Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańskie obrządki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańskie obrządki. Pokaż wszystkie posty

Chuseok


Od jutra w Korei rozpoczyna się Święto Dziękczynienia (Chuseok), co oznacza, że cała Korea będzie, a właściwie już jest w rozjeździe. Wszelkiego rodzaju bilety już dawno wykupione, więc spóźnialscy będą musieli wsiąść w samochód i spędzić kilka lub nawet kilkanaście godzin w trasie, żeby dotrzeć do swoich rodzin na południu. Powrót za kilka dni do prowincji Gyeonggi, gdzie mieszka 25,6 miliona ludzi (prawie połowa koreańskiego społeczeństwa!) będzie równie żmudnym przedsięwzięciem.




W okresie świątecznym, zgodnie z tradycją, młode kobiety odwiedzają rodziców swoich mężów. W domu teściów przeważnie sprzątają, gotują, usługują i szorują naczynia podczas gdy męska część rodziny spędza czas biesiadując przed telewizorem lub grając w karty – to w ramach odpoczynku od pracy ale też i z powodu zmęczenia wielogodzinnym prowadzeniem samochodu.

Jak to zwykle bywa w tego rodzaju sytuacjach, podczas świąt dochodzi do wielu kłótni rodzinnych, szczególnie pomiędzy niewiastami. Bezdzietne kobiety brane są na spytki przez swoje teściowe co do powodów swojego „jałowego” stanu; bez żenady ponagla się je, żeby w końcu spełniły swój obowiązek dopytując się o szczegółowy plan egzekucji takowego przedsięwzięcia. Kobiety, które już dzieci posiadają strofowane są za brak umiejętności kulinarnych i innych, porównywane są do innych białogłów w rodzinie. Cała frustracja młodych kobiet przenosi się na w najlepsze leżakujących mężów i często kończy się to ogólnym zgrzytaniem zębów, błyskawicami w oczach i trzaskaniem drzwiami. Ze zrozumiałych powodów większość świeżo zamężnych Koreanek szczerze świąt nienawidzi. Oczywiście od tej czarnej wizji świąt istnieją też chlubne wyjątki.

W moim przypadku w ogólnonarodowym eksodusie uczestniczyć nie musimy. Mama PWY mieszka 15 minut samochodem od naszego domu, więc możemy do niej podskoczyć w każdym momencie. Tak się też składa, że jest rozwódką, więc wszelkiego rodzaju święta, w tym i Chuseok, spędzamy w kameralnym gronie trzech osób – starszy brat PWY mieszka wraz z rodziną na Filipinach i na święta do Korei nie przylatuje.

  
Ja, teściowa i jej siostra.


Przygotowania do Święta Dziękczynienia dzielimy mniej więcej równomiernie. Zazwyczaj razem z PWY cały dzień pieczemy placuszki buchimgae. Za resztę potraw odpowiada teściowa, która woli, żeby się jej do garów nie mieszać. Wespół z PWY myjemy też naczynia, kroimy owoce itp. Prawdę mówiąc nasze spotkania świąteczne nie mają aż tak odświętnego charakteru ze względu na mocno okrojoną komórkę rodzinną. Wielu z tradycji (niestety?) też nie przestrzegamy – na przykład nie zastawiamy stołu dla przodków, którym w czasie Chuseok należy ukłonami do ziemi podziękować za wszelką w życiu pomyślność. Święta to dla mnie w sumie sama przyjemność: spożywanie domowych posiłków, wspólne gry (np. hwatu) i brzuchy rubasznie wystawione ku górze. Wszystko we właściwych proporcjach. Wspólny czas spędzamy raczej bezkonfliktowo i za ten właśnie przejaw życiowego szczęścia wypada mi chyba podziękować podczas tegorocznego Chuseok...


Prawidłowe zastawienie stołu
dla rytuału uczczenia przodków.

<Źródło>


Przykład zastawionego stołu
dla rytuału uczczenia przodków.

<Źródło>




Hwatu (Go-Stop)


W Korei wielkimi krokami zbliża się Święto Dziękczynienia (Chuseok), co oznacza między innymi, że po jednym z kolejnych sutych posiłków teściowa i PWY z nieposkromioną satysfakcją orżną mnie w karty. Oprócz dumy stracę z tego tytułu cenne zaskórniaki. Taka już moja coroczna dziękczynna dola.

Hwatu

Wszystko zaczyna się od wydobycia z dna szafy zielonego, flanelowego koca, na którym rozegra się karciana jatka. PWY wygładza rozłożony na stole pled, tasuje malutkie, grube karty, każe mi przełożyć, rozdaje. Jak zwykle wygrywam pierwsze rozdanie; to, które ma jedynie na celu przypomnienie mi zasad gry. Poprawiamy się na stołkach, PWY zaciera ręce i szelmowsko się do mnie uśmiecha. Teściowa do sprawy podchodzi ze stoickim spokojem – siedzi ze złożonymi na stole dłońmi, poziewując w poobiedniej atmosferze cielesnego rozleniwienia. 

Karty rozdane, jedziemy z tym koksem. PWY z trzaskiem rzuca karta po karcie na stół coraz bardziej marszcząc czoło w skupieniu. W oku teściowej dostrzegam iskrzenie diabelskich ogników, jej prawy kącik ust uniesiony w skrywanym półuśmiechu. Coś knuje, albo tylko udaje, że knuje próbując w ten sposób zastraszyć przeciwników. Stara wyga. Ja, jak na corocznego nowicjusza przystało, próbuję jedynie za obojgiem nadążyć ciągle plącząc się w kojarzeniu zagmatwanych obrazków. Na koniec wykładam się z drobniaków, a na pocieszenie pochłaniam smakowitą gruszkę.

Hwatu (Wojna Kwiatów), często też nazywana „Go-Stop” lub „Godori”, to bardzo popularna gra karciana mimo że do Korei zawitała podczas okupacji japońskiej w latach 1905-1945 (w Japonii gra ta nazywa się Hanafuda). Już tradycyjnie rozrywka ta jest obowiązkowym punktem rodzinnych spotkań podczas obchodów Księżycowego Nowego Roku (Seollal) oraz Święta Dziękczynienia (Chuseok). Wielu starszych ludzi namiętnie grywa w hwatu w parkach lub u podnóża gór; znane są też przypadki nielegalnych gier o wielkie pieniądze.

Talia hwatu składa się z 48 kart podzielonych na 12 zestawów po 4 karty oraz (zazwyczaj) 4 karty specjalne. Naukę gry należy rozpocząć od zapamiętania, jak każdy z tych zestawów wygląda:




W hwatu najczęściej grają trzy osoby. Osoba znajdująca się po prawej stronie rozdającego przekłada karty na dwie części (rozdaje się wtedy karty z dolnej kupki) lub pozostawia je bez zmian klepiąc górę talii (karty rozdawane są wtedy z całej puli). Rozdający odlicza sobie cztery karty, a następnie w kerunku przeciwnym do wskazówek zegara obdarowuje nimi pozostałych graczy (znowu cztery karty na osobę). Kolejne trzy karty wyłożone zostają na środek obrazkami ku górze. Kontynuując, każdemu z graczy rozdane zostają dodatkowe trzy karty (każdy ma razem siedem kart) oraz dodatkowe trzy karty wykładane są na stół (razem sześć kart). Pozostałe karty pozostają w kupce.

Podstawową zasadą gry jest dobieranie kart z tego samego zestawu i odkładanie ich na bok celem kolekcji punktów. Rozdane karty kojarzy się z tymi, które leżą na stole według zestawów z powyższej tabelki. Gdy nie posiada się żadnej pasującej karty należy wziąć pierwszą z kupki na stole. Gdy nowej karty w dalszym ciągu nie możemy zestawić w parę, zostawiamy ją na stole dla kolejnych graczy. Każde skojarzone ze sobą karty odkładamy na bok – to nasze potencjalne punkty.

Odłożone na bok karty należy układać w „grupy”, dzięki którym obliczymy wynik każdego z graczy:

1. Kwang („Światełka”): kolekcjonowane według chińskiego znaku , który oznacza “światło” lub “jasność”.




Punkty:
  • 5 kart = 15 punktów
  • 4 karty = 4 punkty
  • 3 karty = 3 punkty, jeżeli w komplecie nie ma karty kwang poniżej.
  • 3 karty = 2 punkty, jeżeli w komplecie znajduje się karta kwang poniżej.



2. Yul („Zwierzęta”): kolekcjonowane według rysunków zwierząt.




Punkty:
  • 5 kart = 1 punkt; każda dodatkowa karta powyżej pięciu to 1 dodatkowy punkt (np. 6 kart yul = 2 punkty, 7 kart yul = 3 punkty itd.)
  • 7 kart i więcej = podwojenie wszystkich punktów zebranych w grupie kart yul, ale także tych zgromadzonych we wszystkich innych grupach
  • W przypadku zebrania kompletu kart poniżej (ptaki) otrzymuje się 5 punktów (tzw. godori)



Uwaga: Poniższe karty nie uważa się za karty z ptakami:



3.  Tti („Wstążki”): kolekcjonowane według rysunków wstążki (4 „rodziny”!)





Punkty:
  • 5 kart = 1 punkt; każda dodatkowa karta powyżej pięciu to 1 dodatkowy punkt (np. 6 kart tti = 2 punkty, 7 kart tti = 3 punkty itd.)
  • 3 karty z tej samej „rodziny” = 3 punkty (karta z czwartej „rodziny” liczy się jedynie jako karta tti)

4. Pi („Śmiecie”): pozostałe karty, które posiadają jedynie obrazek rośliny bez dodatkowych elementów.





Punkty:
  • 10 kart = 1 punkt; każda dodatkowa karta powyżej dziesięciu to 1 dodatkowy punkt (np. 11 kart pi = 2 punkty, 12 kart pi = 3 punkty itd.)
  • Karty pi poniżej dodają do całkowitej sumy po 2 punkty każda.



Celem gry jest zdobycie jak największej ilości punktów (przed grą określa się monetarną równowartość takowych). W momencie, gdy jeden z graczy ma co najmniej 3 punkty musi zadeklarować się, czy gra dalej („Go”), czy kończy grę („Stop”). W przypadku zakończenia gry do jego 3 punktów dolicza się punkty zdobyte do tej pory przez pozostałych graczy. Jeżeli gracz wyraża chęć dalszej gry jego prawo do „Go”/”Stop” odnawia się jedynie w momencie zwiększenia się ilości jego punktów. W momencie wyrzucenia ostatniej karty można zawołać jedynie „Stop”. W sytuacji, gdzie nikt nie może zawołać „Stop” (bo na przykład nie ma minimalnej ilości punktów), ten sam rozdający ponownie tasuje karty, a w następnej rundzie punkty są podwajane (nagari). Jeżeli jeden z graczy w swoim rozdaniu posiada wszystkie cztery karty dowolnego z dwunastu zestawów opisanych w tabelce powyżej, od ręki otrzymuje 5 punktów (bez doliczania punktów uzbieranych przez pozostałych graczy) i runda kończy się (chong tong). 



I tyle jeżeli chodzi o absolutne podstawy. Do tego dochodzi cała litania punktów ekstra, kart bonusowych, kar, ustaleń indywidualnych; zasad, w których rozeznać się mogą tylko stali gracze. Pewnie dlatego z reguły przegrywam z kretesem, wzbudzając w tym niezrozumiałą wesołość mojej koreańskiej rodziny. Ale nic to – na koniec zjadam moją ogromną gruszkę, którą na utopienie smutków obiera mi teściowa, a wygrana PWY i tak wraca do mojego portfela.

No i ile jest przy tym zabawy!



Stypa


Jeszcze kilka lat temu musieliśmy z PWY dosyć często uczestniczyć w ślubach wszelkich znajomych - od ludzi, z którymi razem studiowaliśmy, przez mniej lub bardziej znanych nam współpracowników, po osoby, z którymi praktycznie nie zamieniliśmy słowa. Tradycja ta, jak dla mnie, była ogromnie irytująca. Po pierwsze dojazd i powrót do domu zajmowały więcej czasu niż sam ślub. Po drugie każda taka eskapada wiązała się z koniecznością wyłożenia niebagatelnej sumy, przekazywanej parze młodej w specjalnej kopercie. Po trzecie sam ślub, jego mało podniosła atmosfera i tandetnie komercyjny ambiance, niezmiennie wzbudzał we mnie egzystencjalny smutek.

W ciągu ostatnich dziewięciu lat w koreańskim pogrzebie brałam udział tylko raz. W ciągu ostatniego roku musiałam pojawić się już na dwóch i dzisiaj szykuje mi się trzeci. Przyszedł sms - zmarł ojciec męża mojej rosyjskiej koleżanki. I tak zastanawiam się, czy aby to nie znak bardzo szybko upływających lat i czy to już nie najwyższy czas zacząć się martwić. Dlatego też zamiast walentynkowo będzie dzisiaj trochę na opak i nie na miejscu, bo o koreańskich uroczystościach żałobnych. 

Koreańska stypa ma zazwyczaj miejsce w domu pogrzebowym usytuowanym w szpitalu, gdzie zmarła osoba spędziła swoje ostatnie chwile. W większych szpitalach sal pogrzebowych jest wiele, więc zawsze dobrze jest sprawdzić dwa razy, czy jest się w tej właściwej. Droga do sali udekorowana jest pokaźnymi wieńcami sponsorowanymi przez najbliższych, ale też firmę, w której zmarły pracował i przez te, z którymi prowadził interesy. Od przeciętnego gościa nie oczekuje się żadnej wiązanki, a tym bardziej tak wielkiego wieńca.

Korean Funeral Flowers
Typowe, podłużne wieńce pogrzebowe.
Źródło: asmythie

Tuż po wejściu na salę ma miejsce ceremonia pożegnania zmarłego. Najczęściej cały rytuał rozpoczyna się od wyciągnięcia białej chryzantemy z naczynia ustawionego przy drzwiach wejściowych. Następnie podejść należy do ozdobionego czarną tasiemką zdjęcia zmarłego i złożyć kwiat u jego podstawy. Opcjonalnie zapalić można też kadzidełko lub odprawić obrządek z alkoholem. W tym drugim przypadku opróżniamy naczynie znajdujące się naprzeciwko zdjęcia zmarłego do miski, znajdującej się na podłodze. Następnie nalewamy odrobinę alkoholu z czajniczka znajdującego się u podnóża ołtarza, obracamy czarę z alkoholem trzy razy po okręgu ponad kadzidełkiem (podtrzymując ją obiema rękami!), po czym umieszczamy ją ponownie przed zdjęciem. Następnym krokiem jest oddanie zmarłemu hołdu, który polega na dwóch skłonach czołem do samej ziemi oraz jednym półukłonie (tzw. 2,5 ukłonu). Następnie taki sam głęboki pokłon oraz półukłon (tzw. 1,5 ukłonu) oddaje się rodzinie zmarłego (jej reprezentanci czuwają u boku ołtarza), która odwzajemnia się tym samym. Najczęściej na straży obok ołtarza stoją synowie lub męscy członkowie rodziny (czyli ci, którzy posiadają prawo dziedziczenia) i tylko oni mogą kilkakrotnie odwiedzać salę pogrzebową. Koreańscy chrześcijanie raczej nie biją czołem o ziemię (a w szczególności nie wobec zmarłej osoby, bo zakazuje im tego religia) oferując w zamian krótką modlitwę przed zdjęciem nieboszczyka i zwykłe wyrazy współczucia składane rodzinie.

Sala pogrzebowa. 
Źródło: sanchonhunjang



Po tym ważnym rytuale należy przejść do stanowiska z urną, gdzie wrzuca się kopertę z pieniędzmi. Na stanowisku tym często znaleźć też można księgę kondolencyjną, w której warto odnotować swoją obecność. Zdarza się, że urna na koperty znajduje się przed wejściem na salę pogrzebową i że to od tego kroku należy rozpocząć cały rytuał.


Urna na koperty z pieniędzmi.
Źródło: sanchonhunjang



Wysokość przekazywanych środków zależy od stopnia pokrewieństwa lub zażyłości ze zmarłym. Specjalne koperty opatrzone tradycyjnymi chińskimi ideogramami można znaleźć w każdej firmie lub kupić w każdym sklepie z papeterią. (Dla zapominalskich koperty znajdują się też obok urny, ale odliczanie banknotów tuż przy wejściu nie jest w zbyt dobrym stylu.) W przypadku pogrzebu wybrać należy kopertę z dwoma ideogramami, w przypadku wesela - z trzema. Przynajmniej ja sobie radzę w ten sposób. Ten bardzo rozbudowany system wręczania kopert przy jakiejkolwiek okazji jest rodzajem długoterminowej inwestycji. Większość ludzi w swoim życiu wejdzie w związek małżeński, pozna smak pierwszych urodzin swojego dzieciaka, będzie musiała pochować najbliższych. Prędzej czy później wydane pieniądze na te same okazje u znajomych zwrócą się z naddatkiem, kiedy zajdzie taka potrzeba - każdy, kto otrzymuje koperty z pieniędzmi prowadzi bowiem zeszyt skrupulatnie zapisując "kto" i "ile" po to, żeby w odpowiednim momencie tę samą lub większą sumę zwrócić darczyńcy. Wszystkie tego rodzaju obrządki w Korei wiążą się z całkiem sporymi wydatkami, a kolektywna wspomoga uczestników danej ceremonii w dużym stopniu odciąża rodziny budżet.


Koperta, w której ofiarowuje się wspomogę finansową 
rodzinie zmarłego. Po lewej wierzchnia strona koperty; 
po prawej jej tył, gdzie wypisuje się dane ofiarodawcy
 - imię i nazwisko, firmę, dział itp.



Uroczystość pożegnania zmarłej osoby wiąże się też z koniecznością przyodziania przez żałobników odpowiednich szat. Najstarszy syn lub najbliżej spokrewniony ze zmarłym, męski członek rodziny, tzw. sangju, musi jedynie postarać się o biało-czarną przepaskę nakładaną na rękaw czarnego garnituru. To on odpowiada za organizację całego pogrzebu.


"Sangju" - prawowity dziedzic, 
który organizuje cały pogrzeb.
Źródło: sanchonhunjang

Pozostali męscy przedstawiciele rodziny zmarłego przyoblekają żółte, lniane hanboki z charakterystycznie wydłużonymi okryciami głowy. Nie rozstają się oni też z bambusowym kijem. Kobiety natomiast narzucają na swoje codzienne ubranie białe lub czarne nakrycia imitujące wierzchnią część kobiecego hanboka. Wszystkie stroje te dostępne są na miejscu, w domu pogrzebowym.


Ubrania pogrzebowe męskich członków rodziny zmarłego.
Źródło: sanchonhunjang

W przeciwieństwie do ślubu, który w Korei trwa około godziny (niektórzy goście wychodzą już po piętnastu minutach: koperta do urny, wpis w księdze okolicznościowej, szybki obiad i gotowe), stypa rozpoczyna się jeszcze w dniu śmierci bliskiego i trwa do trzech dni. Rodzina nieboszczyka przez cały ten czas - dzień i noc - przyjmuje gości w domu pogrzebowym praktycznie nie śpiąc i nie biorąc prysznica. Po wyżej opisanej ceremonii pożegnania zmarłego dalsi znajomi rodziny pozostają w budynku około godziny, posilając się w przybocznej sali, rozmawiając, wypijając z jej członkami kieliszek lub dwa soju. Ci bardziej związani ze zmarłym mogą i pozostać całą noc, a to grając w karty hwato (lub jak kto woli go/stop), a to opróżniając kolejne butelki koreańskiej wódki. Jest to czas oczyszczenia przez fizyczne i emocjonalne wyczerpanie, rodzaj kolektywnego podtrzymywania na duchu tych, którzy tego potrzebują. 

Po tak spędzonych trzech dniach następuje bardziej prywatna część uroczystości pogrzebowych, w której uczestniczy już tylko najbliższa rodzina. Ciało zmarłego obmywa się i składa do trumny, która przewieziona zostaje do krematorium. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kremacja w Korei była wielkim tabu. Niestety twarde realia koreańskiej rzeczywistości - a w szczególności ceny gruntu windowane małą, w 75% pokrytą górami powierzchnią kraju - zmusiły Koreańczyków do tego bardziej pragmatycznego podejścia. Kremacja ciała zajmuje około półtorej godziny (często trzeba czekać w kolejce mimo  umówionej pory), a urna z prochami przenoszona jest do specjalnego budynku i składana w uprzednio przygotowanej wnęce. Ci, którzy pozwolić mogą sobie na wykupienie miejsca na tradycyjny nagrobek udają się najczęściej do eksperta, który takie miejsce wskaże biorąc pod uwagę wiele elementów takich jak: nasłonecznienie, odległość od źródła wody, stopień nachylenia pagórka itd. W takim przypadku ciało składa się w grobie, a nad nim buduje kopiec - im ważniejsza osoba, tym większa kopuła.
     
Kopce grobów z charakterystycznym palem nagrobkowym. 
Im większy kopiec, tym ważniejsza osoba.
Źródło: bitchofbangkok

Czczenie przodków (tradycyjnie pięć pokoleń wstecz) ma w Korei bardzo długą tradycję i wiąże się z wieloma rytuałami przeprowadzanymi kilka razy w roku - ogólnie nazywane są one Jesa. Gijesa to obrządek odprawiany rokrocznie w rocznicę śmierci zmarłego. Seongmyo to zwyczaje praktykowane przy grobie. Przynajmniej dwa razy w roku, w czasie Księżycowego Nowego Roku (Seollal) oraz Święta Dziękczynienia (Chuseok), odprawiana jest tzw. Charye. W domu jednego z członków rodziny ustawia się wtedy specjalny stół, a na nim w określonym porządku tradycyjną żywność. Według tradycji jedynie ci, którym dane jest prawo dziedziczenia (czyt. mężczyźni), mają prawo do składania hołdu. Ostatnimi czasy zdarza się jednak, że kobiety również dopuszczane są do tego rodzaju obrządków.

Typowe nakrycie stołu przy rytuale Jesa 
- oddawania czci przodkom.
Źródło: Wikipedia

Rutuał Seongmyo - odwiedzanie grobu zmarłych, 
kiedy to przodkom oferuje się żywność oraz alkohol.
Źródło: koreajjang


Obecnie wiele zwyczajów związanych ze śmiercią bliskiego uległo już zatarciu, wiele z nich zaadaptowanych zostało na potrzeby ducha nowych czasów. Ciągle jednak szacunek dla przodków jest jednym z fundamentów koreańskiej kultury. Podobnie jak respekt wobec "starszych" wiekiem, rangą, a nawet... płcią.





Świńskie obrządki


Świnia to zwierz w Korei szczególny. Kiedy pojawi się w snach, Koreańczycy pędem maszerują do kolektury, żeby (prze)kupić swój los. A to z powodu niespotykanej płodności lochy - podobno za jedynym zamachem potrafi ona wydusić z siebie do piętnastu różowiutkich prosiaczków. Któż miałby za złe pomnażanie swojego majątku w tak przebojowy sposób? Drugim, chyba jednakowo spektakularnym omenem jest to, że chiński ideogram oznaczający świnię (豚wymawia się w hanji jako "don", co w języku koreańskim oznacza właśnie pieniądze (돈).

Świnia odgrywa również niemałą rolę w koreańskim (i nie tylko) szamanizmie. Niektóre obrządki tego rodzaju przeniknęły do codziennej kultury Koreańczyków i są dosyć powszechnie praktykowane po dzień dzisiejszy. Przykładem może być gosa (고사), rytuał, który zapewnić ma nowemu przedsięwzięciu wszelaką pomyślność. 

Dla przykładu w zeszły weekend ojciec mojej koreańskiej podopiecznej kupił samochód. Nie jest to jednak zwykły pojazd, a taksówka - czyli biznes, mający za zadanie podreparowanie finansów rodziny. Stąd gosa na szczęście. Sposób postępowania? Na jednym z bardziej tradycyjnych rynków, na przykład Namdemun Market, kupujemy głowę świni. Im bardziej uśmiechnięta (!) tym lepiej, ale też i tym drożej. To makabryczne popiersie lokujemy w pobliżu samochodu, wśród owoców, tradycyjnych, ryżowych ciastek tteok (떡), suszonych ryb i innej strawy. Niezbędne jest też sfermentowane wino ryżowe, makgeolli, co by spryskać obficie opony, a resztę wypić na zdrowie. W międzyczasie rodzina oraz zaproszeni goście składają  trzy pokłony oraz wpychają koreańskie wony do pyska, uszu i nozdrzy świni - wszystkie te pieniążki idą do kieszeni właściciela. Po obrządku głowę świni najczęściej wyrzuca się, ale zdarza się, że jest ona gotowana i konsumowana.



Rytuał gosa (고사) - w uśmiechiętym pysku, nozdrzach i uszach zmasakrowanej świni sterczą koreańskie banknoty.


Pokłony przed pyskiem świni - prośba o pomyślność nowo otwieranego biznesu, w tym przypadku zakupu samochodu na taksówkę.


Gosę odprawia się w większości nowo otwieranych interesów - biur, hal produkcyjnych, zakupu samochodu na taksówkę itd. Co ciekawe, niedawno dowiedziałam się, że nawet w naszej stoczni, przed lądowaniem statku lub platformy wiertniczej podobny rytuał jest konsekwentnie egzekwowany po to, żeby zapewnić konstrukcji bezwypadkowość. Dopiero w obecności właściciela, podczas oficjalnej ceremonii nadawania nazwy, ucieka się do bardziej zachodniego zwyczaju tj. rozbijania szampana o burtę/strukturę budowli. Stąd może takie powodzenie koreańskich stoczni?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...