Czy warto studiować koreanistykę?


„Czy warto studiować koreanistykę?” to jedno z najczęstszych pytań, jakie otrzymuję od Czytelników mojego bloga. Po nim niezmiennie następuje kolejne: „a jeżeli nie koreanistykę, to co?”. Oczywiście podpowiedzi poszukują te osoby, którym marzy się praca i życie w Korei.

Język koreański na pewno warto znać, ale czy potrzebna jest do tego aż koreanistyka? Pamiętajmy, że na studiach filologicznych nie wykłada się wyłącznie języka obcego. W program dydaktyczny wkomponowanych jest wiele innych przedmiotów z historii danego kraju, filozofii, literatury, antropologii kulturowej, religii, sztuki i wiele innych. Osobiście znam kilka osób, które ukończyły koreanistykę na UW i UAM, i które faktycznie całkiem dobrze sobie radzą i w Korei, i w Polsce. W Polsce – przynajmniej jeżeli chodzi o osoby z mojego otoczenia – zajmują się one tłumaczeniami przysięgłymi, ale również i literackimi, współpracują z Ambasadą Korei lub innymi placówkami mającymi na celu promowanie koreańskiej kultury, lub po prostu nauczają języka koreańskiego; grupa przedsiębiorczych dziewczyn założyła też wydawnictwo promujące literaturę Korei w Polsce; jest też kilka osób, które znalazły dobrą pracę w koreańskich firmach, choć zazwyczaj osoby te ukończyły również dodatkowe studia biznesowe. W Korei osoby po koreanistyce wykładają język polski na wyższych uczelniach (głównie w Hankuk University of Foreign Studies), wspierają działalność naszej Ambasady, zajmują się tłumaczeniami oraz pracą naukową, a także wspomagają polskie firmy, które chcą wejść na rynek koreański. Z tego, co się orientuję jednak to odsetek absolwentów koreanistyki w głównych siedzibach koreańskich korporacji jest raczej skąpy. Stąd koreanistykę polecałabym raczej prawdziwym pasjonatom (a według mnie pasja to piękna i niezwykle wartościowa rzecz, którą należy pielęgnować!), a reszcie na pewno wystarczą kursy językowe i zdanie egzaminu S-Topik.

Niestety aktualnie żadna bardziej licząca się firma w Korei nie zatrudni już obcokrajowca tylko dlatego, że ten mówi po koreańsku. Rynek przecycony jest osobami o całkiem solidnych kwalifikacjach, wliczając w to tzw. kyopo, czyli Koreańczyków, którzy wychowali się lub dłużej mieszkali za granicą, i którzy dosyć dobrze, jeżeli nawet nie płynnie, posługują się językiem koreańskim - jest więc z czego wybierać. Nawet stypendyści rządu koreańskiego, którzy ukończyli tutaj najlepsze uniwersytety w wykładowym języku koreańskim muszą dobrze się naszukać, zanim znajdą pracę na poziomie. Konkurencja jest już na pewno o wiele cięższa niż było to te kilkanaście lat temu, kiedy ja rozpoczynałam swoją przygodę z Koreą. Dekoniunktura również w tej sytuacji nie pomaga, ale to oczywiście może zmienić się za jakiś czas.

Sprawne posługiwanie się językiem to obecnie raczej niezbędne minimum wymaganych umiejętności. Do tego firmy preferują osoby z unormowanym statusem wizowym i takie, które z Koreą miały już coś do czynienia. Próbuje się w ten sposób uniknąć trudności związanych z ewentualnym szokiem kulturowym i procesem dostosowywania się do koreańskich reguł gry. Największą szansę na dobrą pracę mają te osoby, które ukończyły najlepsze uczelnie w Korei tj. Seoul National University, Korea University lub Yonsei University (tzw. SKY), a już przebierać w ofertach mogą te osoby, które posiadają dyplom jednego z amerykańskich uniwersytetów należących do Ligii Bluszczowej (Ivy League). Nie muszę chyba wspominać, że obok koreańskiego od obcokrajowca jakoby naturalnie wymaga się również znajomości języka angielskiego.

Co więc studiować, żeby znaleźć pracę w Korei? Tak, jak wspominałam wcześniej ważny jest przede wszystkim dyplom z dobrej uczelni. Koreańczycy mniejszą uwagę przywiązują do studiowanego kierunku – czasem zdarza się tak, że inżynierowie pracują w dziale zasobów ludzkich, a osoby ze specjalizacją w literaturze francuskiej sprzedają tankowce transportujące skroplony gaz. Na tę chwilę polecałabym kilka opcji do rozważenia, które wydają mi się względnie bezpieczne. Pierwsza to studia biznesowe na bardzo dobrej uczelni, które dają bardziej wymierne umiejętności (np. finanse, czy rachunkowość). Do tego na dokładkę warto przemyśleć MBA na lepszych uczelniach w Stanach Zjednoczonych lub ewentualnie w Europie – takie studia mogą być nawet zasponsorowane przez koreańskie przedsiębiorstwo już po uzyskaniu tutaj pracy. Koreańska gospodarka w dużej mierze opiera się na eksporcie, co oznacza, że zapotrzebowanie na korporacyjnych prawników o międzynarodowych kwalifikacjach jest spore i raczej niezmienne. Oczywiście wiązałoby się to z koniecznością zdania egzaminu adwokackiego (tzw. bar examination) najlepiej w Nowym Yorku lub Londynie. Drugie podejście to kierunki ścisłe. Już teraz popyt na inżynierów z zagranicy jest ogromny – wystarczy spojrzeć na firmy takie jak Samsung, które na pęczki zatrudniają Hindusów i Rosjan. Atrakcyjnymi dziedzinami wydaje mi się w tym momencie inżynieria chemiczna i procesowa, ale też i oprogramowania. A już przepięknym połączeniem jest inżynier z podyplomowymi studiami ekonomicznymi, który naprawdę ma biznesową żyłkę!

Niektórzy Czytelnicy pytają się mnie też o możliwość nauczania w Korei języka angielskiego. Wiadomo, że pieniądz jest spory przy całkiem znośnych godzinach pracy. Niestety obecnie legalnie zatrudnia się przede wszystkim native speakerów, bo tego wymaga klient, czyli przede wszystkim bardzo zaangażowane matki koreańskich dzieci. Znam Polaków, którzy udawali obywateli krajów anglojęzycznych, ale w takim wypadku trzeba liczyć się z konsekwencjami pracy na czarno i koniecznością opuszczania Korei co trzy miesiące z powodu braku wizy pracowniczej. Dyplom ukończenia anglistyki i dłuższy pobyt w anglojęzycznym kraju mogłyby szanse legalnej pracy w tym zawodzie na pewno zwiększyć, ale i tak wydaje mi się, że ciężko byłoby uzyskać wiarygodność w oczach Koreańczyków – taki to już naród.

Na koniec zostawiłam sobie poradę moim zdaniem najważniejszą. Najistotniejsze (i jednocześnie natrudniejsze) jest odnalezienie swojej własnej pasji, która  szłaby  w parze z wrodzonymi zdolnościami. Równie istotne jest konsekwentne wdrażanie takiej pasji w życie nawet jeżeli miałoby się to robić wbrew zdrowemu rozsądkowi, czy ogólnie przyjętym normom. Talent jest podstawą, ale jego szlifowanie to sprawa o wiele większej wagi. Trzeba być wytrwałym oraz stale ulepszać i testować swoje umiejętności. To bardzo ciężka praca. Od razu zaznaczam, że nie mówię tutaj o dosyć powierzchownej postawie w stylu „kocham Koreę”, czy „Korea to moje marzenie”, ale o konkretnej działalności, która sprawia radość i przynosi poczucie spełnienia. Pytanie więc „co należy studiować, żeby dostać pracę w Korei” jest według mnie pytaniem postawionym na opak. Zapytać trzeba raczej, „co oferuje mi Korea, dzięki czemu mógłbym się realizować?”. Takie odwrócenie pytania wymaga w pierwszej kolejności zastanowienia się nad samym sobą. Zdaję sobie sprawę, że to dla niektórych zabrzmi to jak idealistyczna herezja, ale moim zdaniem wszelkie działania należy zacząć od siebie, a świat sam się później krok po kroku dopasuje. To być może trochę przerażające, bo może okazać się, że nasza pasja zaprowadzi nas w zupełnie inne miejsce niż Korea, ale myślę, że warto zaryzykować. Dla własnego dobra.



Na zdjęciu moja koleżanka Dominika, która 
ze skupieniem czyta pierwszą książkę mojego pióra. 
Składanie słów w przekaz, który pozostawia po sobie 
(miejmy nadzieję) ślad to jedna z moich największych pasji. 



Viktor Ahn


Łyżwiarstwo szybkie na torze krótkim (tzw. short track) to – podobnie jak taekwondo, łucznictwo, czy golf (szczególnie w wykonaniu kobiet) – dziedzina sportu, w której Koreańczycy czują się bardzo pewnie. Wystarczy wspomnieć o Ahn Hyun Soo, który począwszy od roku 2002 regularnie kolekcjonował medal za medalem w zawodach międzynarodowych, wliczając w to 18 (!) złotych medali zdobytych podczas Mistrzostw Świata oraz trzy złota (1000m, 1500m i sztafeta 5000m) na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Turynie w 2006 roku. Dla wielu Koreańczyków ten młody chłopak (ur. 1985) był nie tylko narodowym bohaterem, ale też i niesamowitą inspiracją.


Ahn Hyun Soo(안현수) po wygranej w biegu
na 1000m podczas Zimowych Igrzysk
Olimpijskich w Turynie w 2006 roku.


W roku 2011 stało się coś niewyobrażalnego – Ahn Hyun Soo przybrał nowe imię i stał się obywatelem Rosji. Podczas aktualnie rozgrywających się Igrzysk w Soczi, już jako Viktor Ahn, wygrał dla swojej nowej ojczyzny złoto w biegu na 1000m (pierwsze złoto w historii Rosji w short tracku) i brąz na 1500m*. Uśmiechnięty, w zafarbowanych na blond włosach twierdzi, że zmiana paszportu była bardzo dobrą decyzją. W Rosji zostanie już na zawsze.


Viktor Ahn (Виктор Ан) po wygranej w biegu na 1000m
podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku.


W Korei zawrzało. Entuzjaści łyżwiarstwa szybkiego na torze krótkim wyrywają sobie włosy z głowy próbując zrozumieć, co się właściwie stało. Wielkie nadzieje pokładane w narodowej reprezentacji Korei pękły jak bańka mydlana – podczas Igrzysk w Soczi Koreańczykom udało się zdobyć w short tracku jak do tej pory* jedynie jeden złoty medal (sztafeta kobiet na 3000m). Ci bardziej dociekliwi co prędzej wzięli się za analizę sytuacji, rezultatem czego było wytypowanie Korea Skating Union (KSU) jako głównego winowajcę. Organizację rzucono lwom na pożarcie – w zeszłą niedzielę strona internetowa KSU padła pod pręgierzem oskarżeń ze strony mieszkańców Korei. Sprawa Ahn Hyun Soo i kiepskich wyników reprezentantów Korei została rozdmuchana do tego stopnia, że sama Prezydent Korei, Park Geun Hye, nakazała Ministerstwu Sportu rozpoczęcie śledztwa celem sprawdzenia, czy KSU nie dopuściła się jakichś nieprawidłowości.

Historia Viktora Ahn to świetny przykład obrazujący ciemniejszą stronę koreańskiej kultury. Począwszy od roku 2006 pomiędzy Ahnem, a kadrą trenerską i innymi sportowcami (w szczególności chodzi tutaj o innego światowej klasy łyżwiarza Lee Ho Suk) zaczęło coś się poważnie psuć. Ojciec Ahna oskarżał głównego trenera drużyny o utrudnianie swojemu synowi kariery, co między innymi skończyło się szarpaniną na lotnisku w Incheon po powrocie koreańskich zawodników z Mistrzostw Świata w Minneapolis w 2006 roku. Doszło do tego, że Ahn i Lee, którzy znali się od dziecka, odmówili przebywania w tym samym pomieszczeniu, w związku z czym tego pierwszego przeniesiono pod opiekę trenera drużyny kobiecej. Od tej pory Ahn odbywał treningi jedynie z reprezentacją żeńską. Wzajemne przepychanki i współzawodnictwo między członkami drużyny mocno nadwyrężyły psychikę Ahn Hyun Soo, który w pewnym momencie rozważał nawet odejście ze świata sportu.

Z zachodniego punktu widzenia podłoże powyższego konfliktu miało charakter raczej trywialny. Głównie chodziło mianowicie o to, że Ahn ukończył inny uniwersytet niż pozostała część męskiej kadry oraz trenerzy (ale już ten sam, co żeńska część drużyny), w związku z czym już na starcie był „wangta”, czyli „kimś spoza”. O tym, jak ogromny wpływ może mieć rodzaj ukończonej uczelni na sytuację danej osoby w koreańskim społeczeństwie pisałam już tutaj wiele razy, na przykład we wpisie "Egzaminy". Osoby, które ukończyły tę samą alma mater czują się ze sobą spokrewnione; więź ta przypomina wręcz więzi rodzinne. To charakterystyczne i niezwykle zażyłe kumoterstwo gwarantuje zorganizowaną pomoc w każdej sytuacji życiowej bądź to poprzez aktywne faworyzowanie danego człowieka, bądź utrudnianie życia jego „przeciwnikom”. W opisywanej sytuacji oliwy do ognia na pewno dolały trzy złote medale Ahna wygrane podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie – był to policzek dla reszty sportowców z drużyny. Ahn odmówił wtedy również „ustawienia” wyników wewnątrz grupy za co później został zresztą pobity – złoty medal olimpijski pozwoliłby innemu zawodnikowi na uniknięcie dwuletniej służby wojskowej w Korei. Ahn nie chciał poświęcić się dla dobra większości (wymóg powszechny w koreańskiej kulturze), wskutek czego narobił sobie zaciekłych wrogów.

W 2008 roku Ahn uległ dosyć poważnej kontuzji, która uniemożliwiła mu start w Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver w 2010 roku. Złamane kolano i długa rehabilitacja spowodowały, że w oczach trenerów Ahn był już niczym więcej jak tylko uszkodzonym dobrem. W kolejce do zastąpienia Ahna niecierpliwie stało już wielu innych zawodników, którzy byli w świetnej kondycji fizycznej, i którymi było o wiele prościej zarządzać według własnego uznania. Ahna co żywiej spisano na straty. Mimo ogromnego doświadczenia i zasług nie przyjęto go w poczet reprezentacji narodowej, choć trudno w tym momencie spekulować, ile w tej decyzji było złej woli, a ile uzasadnionych obaw o kondycję Ahna po przebytej kontuzji. Grunt, że Ahn z oceną trenerów nie zgodził się uważając ją za kolejny przejaw dyskryminacji. Nie widząc innego wyboru Ahn zdecydował się na zmianę obywatelstwa po to, „żeby trenować w środowisku, które pozwola mu uprawiać sport, który kocha”. Rosja obiecała Viktorowi stanowisko trenera kadry narodowej w short tracku po jego odejściu na emeryturę, wyposażyła w odpowiednią ilość gotówki, a za ostatnie zwycięstwo w Soczi dorzuciła nawet bonus w postaci nowiuśkiego Audi A8.




Co ciekawe przeciętny Koreańczyk nie ma Ahnowi za złe, że „przeszedł na drugą stronę”. Przeważa zrozumienie dla jego kroku i ogromna złość na Korea Skating Union. Koreańczycy wiedzą, że dla Ahna zmiana obywatelstwa była jedynym możliwym wyjściem. W Rosji nikt nie będzie przywiązywał uwagi do uniwersytetu, jaki Ahn ukończył, czy do jego wcześniejszych kontuzji, jeżeli tylko będzie potrafił on uzyskiwać najlepsze wyniki. Tam nic nie stoi na przeszkodze, żeby Ahn rozwijał swoje umięjętności i w pełni cieszył się tytułem narodowego bohatera.

Wyrozumiałość przeciętnego Koreańczyka może nie być już jednak taka imponująca podczas XXIII Zimowych Igrzysk Olimpijskich planowanych na rok 2018, które mają odbyć się w... Pyeongchang, w Korei Południowej. Rosjanin Viktor Ahn na pewno będzie w nich w ten, czy w inny sposób uczestniczył, a jego ewentualne zwycięstwo w samym sercu byłej ojczyzny może okazać się o wiele cięższą pigułką do przełknięcia niż złoto dla Rosji w Rosji. Miejmy nadzieję, że do tego czasu Koreańczycy będą w stanie wynieść z przypadku Ahna właściwą dla siebie naukę...




--------
* W piątek 21 lutego rozegrają się następujące finały w short tracku: mężczyzn na 500m, kobiet na 1000m (na dziś w ćwierćfinale mamy naszą Patrycję Maliszewską!) i sztafety meżczyzn na 5000m.



[Zakorkowani] Koreańska etykieta i obyczaje


W kraju takim jak Korea, gdzie sposób postrzegania człowieka może rzutować na jego przyszłość, przestrzaganie norm towarzyskich to bardzo ważny element codzinnej rutyny. Łatwość i gracja, z jaką się te normy stosuje świadczy o poziomie wychowania danej osoby i przez to automatycznie przekłada się na jej konkretną ocenę w oczach innych Koreańczyków. Każdy musi dopasować się do zastanych reguł gry - w przeciwnym razie ryzykuje bezlitosny ostracyzm, który w Korei równoznaczny jest ze społeczną śmiercią.

Czasem reguły zachowania to niezwykle skomplikowane schematy, w których gubią się nawet sami Koreańczycy. Jak należy zwracać się w pracy do niższej rangą osoby, która jest dużo starsza? Ile razy podczas stypy trzeba ukłonić się przed obrazem zmarłej osoby, a ile razy przed czuwającą przy nim rodziną? W każdej sytuacji niezwykle istotne jest wyczucie i głębsze zastanowienie się nad tym, jak dany gest, czy słowo może wpłynąć na szerszą społeczność, a nie tylko na osobę, do której jest ono bezpośrednio skierowane. Etykieta i obyczaje Koreańczyków oparte są bowiem na rozumieniu jednostki jako części szerszego kolektywu. Ważnym elementem koreańskiej etykiety jest również wysławianie się w odpowiedniej formie grzecznościowej w oparciu o właściwe reguły gramatyczne oraz określone słownictwo. 

Dobra wiadomość jest taka, że zasady te mają obowiązkowe zastosowanie jedynie wobec autochtonów. Nikt nie będzie wymagał od obcokrajowca, żeby ten wiedział, jak zachować się w każdej sytuacji. Oczywiście zawsze korzystniej jest okazać zainteresowanie lokalnymi obyczajami jeżeli nie dla własnej nauki, to przynajmniej dla własnego interesu. Stąd ze swojej strony polecam przestrzeganie kilku podstawowych gestów i zachowań, które na pewno będą przyjęte przez Koreańczyków z dużym entuzjazmem. Oto one:


  • Przy powitaniu, podawaniu, lub odbieraniu czegoś jedną rękę należy podtrzymywać drugą. W interakcji z drugą osobą należy używać dwóch dłoni, ponieważ wyraża się w ten sposób swój do niej szacunek. Do tego zalecam lekki ukłon głową. 

  • Podczas nalewania cieczy (w tym alkoholu) zawsze trzeba podnieść szklankę zamiast czekać aż ktoś naleje płyn do „uziemionego” na stole naczynia. Pamiętajmy jednocześnie o podtrzymywaniu naczynia obiema rękami (patrz wyżej).

  • Przywołując Koreańczyka palce należy skierować ku dołowi i przywoływać go ruchem do siebie tak, jakby zamiatało się ku sobie jesienne liście – u nas mylnie może to być zinterpretowane jako wulgarny gest chęci pozbycia się jakiegoś natręta. W Polsce drugą osobę przywołuje się palcami skierowanymi ku górze; w Korei niestety tak woła się „jedynie na psy”. 

  • Generalnie zalecam się również małomówność, rzeczowość i nieprzerywanie Koreańczykom nawet, jeżeli chce się wyrazić swoje poparcie dla treści ich wypowiedzi. Zasada „milczenie jest złotem” świetnie się w Korei sprawdza.


Mieszkając w Korei trzeba się też na pewno przyzwyczaić do tych mniej wyszukanych (według kultury Zachodu) obyczajów Koreańczyków. Na porządku dziennym jest tutaj charkanie, głośne wciąganie makaronu, siorbanie czy mówienie z pełnymi ustami podczas posiłku, ciągłe szturchanie się i przepychanki na ulicy, czy w środkach komunikacji miejskiej, odbieranie telefonów podczas spotkań i wiele innych. Dla Koreańczyków to chleb powszedni.

W załączonym odcinku audycji „Zakorkowani” razem z Leszkiem Moniuszko opowiadamy o etykiecie i obyczajach Koreańczyków stosowanych w zwykłych codziennych kontaktach, podczas spożywania posiłków, spotkań, rozmów osobistych i biznesowych, a także podczas przemieszczania się z jednego miejsce na drugie. To bardzo przydatny poradnik dla każdego, kto wybiera się do Korei i chciałby swoją znajomością rzeczy podbić serca Koreańczyków. Zapraszam do odsłuchania:





Syn pierworodny, a kwestia dziedziczenia


Koreańska kultura faworyzuje najstarszych synów. Taki stan rzeczy stopniowo ulega rozmyciu pod coraz silniejszym wpływem zachodniego modelu rodziny, ale kilkusetletnia tradycja ciągle daje o sobie znać. Nawet w mojej rodzinie bratanków Woo Younga (mojego męża) określa się hurtowo imieniem chłopca, który na świat przyszedł jako pierwszy. Zainteresowani zdrowiem dzieciaków, pytamy się więc, jak ma się Geon, a nie jak ma się Geon i Sue. Pierworodny syn szwagra jest bezkrytycznie hołubiony, to na jego zdolności zwraca się uwagę, pozostawiając dla jego młodszej siostry jedynie powierzchowne “słodkości” na temat jej wyglądu, czego ona zresztą sama nie znosi. W konsekwencji Geon (zbyt) głośno domaga się swego, a Sue jest bardzo cicha i woli trzymać się na uboczu. Wokół starszego brata Woo Younga również unosi się jakaś specjalna aura. Z powodu rozwodu mojej teściowej, to on jest teoretycznie “głową rodziny”.

Jeszcze do nie tak dawna to najstarszy syn miał otrzymywać największą część, jeśli nawet i nie cały spadek po rodzicach. Wiązało się to przede wszystkim z tym, że pierworodny syn pozostawał pod władzą ojca nawet po ożenku i pojawieniu się własnych dzieci. Nominalną głową takiej rodziny nadal był ojciec, stopniowo przekazując „władzę” dzielącemu z nim dach synowi. Na najstarszym synu leżał obowiązek opieki nad rodzicami, ale również konieczność przewodniczenia obrządkom na cześć przodków rodziny, oczywiście tej po mieczu. Kobiety zazwyczaj spadku nie otrzymywały, jako że po zamążpójściu i tak „przepisywane” były do rejestru rodziny swojego męża. Reguły te były podyktowane myślą Konfucjusza, która to filozofia przywędrowała do Korei w XIV wieku, a uzyskała dominację jako zespół powszechnie praktykowanych reguł społecznych w wieku XVII. To wtedy właśnie patriarchalna struktura została w pełni zaadaptowana w koreańskim społeczeństwie. Ortodoksyjny neo-konfucjanizm jaki stworzyli Koreańczycy interpretował myśl Konfucjusza w o wiele bardziej radykalny sposób niż czyniły to inne kultury. To właśnie ta fundamentalistyczna odmiana konfucjanizmu była głównym czynnikiem zmiany w systemie rodzinnym Korei. Konfucjanizm w interpretacji dynastii Jeoson powoli zaczął zastępować równouprawnienie w systemie dziedziczenia (wcześniej, za panowania dynastii Koryo nawet kobiety mogły uczestniczyć w obrządkach na cześć przodków, jak i dziedziczyć po rodzicach), faworyzując najstarszego syna jako najważniejszą jednostkę w komórce rodzinnej.

Do chwili obecnej echa takiego podejścia widoczne są w strukturze koreańskiej rodziny. Co prawda najstarszy syn nie musi mieszkać już ze swoimi rodzicami (choć i tak wiele par decyduje się na to ze względu na pomoc rodziców przy wychowywaniu dzieci), ale i tak Koreanki omijają pierworodnych szerokim łukiem. W praktyce mianowicie wygląda to tak, że opieka pierworodnego syna nad rodzicami dokonuje się rękami jego żony. To synowa musi się o nich troszczyć, spełniać zachcianki, gotować i sprzątać w czasie świąt, a często i regularnie łożyć na ich utrzymanie (kobieta zazwyczaj zarządza finansami). Zadaniem pierworodnego syna jest zarabianie pieniądzy i podejmowanie decyzji. Często też w domu najstarszego syna obchodzi się większe święta takie jak Święto Dziękczynienia (Chuseok) lub Księżycowy Nowy Rok (Seollal), podczas których to on na wespół z męskim członkami rodziny składa hołd przodkom oraz zasiada do uroczystego stołu, podczas gdy usługujące kobiety spożywają posiłek osobno w kuchni. Do tej pory również wielu pierworodnych synów ma szansę na o wiele większą część spadku po rodzicach, mimo że aktualne przepisy prawa gwarantują równy udział dla wszystkich potomków niezależnie od ich płci.

Według Prawa Rodzinnego z 1989 roku, spadek po rodzicach musi być podzielony równo pomiędzy synów i córki. Dzieci mogą dziedziczyć nieruchomości, gotówkę na rachunkach bankowych, meble i inne wyposażenie mieszkania zmarłego. Co ciekawe dopiero w 1977 roku zapewniono prawo do spadku wdowie – mogła ona wtedy otrzymać spadek o tej samej wartości co najstarszy syn (aktualne ustawodawstwo w tym zakresie opisuję na końcu niniejszego artykułu). Jak to nagminnie bywa w Korei prawo prawem, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W roku 2005 w 52,6% przypadków najstarszy syn otrzymał większość lub cały spadek po rodzicach; w więcej niż 30% przypadków odziedziczył on po rodzicach wszystko. Do tej pory w Korei władza nad jaebolami, czyli koreańskimi koncernami, przekazywana jest najczęściej na zasadzie męskiej primogenitury. Nie dziwi więc, że według Sądu Najwyższego liczba pozwów sądowych dotyczących podziału spadku wzrosła niemalże dziesięciokrotnie na przestrzeni ostatniej dekady: 588 spraw w 2012 roku vs. 69 w 2002. Taką sytuację przypisuje się przede wszystkim coraz bardziej świadomym swoich praw kobietom, które decydują się na walkę o prawnie należny im udział. Trzeba zrozumieć, że w społeczeństwie, gdzie zależności rodzinne są bardzo skomplikowane, pozwanie jej członków nie jest aż tak prostą decyzją – dlatego też ciągle wiele osób preferuje utrzymanie dobrych relacji z krewnymi kosztem dochodzenia własnych praw na drodze sądowej. Najstarszy syn nierzadko tę właśnie sytuację wykorzystuje.

30% koreańskiego społeczeństwa zgadza się, że męska promigenitura przyczynia się do powiększającej się nierówności pomiędzy klasami społecznymi w Korei. Ostatnie badania przeprowdzone przez Korea Institute for Health and Social Affairs wskazują jednak na duży postęp w tej materii: 65,8% badanych powyżej 50-tego roku życia deklaruje, że pozostawi po sobie równy spadek dla każdego z dzieci. Jednocześnie 15% ankietowanych planuje przekazać najstarszemu synowi przeważającą część majątku, a 4,8% cały majątek. 2,2% badanych deklaruje też, że spadek zostanie podzielony jedynie między synów, a nie córki.

Kolejną kontrowersyjną sprawą związaną z dziedziczeniem w Korei jest podatek od spadku. Ten sam majątek jest opodatkowywany dwukrotnie i to w zawrotnych sumach - w zależności od wielkości spadku podatek taki oscyluje od 10% do aż 50%. Maksymalna stawka jest prawie dwukrotnie większa niż średnia w krajach OECD, gdzie wynosi ona 26%. Ponadto pozostający przy życiu małżonek również jest opodatkowywany od majątku, który przez całe swoje życie współtworzył ze swoją połówką, jeżeli w chwili śmierci był on wpisany pod nazwiskiem zmarłego...

Dla zainteresowanych załączam wycinki z koreańskiego prawa spadkowego w wolnym tłumaczeniu (status na październik 2013 roku):

Pierwszeństwo dziedziczenia:
- Następujące osoby posiadają prawo do spadku według podanej kolejności, przy czym małżonek/małżonka zmarłej osoby jest spadkobiercą w każdym przypadku:
1. Potomkowie zmarłej osoby w linii prostej (np. dzieci i wnukowie);
2. Przodkowie zmarłej osoby w linii prostej (np. rodzice i dziadkowie);
3. Rodzeństwo zmarłej osoby
4. Krewni tej samej krwi w obrębie czwartego stopnia pokrewieństwa.

Pierwszeństwo małżonka/małżonki:
- Żyjący małżonek/małżonka w każdym przypadku otrzymuje status spadkobiercy. Jeśli zmarła osoba miała potomków lub przodków w linii prostej, małżonek/małżonka staje się współspadkobiercą o tym samym pierwszeństwie. W przypadku braku takowych małżonek/małżonka staje się jedynym spadkobiercą.

Podział ustawowo przyznanego spadku:
- W przypadku identyfikacji spadkobierców o tym samym poziomie pierwszeństwa, spadek zostanie podzielony na równe części między nich.
- W przypadku, gdy małżonek/małżonka jest współspadkobiercą razem z potomkami w linii prostej, część odziedziczona przez małżonka/małżonkę będzie 1,5 razy większa niż udział przydzielony potomkom w linii prostej.
- W przypadku, gdy małżonek/małżonka jest współspadkobiercą razem z przodkami w linii prostej, część odziedziczona przez małżonka/małżonkę będzie 1,5 razy większa niż udział przydzielony przodkom w linii prostej.


Pieniądze dobrze mieć, ale czasami to duży bół głowy... ;)



Fanpage "W Korei i nie tylko" - styczeń 2012 i 2013


W styczniu 2012 roku założyłam na Facebooku Fanpage bloga "W Korei i nie tylko". W maju tego samego roku miała wyjść moja pierwsza książka ("W Korei. Zbiór esejów 2003-2007") i miałam nadzięję, że dzięki takiej stronie będę mogła dotrzeć do szerszego grona zainteresowanych osób.

Pracując nad swoim blogiem rozwijałam jednocześnie stronę na Facebooku. Od tamtego czasu ewoluowała ona do formy pamiętnika, w którym niemalże co dzień dzielę się informacjami, zdjęciami oraz własnymi doświadczeniami związanymi z Koreą Południową. Moje posty mają charakter gazetowych wycinków; są ciekawszymi wyrywkami z koreańskiej rzeczywistości.

Właśnie rozpoczął się luty 2014. Nowy Rok według kalendarza księżycowego za pasem, kolejna książka czeka na wydanie... Z ciekawości wróciłam więc do początków, żeby zobaczyć, jak to wszystko wtedy na Fanpejdżu wyglądało. Okazało się, że w styczniu piłam herbatkę z cytronu oraz pomagałam TVP Polska w realizacji programu o Seulu.


23 stycznia 2013

O yujacha (유자차), czyli herbatce z cytronu/cedratu, wspominałam już kilka razy, ostatnio w blogowym wpisie "Zdrowie". Dzisiaj dokładniej przyjrzałam się swojemu słoiczkowi i oto jakie jej zastosowania zostały mi zaproponowane:

1. Herbata na gorąco 
2. Herbata na zimno
3. Dodatek do jogurtu
4. Tostowy dżem
5. Dodatek do... whiskey 

No to NA ZDROWIE!






27 Stycznia 2013


TVP w Korei. Justyna Szubert-Kotomska i Remek Zakrzewski w bojowej akcji reporterskiej mimo okrutnego zimna. No i mój debiut w Telewizji Polskiej. Przednia zabawa.




Blog Roku 2013


Już tradycyjnie biorę udział w konkursie na Bloga Roku 2013 w kategorii "Ja i moje życie". 

Głosować można do 6 lutego przez wysłanie 
sms o treści A01110 na numer telefonu 7122

Koszt takiego sms to 1,23zł. Całkowity dochód zostanie przekazany łódzkiej fundacji "Gajusz", która prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych.





Z góry dziękuję za każdy głos!



[Zakorkowani] Homoseksualizm w Korei


Jedną z moich pierwszych obserwacji po przyjeździe do Korei w 2002 roku było to, że w Korei jest niesłychanie wielu gejów. Mężczyźni chodzili ze sobą pod ręce, trzymali się za dłonie, wisieli na sobie, sprawdzali mięśnie na ramionach i łydkach, poklepywali się jowialnie po różnych częściach ciała - również po półdupkach. Takiego wylewu uczuć zupełnie nie zauważałam u par heteroseksualnych. Było zupełnie na odwrót - między mężczyzną i kobietą czuło się jakiś chłód, sztywność przywołaną społecznymi konwenansami.

Po jakimś czasie musiałam zweryfikować swoje spostrzeżenia. Okazało się, że obściskujący się mężczyźni to nie geje, a po prostu koledzy, którzy najczęściej po kilku głębszych w ten właśnie sposób wyrażają swoją zażyłość. Koncept męskiej przyjaźni à la Korea to bardzo skomplikowany twór...

„W Korei gejów nie ma” – to przekonanie dominowało wśród Koreańczyków jeszcze dziesięć lat temu. Obecnie przyznaje się, że homoseksualizm istnieje, ale jednocześnie uważa się, że jest to rezultat napływu obcokrajowców. Dla wielu jest nie do pomyślenia, że homoseksualizm mógłby samoistnie „narodzić się” wśród samych Koreańczyków. "Choroba" ta po prostu musiała zostać "przywleczona" z Zachodu. To gorszący światopogląd, ale bardzo charakterystyczny dla koreańskiego etnocentryzmu.


"Zakorkowani" z  Lee Jeong Geol, Dyrektorem Generalnym
organizacji 
„Chingusai” („Między przyjaciółmi")
- wywiad do odsłuchania na końcu wpisu.

W Korei stosunek do homoseksualnych obcokrajowców jest raczej neutralny; wielu Koreańczyków traktuje ich nawet jako niegroźną ciekawostkę z zagranicy. Trochę inaczej ma się sprawa z gejami koreańskimi – ci, ponieważ nie są w stanie spełnić tradycyjnych powinności wobec społeczeństwa (rodzina, dzieci), ani uczestniczyć w powszechnej rzeczywistości wielu koreańskich mężczyzn (pijackie libacje kończące się wizytami w domach publicznych), automatycznie izolowani są od danej grupy. W kraju tak kolektywistycznym jak Korea, izolacja taka najprawdopodobniej równoznaczna będzie z negatywnymi konsekwencjami dla życia społecznego i zawodowego danej osoby. Wykluczenie jest również wynikiem braku wiedzy i doświadczenia w interakcji z gejami. Przeciętny Koreańczyk unikał będzie bliższej znajomości z gejem w obawie przed popełnieniem błędu, powiedzeniem czegoś, co mogłoby jego rozmówcę urazić. Homoseksualistów pozostawia się więc najczęściej sobie samym.


"Zakorkowani" w roli bardziej kobiecych gejów.

Koreańscy geje często nie mają większego wyboru tylko pozostać w ukryciu przez długie lata. W ekstremalnych przypadkach dochodzi do takich sytuacji, że gej pod wpływem nacisku społeczeństwa wchodzi w związek małżeński z osobą heteroseksualną, a nawet ma z niego dzieci. Szczególnie traumatyczne jest to dla koreańskich lesbijek, ponieważ realia koreańskie dają im o wiele mniejsze możliwości manewru w takim przymuszonym związku. Zdarzają się też sytuacje, kiedy gej i lesbijka tworzą „normalny” związek małżeński, mieszkają w jedym mieszkaniu, kontynuując jednocześnie życie z prawdziwym partnerem. To są prawdziwe dramaty.


"Zakorkowani" w roli bardziej męskich gejów.

Ogółnie rzecz biorąc Koreańscy homoseksualiści mają się jednak całkiem dobrze. Pozostawieni sami sobie żyją w izolacji, w swoim własnym świecie gejowskich dzielnic, restauracji, klubów i smartfonowych aplikacji. Są typowym koreańskim „wangta”, „wykluczonym”, ale jednocześnie nie muszą obawiać się o swój fizyczny dobrobyt. Nikt tutaj tęczy nie pali, nie używa mowy nienawiści i nie biega z kijami baseballowymi za ludźmi o odmiennej orientacji seksualnej. Nikt również nie chce spalić ich na pokutniczym stosie w imię religijnych przykazań. Mimo braku szerszej publicznej debaty o prawach homoseksualistów w Korei już sam fakt jakiejś obojętności w stosunku do mniejszości seksualnych daje nadzieję, że z upływem czasu przeciętny Koreańczyk i nad homoseksualizmem przejdzie do porządku dziennego...

Poniżej zapraszam do odsłuchania odcinka audcyji "Zakorkowani", w którym razem z Leszkiem Moniuszko w szczegółach poruszamy temat homoseksualizmu w Korei. 


Załączam również wywiad z Panem Lee Jeong Geol, Dyrektorem Generalnym organizacji „Chingusai” („Między przyjaciółmi"), jaki przeprowadziliśmy w ramach naszej audycji. Organizacja ta wspiera walkę o prawa gejów w Korei, ale również prowadzi działalność uświadamiającą koreańskie społeczeństwo, czym jest homoseksualizm. „Chingusai” pomaga również gejom, którzy mają trudności w dostosowaniu się do koreańskiej rzeczywistości.



Poniżej polecam bardzo dobre linki odnośnie homoseksualizmu jako orientacji seksualnej oraz sytuacji gejów w Korei:

1. Dla tych, którzy chcieliby zmierzyć się z własnymi stereotypami o homoseksualizmie polecam link "10 Anty-Gay Myths Debunked".

2. Bardziej ogólne informacje na temat homoseksualizmu i jego postrzegania w różnych społeczeństwach (w Korei w ostatniej pięciolatce tolerancja homoseksualizmu odnotowuje największą zmianę na całym świecie!) pod linkiem: "The global divide on homosexuality" 

3. Szczegółowe informacje na temat homoseksualizmu w Korei pod linkiem "Gay South Korea News & Reports 2003-2007" oraz "GlobalGayz - South Korea".



Podsumowanie roku 2013


Od Nowego Roku minął już ponad tydzień, ale na podsumowania nigdy chyba nie jest za późno. Poniżej statystyki odnośnie napopularniejszych notek na blogu „W Korei i nie tylko” w zależności od liczby odwiedzin i poruszanej tematyki.
  

Najpopularniejsze (od początku powstania bloga):

1.  „Koreańczyk w Polsce – wywiad” – W odpowiedzi na sugestię jednego z Czytelników (Łukasz Wi) przeprowadziłam wywiad z Jun Hyungiem, którego w Korei uczyłam języka polskiego, a który obecnie mieszka i studiuje w Poznaniu. Jun Hyung opowiada o swoim życiu w Polsce, o swojej miłości do Żywca i o tym, jak przy kilkunastostopniowym mrozie w klapkach i krótkich spodenkach chodzi na pocztę.

2.  „Presja” – Wpis o ogromnym nacisku koreańskiego społeczeństwa na wygląd zewnętrzy oraz posiadanie luksusowych gadżetów. Mechanizm takiej presji sprawdzam na własnej skórze.

3.  „Morderstwo” – Korea uważana jest za kraj raczej bezpieczny i na podstawie mojego dotychczasowego doświadczenia całkiem słusznie. Niestety społeczne przyzwolenie na przemoc wobec kobiet skutkuje czasem tragicznymi konsekwencjami i może bezpośrednio przekładać się na mój własny w tym kraju dobrobyt.

4.  „Dość już Kangnam style” – Nie mam absolutnie nic przeciwko wygłupom i dobrej zabawie. W moim wpisie na temat kawałka „Kangnam Style” koreańskiego piosenkarza PSY piszę jednak o odpowiedzialności, jaka leży po stronie odbiorcy.

5.  „Pazurek” – Bardziej osobista notka o moich relacjach z Koreankami, a w szczególności o rozczarowującym doświadczeniu z jedną z nich, którą uważałam za coś na kształt przyjaciółki.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańskie społeczeństwo”:
                 
1.  „Ciąża” – Korea ma jeden z najniższych przyrostów naturalnych na świecie. Mimo że Prawo Pracy przewiduje całkiem dobre warunki dla przyszłych matek, młode Koreanki nie kwapią się do macierzyństwa. Rzeczywistość bowiem ma się nijak do teorii prawa.

2.  „Gorsza rodzina” – Kilka lat temu odeszła moja babcia. Dostałam z tego powodu kilka dni urlopu, co pozwoliło mi na wizytę w Polsce. Gdyby była to babcia od strony mojej mamy, urlopu takiego jednak nie otrzymałabym. A jeśil akurat padłoby na ojca mojego taty, to dostałabym dni wolnych jeszcze więcej. Wpis o braku elementarnego równouprawnienia między kobietami i mężczyznami w Korei.

3.  „Koreański socjopata” – Gwałty, morderstwa i rozczłonkowywanie ciała zdarza się nawet i w tak ułożonym społeczeństwie jak koreańskie. Co jednak kole w oczy w Korei to brak jakiejkolwiek empatii i wyrzutów sumienia w tego rodzaju przestępstwach. We wpisie próbuję dokonać analizy, dlaczego tak jest.

4.  „Niebieska foliówka” – Przed oczami ciągle widzę mijaną postać, przeniesioną pod ścianę tunelu, przykrytą niebieską foliówką, przez którą przebija bordowa plama krwi. Notka o bezpośredniej styczności ze zjawiskiem samobójstw w Korei.

5.  „Zdrowie” – Koreańczycy mają pozytywnego bzika na punkcie zdrowia. Masowo wspinają się w góry, ćwiczą, chodzą do sauny, zdrowo odżywiają i co rusz wynajdują nowe metody na młodość i rześkość aż po grób. Szczegóły we wpisie.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańska kultura”:

1.  „Czas na kimchi” – Przez wiele lat w Korei żerowałam na kimchi wyrabianym przez moją teściową. Pewnego dnia jednak zdecydowałam wziąć się w garść i pomóc jej w przyrządzaniu tej narodowej przystawki towarzyszącej każdemu koreańskiemu daniu.

2.  „Stypa” – Pogrzeby w Korei wyglądają zupełnie inaczej niż te na zachodzie. Uczestniczyłam już w wielu z nich, ponieważ jest to poniekąd obowiązek pracowniczy w przypadku śmierci w rodzinie firmowych kolegów. Detale pod linkiem.

3.  „Pansori” – Pansori to tradycyjny koreański śpiew, którego nie można pomylić z niczym innym. Uwielbiam jego charakterystyczne dźwięki i rytm, który przywodzi mi na myśl jakieś pierwotne, nabuzowane emocjami tańce. Doszło nawet do tego, że ukończyłam dwa semestry tego śpiewu w Narodowym Teatrze Korei.

4.  „Świńskie obrządki” – Opowiadam o tym, dlaczego w Korei rozpoczęciu nowego przedsięwzięcia często towarzyszy głowa świni z banknotami wściśniętymi w jej pysk, lub uszy.

5.  „Koreańskie przesądy i tematy tabu” – Podsumowanie koreańskich przesądów i tematów tabu. Na końcu wpisu odcinek „Zakorkowanych” (audycja o Korei) na ten sam temat.


Najpopularniejsze w kategorii „koreańska rodzina”:

1.  „ Szklaneczka z teściową” – PWY wyjechał pozwiedzać Indie, a ja siadłam do soju z teściową i wysłuchałam opowieści jej życia. Opowiedziała mi między innymi o swoim dzieciństwie, o zamążpójściu i rozwodzie.

2.  „Moi bratankowie” – Krótki wycinek z mojego życia z PWY, czyli te kilka dni w roku, kiedy opiekujemy się dziećmi jego brata.

3.  „Adam i Ewa” – Opis jednego z moich weekendów z PWY.

4.  „Natura obowiązku” – We wpisie przytaczam rozmowę z niezwykle inteligentym Koreańczykiem z mojej pracy, która to w bardzo jasny sposób pokazuje mentalność koreańskich mężczyzn co do podziału obowiązków w firmie zwanej „małżeństwo”.

5.  „Koreańska rodzina” – Szczegółowy opis i audycja na temat sposobu, w jaki funkcjonuje koreańska rodzina.


Najpopularniejsze w kategorii „koreański system edukacji”:

1.  „Talmud w Korei” – Rygor koreańskiego systemu edukacji znany jest chyba na całym świecie. W marcu 2011 świat obiegła piorunująca wiadomość, że Korea jest pierwszym krajem na świecie (oprócz Izraela), gdzie Talmud został wprowadzony do szkolnej listy lektur obowiązkowych. Nic jednak bardziej mylnego...

2.  „Koreański system edukacji” – Opis i audycja na temat sposobu, w jaki w Korei kształci sie nowe pokolenia. Bonusem jest rozmowa z Polką, która w hakwonie (praywatna instytucja edukacyjna) uczy najmłodszych Koreańczyków języka angielskiego.

3.  „Egzaminy” – Egzamin College Scholastic Ability Test determinuje całe życie Koreańczyków – uniwersytet i kierunek, na którym będą studiowali, możliwość pracy w koreańskiej korporacji i późniejszą pozycję w społeczeństwie. We wpisie opowiadam o tym, jak ważny jest ten test i jak się go przeprowadza.

4.  „Segregacja piskląt” – Uczęszczanie do koreańskich hakwonów, czyli prywatnych instytucji edukacyjnych to obowiązkowa część dnia przeciętnego młodego Koreańczyka. W hakwonach można poćwiczyć język, podreperować umiejętności z matematyki, nauczyć się wylepiać garnki, ale także posiąść sekretną wiedzę segregacji piskląt według płci.

5.  „Szpitalna preselekcja” – Współzawodnictwo w Korei powoduje, że dostanie się do jednego z trzech najlepszych uniwersytetów graniczy z cudem. Konkurencja jest tak zaciekła, że o przyjęciu do lepszej szkoły może zadecydować nawet rodzaj szpitala, w jakim przyszło się na świat...


Najpopularniejsze w kategorii ”praca w koreańskiej firmie”:

1.  „Rozmowa kwalifikacyjna” – Ze względu na moją znajomość angielskiego Zasoby Ludzkie proszą mnie czasem o rozmowę z kandydatami na nowe stanowiska w mojej firmie. Dialog z młodszym pokoleniem Koreańczyków to dla mnie świetny eksperyment porównawczy między starszą i młodszą Koreą.

2.  „Okresowe badania” – Jedną z korzyści pracowania dla koreańskiego jaebola są regularne badania lekarskie. W notce opisuję, jak to wygląda w praktyce.

3.  „Team” – Czasem trudno jest uwierzyć w opowieści obcokrajowców dotyczących ich pracy w koreańskiej korporacji. We wpisie opisuję grupę, z którą pracowałam w 2010 roku.

4.  „Burząca się krew – what is it good for?” – Pracując dla koreańskiej firmy trzeba uzbroić się po uszy w zbroję przeciw absurdom. Czasem też trzeba przenieść całe swoje biurko samodzielnie do innego budynku...

5.  „Koncert” – W Korei promocje jedynie w niewielkim zakresie zależą od wyników. Przede wszystkim liczą się przepracowane lata i dobre układy. Jest jeszcze kilka innych rzeczy, które mogą pozytywnie wpłynąć na decyzję o przyznaniu wyższego stanowiska...


Najpopularniejsze w kategorii „Zakorkowani – audycja o Korei”:

1.  „Obcokrajowiec w Korei” – Wpis i dwa dwa odcinki o tym, jak żyje się obcokrajowcom w Korei. Razem z moim współkomentatorem Leszkiem rozmawiamy o postrzeganiu cudzoziemców przez Koreanczyków oraz o tym, jak w praktyce wygląda w tym kraju kariera zawodowa oraz życie z Koreańczykiem u boku.

2.  Miłość po koreańsku (cz.1)” – Koreański przemysł seskualny znany jest chyba na całym świecie. To nieodłączna część życia wielu koreańskich pracowników firm, żołnierzy, ale też i przeciętnego Koreańczyka. Razem z „zakorkowanym” Leszkiem opowiadamy o szczegółach tej sfery życia w Korei.

3.  Miłość po koreańsku (cz.2)” – Mimo przytłaczającej powszechności usług seksualnych Koreańczycy muszą również znaleźć partnera na całe życie. Zakorkowani opowiadają o tym , jak w Korei wygląda miłość romantyczna między kobietą i mężczyzną.

4.  „Przestępstwa na tle seksualnym” – Trochę statystyk i informacji o tym, jak w Korei rozpatruje się przemoc na tle seksualnym. W opisie i audycji dzielę się swoimi osobistymi, niezbyt przyjemnymi doświadczeniami.

5.  „Mniej zamożni i ubóstwo w Korei” – Korea uważana jest przez wielu za kraj miodem i mlekiem płynący. Niestety wiele osób żyje na granicy ubóstwa, szczególnie tych starszych, którzy własną krwawicą zbudowali dzisiejszą Koreę. Więcej o zjawisku biedoty w Korei w opisie i załączonej audycji.


Najpopularniejsze w kategorii „podróże”:

1.  „Moja Malezja” – Kilka słów o moim pobycie na Langkawi (Malezja).

2.  „Długo oczekiwane Spotkanie” – Rekiny wielorybie można z łatwością zobaczyć w kilku miejscach na świecie przeznaczonych pod mamonę turystów. Moim marzeniem jest złapać jednego na wolności, żeby przez chociażby krótką chwilę popatrzyć mu w oczy. Próbowałam już odnaleźć go kilka razy nurkując na Filipinach.

3.  „Wyprawa z PWY” – O mojej niezapomnianej wyprawie z PWY w koreański łańcuch gór Jiri.

4.  „Ginseng Festival (Geumsan)” – Stara jak świat relacja (rok 2006) z Festiwalu Żeńszenia w koreańskim Geumsan.

5.  „Szaleństwo Coober Peddy” – Jedno z najbardziej odjechanych miejsc, jakie udało mi się odwiedzić do tej pory: Coober Peddy w Australii. Kopalnie opali, dug-outy, eksponaty z filmów science-fiction (to tutaj kręcono film „Mad Max”!) i niesamowita wielokulturowość.


Zapraszam do lektury!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...