Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

Aparat


Jest młodziutka, śliczna, pewna siebie, niezwykle bystra, pełna entuzjazmu i wspaniałego poczucia humoru. Naprawdę cieszę się, że jest moją podopieczną.


Pewnego dnia przychodzi do pracy obolała, z napuchniętą buzią i przekrwionymi z niewyspania oczami. Pytam, co i jak. Okazuje się, że kazała sobie wyrwać dwa zęby. Dwa następne czekają do kolejki w następnym tygodniu. Dlaczego?

Chce być piękna. Będzie przez prawie dwa lata nosić aparat ortodontyczny, po to żeby zmienił się jej kształ twarzy ze znienawidzonego koreańskiego owalu w odwrócony do góry nogami trójkąt. Zmniejszy się jej też w ten sposób sama twarz, a mała twarz to w Korei jeden z ważniejszych kanonów piękna. Poza tym, z powodu bólu i przeszkadzających drucików aparatu będzie mniej jadła, a więc i schudnie.



Przerwa obiadowa



Każda większa korporacja w Korei ma w swoim budynku stołówkę i salę gimnastyczną. Często posiłki (śniadanie, obiad, kolacja) i dostęp do klubu jest dla pracowników darmowy lub oferowany za niewielką opłatą.  

Od czasu, kiedy wypadł mi dysk musiałam zmienić swój tryb życia. Codziennie w  czasie obiadu schodzę do klubu fitness na czterdziestominutową gimnastykę z elementami jogi i siłownię. Po czym w dziesięć minut pochłaniam obiad na szesnastym piętrze naszego budynku. Po pracy albo ponownie idę na salę gimanstyczną – tym razem, żeby przez godzinę szybko pochodzić – albo wybieram się na basen.

W czasie przerwy obiadowej wiele Koreanek schodzi do szatni razem ze mną. Nie po to jednak, żeby się przebrać i pogimnastykować. Z szafek wyciągają one koce, peleryny, poduszki, podnóżki, opaski na oczy (lub po prostu ręczniki), a nawet ogromne koce elektryczne (w lecie w Korei w budynkach jest okrutnie zimno z powodu klimatyzacji). Przez całą godzinę śpią na podłodze, jedna obok drugiej, telefon obok telefonu; często gaszą w całej szatni światło. Po ćwiczeniach przeskakuję leżące ciała, telefonem oświetlam sobie wnętrze własnej szafki, biorę szybki prysznic i wychodzę. Pozostawiam Koreanki w błogim śnie –a mają one jeszcze dziesięć minut. 

Bo Koreanki te obiadów nie jadają...


Basen



Wzięłam dwutygodniowy urlop, co by podreperować swoje zdrowie, a w szczególności wypadnięty w siedemdziesięciu procentach dysk. Po kilku dniach spędzonych w stanie horyzontalnym (rymuje się i to całkiem na miejscu z „agonalnym”) i dzięki dosyć dużej dawce środków przeciwbólowych zaczęłam chodzić codziennie na basen i fizjoterapię (akupunktura, miejscowe rażenie prądem i inne tego rodzaju wynalazki medycyny orientalnej). 

Koreańczycy mają bzika na punkcie zdrowia. W każdej wolnej chwili wszyscy zdają się maszerować, biegać, jeździć na rowerze, ćwiczyć na siłowni, uczyć się tańca brzucha bądź jazz dance, wspinać po górach, wygrzewać na saunie, szorować z zacietrzewieniem ciało kompletnie zdzierając stary naskórek, uciskać specyficzne punkty na czaszce, masować i okładać swoje ciało pięściami dla lepszego ukrwienia. Ajumy (starsze, zamężne kobiety) z zapałem wynajdują „smakołyki” o cudownych właściwościach: wodę spuszczaną prosto z drzew, wywary z kory, zioła zbierane w górach i zbijane w masę z ryżem (podobno „dobre dla kobiet”) i wiele innych, których nie potrafię nawet nazwać. Ostatnio w telewizji ukazał się program, gdzie udowadniano zalety kolagenu na przykładzie myszy, której podawano słoninę i która dzięki niej przerosła dwukrotnie swoją partnerkę. Następnego dnia w Seulu nigdzie nie można było już takowej słoniny dostać. Furorę robi też Omega-3 (ale koniecznie ta z fok, nie z ryb) i glukozamina. Węgorze i sfermentowane ryby (śmierdzą tak, że oczy same niekontrolowanie uciekają do tyłu) działają cuda na męski „wigor”, a kimchi, jak powszechnie wiadomo, jest dobre na wszystko – chroni nawet przed świńską grypą.

Koreańczycy są niesamowicie zdyscyplinowanym narodem. Nikt sobie nie pobłaża – do tego stopnia, że czasem podejrzewam tutaj skłonności sadomasochistyczne. I właśnie w tym tkwi sekret dobrej kondycji fizycznej Koreańczyków, nawet w obliczu innego narodowego sportu – nagminnego pijaństwa. Nie uważam się za najgorszego pływaka. Mimo to opadła mi szczęka, jak zobaczyłam to, co wyprawiają tutejsze czterdziesto-, pięćdziesięciolatki. Godzina pływania w dosyć szybkim tempie bez żadnej przerwy (!) wszystkimi możliwymi stylami: kraul, grzbiet, żabka, motylek (!!!). MOTYLEK!!! A na koniec gromkie okrzyki „fighting!!”, żywe rozmowy w saunie (jedna kobieta w szpagacie, inne w idealnej pozycji kwiata lotosu) – ja ledwo dyszę, pokazywanie sobie ćwiczeń na taką lub inną dolegliwość, wcieranie sobie nawzajem różnych maści, wzajemne masowanie… 

Co tam jakiś tam wypadnięty dysk…


Dieta muffin'owa



Ostatnio z życiowej zgryzoty przybyło mi kilka dobrych kilogramów. A że zaczęło pobolewać mnie kolano, a portki wszelakie uniemożliwiły oddychanie, zdecydowałam się na odbudowanie swojej poprzedniej kondycji.

I im bardziej zawzięcie jestem na diecie, tym z większą rezygnacją na koniec dnia potrzebuję wtrząchnąć mufina. Czekoladowego. 

Bo dieta to cholernie przygnębiająca i frustrująca rzecz.


Brązowo mi



Koreanki połykają środki przeczyszczające jak cukierki. Efektem jest ich godna pozazdroszczenia filigranowa figura. Niestety efektem ubocznym, z którym to ja muszę się borykać, są dantejskie sceny w firmowych ubikacjach. 


Środa
Otwieram drzwi toalety a tam (za przeproszeniem tych o słabszych nerwach) rzadka sraczka, nawet nie w muszli tylko na sedesie. Rzuca mną o ścianę, ale dzielnie decyduję, że takie małe „gówno” nie zepsuje mi dnia. Małymi acz szybkimi kroczkami drepczę na inne piętro. Wyobrażam sobie biedną Koreankę, która przedobrzyła ze środkami przeczyszczającymi. No bo w końcu jak ona..., okrakiem? Z pozycji stojącej? Odzywa się we mnie Sherlock Holmes.

Czwartek
Otwieram drzwi toalety a tam, niczym deja vu, ta sama scena. Tym razem na kartce papieru A4, sfotografowana przez kogoś bardziej niż ja wkurzonego nagłym spotkaniem twarzą... w twarz (?) z kupą. Pod zdjęciem odezwa do autora rzadkiej sraczki.

Piątek
Sfotografowana kupa ciągle straszy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...