Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa kobiet. Pokaż wszystkie posty

Ciąża


Podczas spotkania autorskiego na Targach Książki w Pałacu Kultury i Nauki padło pytanie o to, jak w miejscu zatrudnienia traktowane są ciężarne Koreanki. To świetne pytanie, bo odpowiedź na nie wspaniale obrazuje przemiany prawne i społeczne, jakie dokonują się obecnie w Korei. Zmiany te wymuszone są do pewnego stopnia bardzo niskim odsetkiem urodzeń - według oszacowań CIA -The World Factbook na rok 2012 na jedną kobietę przypada tutaj średnio 1,23 dzieci (w Polsce - 1,33).

Na początek kilka faktów. Jeszcze do niedawna koreańskie Prawo Pracy przewidywało 60 dni płatnego urlopu macierzyńskiego oraz 3 dni bezpłatnego urlopu ojcowskiego. Obecnie kobieta ma prawo do 90-dniowego płatnego urlopu macierzyńskiego, z czego przynajmniej 45 dni musi ona wykorzystać po porodzie. W czasie takiego urlopu otrzymuje ona swoją miesięczną płacę podstawową, której wysokość nie może jednak przekroczyć 1,350,000KRW (ok. 3950PLN). Po ostatniej nowelizacji mężczyzna może wykorzystać 3 dni urlopu płatnego oraz dodatkowe 2 dni urlopu bezpłatnego. Dodatkowo, zarówno kobieta jak i mężczyzna mają prawo do rocznego urlopu wychowawczego, w czasie którego otrzymują zapomogę od państwa w wysokości 500,000KRW/miesiąc (ok. 1460PLN) bez względu na wysokość swoich zarobków. Suma ta już w 2012 roku ma wzrosnąć do 1,000,000KRW (ok. 2930PLN). Dla porównania minimalna płaca w Korei w roku 2011 stała na poziomie 900,000KRW (ok. 2630PLN). Ustawodawstwo koreańskie przewiduje jeszcze kilka innych udogodnień dla pracujących rodziców, ale umówmy się - to już jest zupełna fikcja, która w praktyce nie ma absolutnie żadnego zastosowania.

No właśnie, prawo prawem, a jak to wszystko wygląda w rzeczywistości? Na pewno sytuacja w sektorze publicznym przedstawia się dla kobiet o wiele korzystniej: rząd promuje zatrudnienie kobiet oraz przestrzeganie należnych im praw opisanych powyżej (ciekawostka: w koreańskim Prawie Pracy istnieje zapis o prawie kobiety do jednego dnia wolnego w ciągu miesiąca z powodu menstruacji). Stąd liczba kobiet pracujących jako urzędnicy państwowi jest imponująca, co skutkuje między innymi w ich aktywnym udzielaniu się w polityce kraju. Dla przykładu przywódcy dwóch największych partii w Korei to kobiety. Park Geun Hye (박근혜) to lider konserwatywnej Partii Saenuri (새누리당) [50,7% miejsc w ZN], córka zamordowanego prezydenta Park Jeong Hui (박정희), uważanego przez jednych za bezwględnego dyktatora, przez innych za człowieka, który doprowadził do bezprecedensowego rozwoju gospodarczego kraju. Park Geun Hye uważana jest również za poważną pretendentkę do fotelu prezydenta Korei w zbliżających się grudniowych wyborach. Nie ma ani męża, ani dzieci co najprawdopodobniej związane jest z tym, że - po zabójstwie matki na zlecenie północnokoreańskiego rządu - jako bardzo młoda osoba  musiała przejąć obowiązki Pierwszej Damy u boku własnego ojca. Co ciekawe, z ramienia Partii Saenuri do Zgromadzenia Narodowego dostała się również Jasmine Lee, pierwszy nieetniczny (pochodzi z Filipin) reprezentant płci pięknej. Han Myeong Suk (한명숙), urodzona w Pyeongyang, dowodzi bardziej postępową Zjednoczoną Partią Demokratyczną (민주통합당) [42.3% miejsc w ZN]. Jako pierwsza kobieta w Korei oficjalnie piastowała też stanowisko premiera w latach 2006-2007. Zamężna, posiada jednego syna.


Park Geun Hye (박근혜), liderka Partii Saenuri (새누리당).<Źródło>


Han Myeong Suk (한명숙), liderka Zjednoczonej
Partii Demokratycznej (민주통합당)
<Źródło>


Jasmine Lee, pierwsza cudzoziemka (Filipiny) w koreańskim
Zgromadzeniu Narodowym z ramienia Partii Saenuri (
새누리당). 
 <Źródło>



Jeżeli chodzi o sektor prywatny to jest on zdecydowanie zdominowany przez płeć brzydką. Nawet niezamężne i bezdzietne kobiety mają nikłe szanse, żeby wspiąć się na najwyższe szczeble korporacyjnej hierarchii. O tym pisałam już wcześniej na blogu. Jeżeli chodzi o panie, które decydują się na dziecko to ich sytuacja w dużej mierze zależy od kultury organizacyjnej firmy, w której pracują. Zdarza się, że kobietom w sposób zaowalowany uniemożliwia się wykorzystanie prawnie gwarantowanego urlopu macierzyńskiego. Na przykład, kiedy tylko pojawia się brzuszek, przyszłej matce uporczywie sugeruje się przejście "na urlop" (te "dobroduszne sugestie" najczęściej wychodzą od bezpośredniego przełożonego i współpracowników), żeby nie zakłócała ona swoim widokiem porządku w firmie - mężczyźni mają być rzekomo rozpraszani obecnością kobiety przy nadziei. W praktyce często oznacza to, że kobieta musi z pracy odejść, bo nie kwalifikuje się jeszcze do prawnie przysługującego jej urlopu macierzyńskiego... 


W obu konglomeratach, w których przyszło mi pracować, sytuacja miała się trochę lepiej. Kobiety nawet w bardzo zaawansowanej ciąży przychodziły do pracy całe dnie spędzając jednak na dosyć biernym uczestniczeniu w życiu swojej grupy - z powodu swojego błogosławionego stanu automatycznie stawały się osobami "nietykalnymi", którym poważniejszych obowiązków nie powierza się dla ich własnego dobra. Te bardziej ambitne wracały do pracy po 3-5 miesiącach nieobecności mimo że w wielu przypadkach zupełnie się to finansowo nie kalkulowało. (Jeżeli kobieta chce skorzystać z pełnego urlopu wychowawczego może nagle zostać poproszona przez firmę o przeniesienie się do placówki w innym mieście lub kraju, co właśnie z powodu nowonarodzonego dziecka równoznaczne jest z koniecznością złożenia rezygnacji. Korzystanie z urlopu wychowawczego przez mężczyzne jest jeszcze rzadsze - po rocznej nieobecności nie miałby on raczej szans na dalszą karierę w swoim koncernie). W Korei system żłobków praktycznie nie istnieje, a przedszkola i opiekunki do dzieci są horrendalnie drogie. Przy wynagrodzeniu kobiety szacowanym na średnim poziomie 62% tego, co otrzymuje mężczyzna, lepiej opłaca się jej zostać w domu i samej zajmować się dzieckiem. Ponadto kobieta, nawet jeżeli wróci do pracy, nigdy już nie będzie traktowana jak pełnowartościowy pracownik. W naznaczonej konfucjonizmem mentalności Koreańczyków podstawową rolą kobiety jest opieka nad dziećmi, mężem i gospodarstwem domowym. Ta dziedzina życia jest jej wrodzonym priorytetem, wynikającym z przypisanych jej przez naturę predyspozycji. Z tego powodu Koreańczycy zakładają unisono, że zawodowa kariera kobiety posiadającej dzieci w naturalny sposób schodzi na dalszy plan, a co za tym idzie nie można wymagać od niej poświęcenia, lojalności, efektywnej, ciężkiej pracy. Ma ona zupełnie inne troski na swojej głowie, zupełnią inną funkcję społeczną do spełnienia. W rezultacie pracującym matkom bardzo trudno jest odzyskać swoją zawodową wiarygodność oraz awansować w strukturze organizacyjnej koncernu nawet jeżeli jest to ich ambicją. Mimo często lepszego wykształcenia i kwalifikacji rola kobiet w korporacji jest w ten sposób całkowicie marginalizowana.

Na zakończenie tego dosyć przygnębiającego tematu mała nowalijka, którą zaproponowano w naszym przedsiębiorstwie - specjalne ubrania dla kobiet w ciąży, które... mają chronić przed promieniowaniem komputerowym...


Do wyboru trzy typuy sukni ciążowych do noszenia w pracy -
chodzi o ochronę przed promieniowaniem komputerowym...



Morderstwo


W Korei czuję się bezpiecznie. Nie martwię się o portfel włożony w zewnętrzną kieszeń plecaka, o telefon wystający z kieszeni płaszcza, czy torebkę pozostawioną przy stoliku podczas zamawiania kawy. Późnym wieczorem jestem w stanie spacerować po Seulu bez większych obaw, ze słuchawkami na uszach. Jeszcze kilka dni temu żyłam w błogim przekonaniu, że absolutnie nic mi się tutaj stać nie może. Niestety pogląd ten musiałam zrewidować po usłyszeniu historii, która niedawno wstrząsnęła całą Koreą.

Jest pierwszy kwietnia. Dyżurny posterunku policji w Suwonie odbiera telefon alarmowy od młodej kobiety. Przerażona dziewczyna twierdzi, że została uprowadzona, napastnik próbuje dokonać na niej gwałtu, podaje dosyć dokładne położenie miejsca porwania i prosi o pomoc. Na gorącym uczynku przyłapuje ją agresor, ta szlochając przeprasza, ale sprtynie nie przerywa połączenia licząc na możliwość dokładniejszego ustalenia jej lokalizacji przez policję. Przez prawie osiem minut dwudziestu policjantów przysłuchuje się, jak oprawca knebluje dziewczynę i się nad nią znęca. Po czym wszyscy zgodnie dochodzą do wniosku, że to "zwykła sprzeczka między małżonkami". Sąsiedzi napastnika również słyszą krzyki ofiary, ale z takich samych powodów jak policjanci, zachowują dystans. Trzynaście godzin po telefonie policja odnajduje zwłoki 28-letniej kobiety. Jej ciało poćwiartowane zostało na kawałki i poupychane w czternastu plastikowych foliówkach. Szef policji podaje się do dymisji, policjanci przepraszają rodzinę, w mediach wrze od dyskusji nad wadliwością systemu zgłoszeń alarmowych, ograniczonymi uprawnieniami policjantów itp., itd. ... A mnie w głowie ciągle kołata się skwitowanie całego zajścia przez jednego z policjantów: "zwykła sprzeczka między małżonkami"...

W tym właśnie stwierdzeniu tkwi cały problem - nie w mało sprawnie działającym systemie udzielania pomocy, a w społecznym przyzwoleniu na przemoc w rodzinie. Bicie żony, szczególnie jeżeli mowa o zwyczajach panujących pośród przedstawicieli starszego pokolenia, było w Korei na porządku dziennym. Maltretowana kobieta musiała pokornie znosić swój los - rozwód był nie do pomyślenia nie tylko z powodu społecznego piętna nadawanemu rozwódce, ale również z powodów finansowych (kobieta zazwyczaj zajmowała się domem więc nie mogła zapewnić sobie sama środków do życia). Dochodzenie swoich praw na drodze sądowej spotykało się (i często nadal spotyka) z lekceważącym uśmiechem sędziego. Kłótnie domowe, to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, nikogo w Korei nie obchodzi. To wewnętrzna sprawa rodziny i interwencja jest nie na miejscu cokolwiek by się nie działo. A czasem dzieje się naprawdę zbyt wiele. Nie jest to ten typ kłótni, który polega na wymianie zdań podwyższonym tonem, trochę bardziej gorącej dyskusji. Sama byłam kilkakrotnie świadkiem wybuchu mężczyzn, którzy nierzadko pod wpływem alkoholu potrafią zdemolować całe mieszkanie. Opętany, gardłowy krzyk, rzucanie meblami, nawet wybijanie szyb w oknach... To istne szaleństwo, które dosłownie ścina mi krew w żyłach. W takich momentach cały blok jakby truchleje, wszyscy w zawieszeniu przeczekują nagłą eksplozję, po czym powracają do własnych spraw, jak gdyby nic się nie stało. 

Spóźniona reakcja i lekceważąca postawa policjantów z feralnego posterunku były bezpośrednim skutkiem takiego właśnie przyzwolenia, społecznego uznawania prawa mężczyzny do fizycznego wyładowywania swoich emocji na partnerce. I właśnie z tego a nie innego powodu młoda pani Kwak straciła swoje życie w sześć godzin (sześć!!) od momentu wezwania pomocy... 

I właśnie z tego powodu każda kobieta w Korei, w tym i ja, tak naprawdę pozbawiona jest najbardziej fundamentalnej ochrony...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...