowa część dnia przeciętnego młodego Koreańczyka. W hakwonach można poćwiczyć język, podreperować umiejętności z matematyki, nauczyć się wylepiać garnki, ale także posiąść sekretną wiedzę segregacji piskląt według płci.

5.  „Szpitalna preselekcja” – Współzawodnictwo w Korei powoduje, że dostanie się do jednego z trzech najlepszych uniwersytetów graniczy z cudem. Konkurencja jest tak zaciekła, że o przyjęciu do lepszej szkoły może zadecydować nawet rodzaj szpitala, w jakim przyszło się na świat...


Najpopularniejsze w kategorii ”praca w koreańskiej firmie”:

1.  „Rozmowa kwalifikacyjna” – Ze względu na moją znajomość angielskiego Zasoby Ludzkie proszą mnie czasem o rozmowę z kandydatami na nowe stanowiska w mojej firmie. Dialog z młodszym pokoleniem Koreańczyków to dla mnie świetny eksperyment porównawczy między starszą i młodszą Koreą.

2.  „Okresowe badania” – Jedną z korzyści pracowania dla koreańskiego jaebola są regularne badania lekarskie. W notce opisuję, jak to wygląda w praktyce.

3.  „Team” – Czasem trudno jest uwierzyć w opowieści obcokrajowców dotyczących ich pracy w koreańskiej korporacji. We wpisie opisuję grupę, z którą pracowałam w 2010 roku.

4.  „Burząca się krew – what is it good for?” – Pracując dla koreańskiej firmy trzeba uzbroić się po uszy w zbroję przeciw absurdom. Czasem też trzeba przenieść całe swoje biurko samodzielnie do innego budynku...

5.  „Koncert” – W Korei promocje jedynie w niewielkim zakresie zależą od wyników. Przede wszystkim liczą się przepracowane lata i dobre układy. Jest jeszcze kilka innych rzeczy, które mogą pozytywnie wpłynąć na decyzję o przyznaniu wyższego stanowiska...


Najpopularniejsze w kategorii „Zakorkowani – audycja o Korei”:

1.  „Obcokrajowiec w Korei” – Wpis i dwa dwa odcinki o tym, jak żyje się obcokrajowcom w Korei. Razem z moim współkomentatorem Leszkiem rozmawiamy o postrzeganiu cudzoziemców przez Koreanczyków oraz o tym, jak w praktyce wygląda w tym kraju kariera zawodowa oraz życie z Koreańczykiem u boku.

2.  Miłość po koreańsku (cz.1)” – Koreański przemysł seskualny znany jest chyba na całym świecie. To nieodłączna część życia wielu koreańskich pracowników firm, żołnierzy, ale też i przeciętnego Koreańczyka. Razem z „zakorkowanym” Leszkiem opowiadamy o szczegółach tej sfery życia w Korei.

3.  Miłość po koreańsku (cz.2)” – Mimo przytłaczającej powszechności usług seksualnych Koreańczycy muszą również znaleźć partnera na całe życie. Zakorkowani opowiadają o tym , jak w Korei wygląda miłość romantyczna między kobietą i mężczyzną.

4.  „Przestępstwa na tle seksualnym” – Trochę statystyk i informacji o tym, jak w Korei rozpatruje się przemoc na tle seksualnym. W opisie i audycji dzielę się swoimi osobistymi, niezbyt przyjemnymi doświadczeniami.

5.  „Mniej zamożni i ubóstwo w Korei” – Korea uważana jest przez wielu za kraj miodem i mlekiem płynący. Niestety wiele osób żyje na granicy ubóstwa, szczególnie tych starszych, którzy własną krwawicą zbudowali dzisiejszą Koreę. Więcej o zjawisku biedoty w Korei w opisie i załączonej audycji.


Najpopularniejsze w kategorii „podróże”:

1.  „Moja Malezja” – Kilka słów o moim pobycie na Langkawi (Malezja).

2.  „Długo oczekiwane Spotkanie” – Rekiny wielorybie można z łatwością zobaczyć w kilku miejscach na świecie przeznaczonych pod mamonę turystów. Moim marzeniem jest złapać jednego na wolności, żeby przez chociażby krótką chwilę popatrzyć mu w oczy. Próbowałam już odnaleźć go kilka razy nurkując na Filipinach.

3.  „Wyprawa z PWY” – O mojej niezapomnianej wyprawie z PWY w koreański łańcuch gór Jiri.

4.  „Ginseng Festival (Geumsan)” – Stara jak świat relacja (rok 2006) z Festiwalu Żeńszenia w koreańskim Geumsan.

5.  „Szaleństwo Coober Peddy” – Jedno z najbardziej odjechanych miejsc, jakie udało mi się odwiedzić do tej pory: Coober Peddy w Australii. Kopalnie opali, dug-outy, eksponaty z filmów science-fiction (to tutaj kręcono film „Mad Max”!) i niesamowita wielokulturowość.


Zapraszam do lektury!



[Zakorkowani] Koreański system edukacji


Gwarancją „jakości” dziecka jest pieniądz na niego wydany. Im bardziej ekskluzywny szpital, w którym przyszło na świat, czym droższy żłobek i przedszkole, do którego uczęszczało, tym większa ma być miłość rodziców i ich zaangażowanie w przyszłość swojego potomka. Takie właśnie dzieci dostają więcej punktów w swoim życiowym Curriculum Vitae pnąc się kolejno po szkolnych szczeblach aż przychodzi czas na College Scholastic Ability Test - egzamin determinujący przyjęcie na dany uniwersytet w Korei.

Egzamin ten jest chyba najbardziej dramaturgicznym doświadczeniem w całym życiu Koreańczyka. Dostanie się do jednego z uniwersytetów SKY (Seoul University, Korea University, Yonsei University) otwiera furtkę do względnie pomyślnej przyszłości. Dyplom uniwersytetu, do którego się uczęszczało jest szczególnie ważnym kryterium nie tylko w walce o pracę w dobrej firmie, ale również może wpłynąć na jakość kariery zawodowej. Absolwenci tych samych uniwersytetów tworzą wewnątrzfirmowe „kliki” (od czasu do czasu odbywają się potajemne spotkania takich klubów) wspierając się nawzajem w różnego rodzaju przepychankach. Alma Mater jest liczącym się kryterium przy wręczaniu promocji, delegowaniu pracowników za granicę, przemieszczaniu się między najatrakcyjniejszymi działami w firmie. Ukończenie uniwersytetu z pierwszej trójki dodaje też społecznego prestiżu.

Życie koreańskich dzieci i nastolatków podporządkowane jest więc nauce. Rodzice wypruwają sobie żyły, żeby posłać swoje pociechy do jak najlepszych instytucji wychowawczych – co roku słyszy się o takich, którzy w namiotach koczują na chodniku celem zapisania swojego dziecka do renomowanego przedszkola; a przyjemność taka potrafi kosztować kilkanaście tysięcy dolarów! Po standardowych zajęciach rodzice muszą dodatkowo opłacić prywatne „hakwony”. Dzieci potrafią spać 4-5 godzin dziennie, nie mają czasu na nawiązanie poprawnych relacji ze swoimi rówieśnikami, każdy dla każdego jest potencjalnym konkurentem w tym ślepym wyścigu szczurów. A na tych, którzy mają inny pomysł na spędzanie swojego czasu w ławce czekają kary cielesne.

Koreański system edukacji sieje postrach wśród społeczności globalnej. Dochodzi do takich absurdów, że wierzy się nawet, iż koreańscy rodzice przed snem czytają swoim pociechom Talmud. Nic bardziej mylnego. W Korei najważniejsza jest punktacja na wspomnianym już College Scholastic Ability Test w związku z czym Koreańczycy nie skupiają się zanadto na kreatywnym rozwiązywaniu problemów, czy zastosowaniu zdobytej wiedzy w praktyce. Liczą się wykute na pamięć fakty oraz jak najefektywniejsza metoda wyboru właściwej odpowiedzi na testach. W tym Koreańczycy zdecydowanie przodują. Sytuację tę świetnie obrazuje fakt, że niektórzy Koreańczycy mają jedną z najwyższych punktacji w międzynarodowych testach z języka angielskiego, a nie potrafią się w tym języku komunikować nawet na poziomie podstawowym.


Zdjęcie: Gość specjalny „Zakorkowanych” – Olga,
nauczycielka języka angielskiego w koreańskim hakwonie.


W kolejnym odcinku audycji "Zakorkowani", kórą przygotowuję razem z Leszkiem Moniuszko (aka "Yellowinside) mam ogromną przyjemność gościć Olgę, która jest nauczycielką języka angielskiego w hakwonie niedaleko Seulu. Dzieli się ona z nami swoimi własnymi doświadczeniami i spostrzeżeniami dotyczącymi nie tylko systemu edukacyjnego, ale też tym, jak to jest być nauczycielem w Korei. Wywiad z Olgą i audycja dotycząca koreańskiego systemu edukacji do odsłuchania poniżej:






[Zakorkowani] Koreańska rodzina


Rodzina to jedna z podstawowych wartości w filozofii konfucjańskiej. Konfucjusz nauczał, że państwo może prosperować tylko wtedy, gdy rodzina żyje w miłości i harmonii. Harmonię tę zapewnić miały określone reguły zachowania pomiędzy jej członkami np.: ojciec kieruje synem, mąż kieruje żoną, kobieta niezamężna ma być posłuszna ojcu, kobieta po ślubie mężowi, a po śmierci męża – najstarszemu synowi.  Na koniec wszyscy podwładni muszą podporządkować swoje życie władcy, który ze swojej strony wykazać się musi mądrością i sprawiedliwością.

W Korei już wieki temu konfucjanizm przybrał specyficzny, bardziej surowy odcień w porównaniu do Chin, co w dużej mierze odcisnęło piętno na sposobie funkcjonowania współczesnego społeczeństwa, w tym i rodziny. Agresywna industrializacja przyczyniła się do dalszego uwydatnienia cech koreańskiego konfucjanizmu doprowadzając przez to do stworzenia ostrej konkurencji na poziomie indywidualnym i korporacyjnym. Nakaz samodyscypliny, pracowitości, bezwględnego posłuszeństwa wobec przełożonych i starszych, poświęcenie dla dobra większości – to wszystko stało się zarzewiem wzrostu gospodarczego w Korei, ale z czasem przeobraziło się też w podstawowy wymóg, którmu każdy musi sprostać, żeby godnie przeżyć. Do tej pory jedną z podstawowych zadań koreańskiej rodziny jest zapewnienie konkurencyjności jej członków. To właśnie konkurencyjność na rynku pracy determinuje sposób, w jaki koreańska rodzina dzisiaj funkcjonuje.

Rodzinę w Korei zakłada się z zamysłem posiadania dzieci. Dzieciom należy zapewnić najlepszą możliwą przyszłość i ten priorytet przesłania kwestie takie jak miłość, czy partnerstwo między małżonkami. Kobieta i mężczyzna często żyją życiem rozłącznym, według własnej odrębnej rutyny, całkiem dobrze się w tym odnajdując. To na pewno inny model rodziny niż ten propagowany na Zachodzie. W koreańskim, bardzo rygorystycznym systemie rodzina staje się prężnie działającą spółką, w której każdy z pracowników ma jasno określoną funkcję do spełnienia: kobieta (osoba „domowa”) ma zająć się domem, dzieckiem oraz zarządzaniem finansami domowymi, a mężczyzna (osoba „na zewnątrz”) ma zapewnić takiej „firmie” regularne dochody. Misją takiej spółki jest zapewnienie jak najlepszego startu dla swojego potomka poprzez zapewnienie mu jak najlepszej edukacji. Mordercza konkurencja powoduje, że dzieciaki uczą się całymi dniami  najpierw w szkole publicznej, a potem w prywatnych instytucjach edukacyjnych (włączając w to weekendy), śpiąc jedynie kilka godzin na dobę.

Od koreańskich rodziców oczekuje się jak największego poświęcenia. Bardziej zamożni ojcowie wysyłają swoje żony i dzieci za granicę (najczęściej do USA), żyjąc w rozłące latami – określa się ich mianem „ojców gęsi”, czyli takich, którzy migrując pokonują ogromne odległości. „Ojciec orzeł” to ten, którzy może pozwolić sobie na częste odwiedziny (orłowi wystarczy kilka razy machnąć skrzydłami, żeby wznieść się w powietrze), a „ojciec pingwin” to ten, którego wynagrodzenie nie wystarcza, żeby odwiedzić rodzinę za granicą (pingwiny nie potrafią fruwać). Jeszcze biedniejsi ojcowie, tzw. „ojcowie wróble” wynajmują mieszkanie żonie i dzieciom w bogatej części Seulu, Kangnam, sami mieszkając w kawalerce niedaleko pracy - jednym z podstawowych warunków zapisania dziecka do lepszej szkoły jest zameldowanie w określonej dzielnicy.

Poświęcenie rodziców to poniekąd osobliwa inwestycja we własną przyszłość – od dzieci wymaga się bezwzględnego szacunku dla swoich rodzicieli (też i przodków), wspomogi finansowej, a nawet utrzymywania na starość. Największy ciężar spoczywa tradycyjnie na najstarszym synu i jego żonie (stąd kobiety nie chcą wychodzić za mąż za pierworodnego), co przyczynia się często do wielu konflików, szczególnie na linii teściowa – synowa.

W Korei gwałtowne uprzemysłowienie w dużej mierze utowarowiło człowieka. Jednostka stała się jedynie trybikiem w doskonale pracującej maszynie, który z łatwością można wymienić na inny, równie sprawny. Niestety wydaje się, że ta niesamowita, wręcz nieludzka skala utowarowienia jest częściowo winą samych Koreańczyków. Zamiast zatrzymać się i przez chwilę zastanowić nad kierunkiem, w którym to wszystko zmierza, Koreańczycy ślepo zanurzyli się w odmętach zabójczej konkurencyjności we wszystkich dziedzinach życia. Mimo że Koreańczycy doskonale zdają sobie sprawę z bolączek trawiących ich społeczeństwo, tworząc własną rodzinę podążają tym samym, wytartym szlakiem nie widząc żadnych alternatyw. To dosyć przygnębiające, błędne koło, z którego bardzo trudno będzie się wyrwać. 

W audycji "Zakorkowani" razem z Leszkiem rozmawiam o typowej, koreańskiej rodzinie - zapraszam do odsłuchania poniżej:






Chuseok


Od jutra w Korei rozpoczyna się Święto Dziękczynienia (Chuseok), co oznacza, że cała Korea będzie, a właściwie już jest w rozjeździe. Wszelkiego rodzaju bilety już dawno wykupione, więc spóźnialscy będą musieli wsiąść w samochód i spędzić kilka lub nawet kilkanaście godzin w trasie, żeby dotrzeć do swoich rodzin na południu. Powrót za kilka dni do prowincji Gyeonggi, gdzie mieszka 25,6 miliona ludzi (prawie połowa koreańskiego społeczeństwa!) będzie równie żmudnym przedsięwzięciem.




W okresie świątecznym, zgodnie z tradycją, młode kobiety odwiedzają rodziców swoich mężów. W domu teściów przeważnie sprzątają, gotują, usługują i szorują naczynia podczas gdy męska część rodziny spędza czas biesiadując przed telewizorem lub grając w karty – to w ramach odpoczynku od pracy ale też i z powodu zmęczenia wielogodzinnym prowadzeniem samochodu.

Jak to zwykle bywa w tego rodzaju sytuacjach, podczas świąt dochodzi do wielu kłótni rodzinnych, szczególnie pomiędzy niewiastami. Bezdzietne kobiety brane są na spytki przez swoje teściowe co do powodów swojego „jałowego” stanu; bez żenady ponagla się je, żeby w końcu spełniły swój obowiązek dopytując się o szczegółowy plan egzekucji takowego przedsięwzięcia. Kobiety, które już dzieci posiadają strofowane są za brak umiejętności kulinarnych i innych, porównywane są do innych białogłów w rodzinie. Cała frustracja młodych kobiet przenosi się na w najlepsze leżakujących mężów i często kończy się to ogólnym zgrzytaniem zębów, błyskawicami w oczach i trzaskaniem drzwiami. Ze zrozumiałych powodów większość świeżo zamężnych Koreanek szczerze świąt nienawidzi. Oczywiście od tej czarnej wizji świąt istnieją też chlubne wyjątki.

W moim przypadku w ogólnonarodowym eksodusie uczestniczyć nie musimy. Mama PWY mieszka 15 minut samochodem od naszego domu, więc możemy do niej podskoczyć w każdym momencie. Tak się też składa, że jest rozwódką, więc wszelkiego rodzaju święta, w tym i Chuseok, spędzamy w kameralnym gronie trzech osób – starszy brat PWY mieszka wraz z rodziną na Filipinach i na święta do Korei nie przylatuje.

  
Ja, teściowa i jej siostra.


Przygotowania do Święta Dziękczynienia dzielimy mniej więcej równomiernie. Zazwyczaj razem z PWY cały dzień pieczemy placuszki buchimgae. Za resztę potraw odpowiada teściowa, która woli, żeby się jej do garów nie mieszać. Wespół z PWY myjemy też naczynia, kroimy owoce itp. Prawdę mówiąc nasze spotkania świąteczne nie mają aż tak odświętnego charakteru ze względu na mocno okrojoną komórkę rodzinną. Wielu z tradycji (niestety?) też nie przestrzegamy – na przykład nie zastawiamy stołu dla przodków, którym w czasie Chuseok należy ukłonami do ziemi podziękować za wszelką w życiu pomyślność. Święta to dla mnie w sumie sama przyjemność: spożywanie domowych posiłków, wspólne gry (np. hwatu) i brzuchy rubasznie wystawione ku górze. Wszystko we właściwych proporcjach. Wspólny czas spędzamy raczej bezkonfliktowo i za ten właśnie przejaw życiowego szczęścia wypada mi chyba podziękować podczas tegorocznego Chuseok...


Prawidłowe zastawienie stołu
dla rytuału uczczenia przodków.

<Źródło>


Przykład zastawionego stołu
dla rytuału uczczenia przodków.

<Źródło>




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...