Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosunki dyplomatyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosunki dyplomatyczne. Pokaż wszystkie posty

Czarny Obama



Obama jest “swojski”. Imponuje mi bystrością, poziomem retoryki i emocjonalnym zrównoważeniem. Widać, że ma klasę i całkiem dobrze poukładane w głowie. Z drugiej strony nie mam złudzeń – nie tylko osoba prezydenta, czy nawet rząd włada USA, a przez to i światem. Dlatego prawdopodobnie Obama będzie musiał stawić czoła wielu swoim frustracjom. Jestem bardzo ciekawa jak się zabierze za obecny stan rzeczy i jakie będą tego wyniki.

Co Obama oznacza dla Korei? Politycznie prawdopodobnie niewiele (zmiana polityki wobec Korei Północnej?) – choć Lee Myeong Bak, obecny prezydent, uważany jest przez Koreańczyków za marionetkę Busha i każdy jest ciekaw, jak to będzie za kadencji Obamy. Ekonomiczne konsekwencje na pewno jakieś będą (planowana renegocjacja FTA), ale osobiście widzę więcej szans na zmiany od strony społecznej. A to z bardzo prozaicznego powodu – Barack Obama jest mulatem. 

W Korei ciągle nie ma zbyt wielu przedstawicieli czarnej rasy. Ich pojawienie się na ulicy za każdym razem sieje widoczne poruszenie wśród mijających ich Koreańczyków. Bo dla Koreańczyków osoby czarnoskóre są „straszne” z wyglądu i daleko bardziej obce niż Biali. Niestety też większość Koreańczyków starszego pokolenia, w ogólnym przeświadczeniu o wyjątkowości swojej nacji, uważa Murzynów za osoby „niższe” (podobnie zresztą jak innych Azjatów – szczególnie tych z biedniejszych krajów). Dlatego też dzieci z mieszanych par (np. Koreanka i Murzyn) nie mają z tego powodu zbyt łatwo.

Koreańczycy, jakkolwiek nie protestowaliby przeciwko amerykańskiemu imperializmowi (bazy wojskowe w Seulu, import wszystkich części wołowiny etc.), to ciągle w ich świadomości Stany Zjednoczone są „krajem spełnionych marzeń”. Dzieci masowo wysyłane są do amerykańskich szkół (często na wiele lat wraz z żonami), a dyplom Harvardu czy innej szkoły Ivy League definiuje wartość człowieka bez potrzeby sprawdzania kwalifikacji, czy nawet z nim rozmowy. Koreańczycy podziwiają USA również za ich ekonomiczny i technologiczny rozwój.

I nagle w Stanach Zjednoczonych wybrano „Czarnego”. Dla wielu Koreańczyków musi to być niemały szok. Myślę, że czarne pochodzenie prezydenta USA, które przecież nie było kwestią oficjalnej debaty w amerykańskich wyborach, będzie miało duże znaczenie dla rozwoju społecznego Korei. Wielu ludzi zacznie zastanawiać się nad własnymi „strachami”. Z czasem Koreańczycy oswoją się z Obamą, a widok czarnoskórej osoby na ulicy nie będzie już czymś „przerażającym”.  Jedynym warunkiem jest jednak to, żeby co poniektórzy Koreańczycy faktycznie zdali sobię sprawę, że Obama jest czarny. Że to nie żaden dobrotliwy żart opowiadany do poobiedniej kawki. Bo jakież było moje zdumienie gdy, nie dalej jak wczoraj, senior manager mojej firmy o mało nie opluł się tą poobiednią kawką, kiedy go o prawdziwości tego faktu poinformowałam...


Wylot


Niedziela, 25 lipca 2004 (Z plecakiem przez Azję)

Fruuuuu! Mój samolot odleciał sobie do Korei beze mnie.


Gorączkując w łóżku, z zatkanym nosem, czekam na wyzwania jutrzejszego dnia. Za samego rana biegnę złożyć wniosek o wydanie dokumentów zastępczych. Potem muszę przekonać Thai Airlines, żeby przełożyli mi lot bez dodatkowych opłat. No i zostaje cała reszta dupereli, które się posypały, a które muszę na nowo poukładać w całość. Co by znowu zobaczyć spójny, śliczny obrazek.


Tajpei 101 - najwyższy budynek na świecie



Coś się we mnie zmieniło. Zaskoczyło mnie to, że ani przez moment nie zezłościłam się na parszywy los. Ani razu nie zadałam sobie pytania „czemu akurat mi się to zdarzyło?”. Jeszcze jakiś czas temu ze złości mogłabym się nawet popłakać i potupać bezsensownie nogami, negując zastaną rzeczywistość. Teraz jednak podchodzę do całej sytuacji w odmienny sposób.

Owszem. Jest mi ciężko. Owszem. Stracę całą rezerwę pieniążków. Owszem. Może nawet stracę dwa tygodnie za granicą z rodzicami. I tak dalej..

Ale co z tego? Czasem wszystko idzie jak po maśle. Czasem jednak wszystko rozsypuje się w drobny pył. Grunt to wyciągnąć coś z każdej sytuacji. Wyciągnąć, co dobre. A nóż muszę kogoś spotkać w poniedziałek. A może ktoś musi spotkać mnie we wtorek. Może jest w tym wszystkim jakiś ukryty sens.

Może musiałam dać swój email Kim Young’owi A może nie. Nie jestem pewna…

Nowoczesna architektura w Taipej



Zgubiony paszport



Sobota, 24 lipca 2004 (Z plecakiem przez Azję)

Rano ciągle nie czułam się najlepiej. Było mi bardzo gorąco ale myślałam, że to kwestia ok. 40-stopniowego upału i oślepiającego słońca.

Plan zakładał lenistwo. Miałam wyluzować się ostatniego dnia mojej podróży. Niczego nie podejrzewając poszłam wymienić ostanie pieniądze. Pani poprosiła mnie o paszport. Zamarło mi serce, kiedy otwierając sekretną kieszeń, moja ręka natrafiła na pustkę.

Wracając do domu zrobiło mi się słabo. Przysiadłam na filiżankę kawy wmawiając sobie, że paszport musiałam przełożyć do plecaka. Gdy wróciłam jednak do pokoiku mojego paszportu nie było. Normalnie nie było cholera. Moje oczy nie mogły w to uwierzyć. Zdecydowanie nie chciały przyjąć tego faktu do wiadomości.

Pobiegłam do właściciela guesthouse’u. Ten zachował się rewelacyjnie oferując mi darmowe noclegi do czasu wyjaśnienia sprawy. Pomaszerowałam na posterunek policji. Tam skierowali mnie do innego, zajmującego się obcokrajowcami. 

Nafaszerowana dawką adrenaliny zapomniałam o moim fizycznie słabym samopoczuciu. Po drodze zobaczyłam pomidorka. I nagle oświeciło mnie. Byłam pewna, że zostawiłam paszport na komputerze w kafejce. Coś tam sprawdzałam… i gorączkując w roztrzepaniu zapomniałam go zabrać. Jak na skrzydłach wbiegłam do środka. Niestety zmiana była inna i nikt nie kumał, o co chodzi. Powoli traciłam cierpliwość i coraz bardziej byłam świadoma, że coś jest ze mną nie tak. Po telefonicznej konferencji z właścicielem guesthouse’u okazało się, że paszportu nie ma. „Meyo”.

Pobiegłam więc na policję raz jeszcze. Tam przyjął mnie niedowartościowany pan, który zdecydowanie musiał mi udowodnić swoją charyzmę, wiedzę, wyższość. Co chwilę podtrzymywał mnie na duchu orzekając ze srogą miną, że sprawa jest bardzo poważna i że będę miała dużo kłopotów. Wyciągnął formularz z szuflady i kazał mi złożyć raport. Na to ja mu mówię, że może ktoś z klientów kafejki znalazł paszport i oddał go na posterunek policji w okolicy. Czy istnieje jakiś punkt znalezionych dokumentów, gdzie można by to sprawdzić? Pan mi na to wykłada całą procedurę, jaką będę musiała przejść, żeby uzyskać pozwolenie opuszczenia kraju. I że to mnie będzie dużo kosztowało. 

Ponoszą mnie nerwy. Mówię mu po raz n-ty, że mam jutro lot i że jak znajdę paszport dzisiaj to nie będzie problemu. A to masz lot jutro? No to będziesz jeszcze miała problem z biletem! Pan wydaje się usatysfakcjonowany wydarzeniami dzisiejszego poranka. W końcu dzwoni do kafejki. Tam mu mówią, że ci, co pracowali wczoraj, wrócą na wieczorną zmianę. Tak więc trzeba poczekać. Halo? Ja nie mam czasu. Czy może pan zadzwonić ponownie i poprosić, żeby obecni w kafejce zadzwonili do nieobecnych świadków wydarzeń i zapytali się o mój paszport. Nie? He? Obecni pracownicy nie są przyjaciółmi pracowników z poprzedniej zmiany. Tak nie można. Mało mnie nie strzela…

Głęboko oddycham. Pomaga. Przypomina mi się, że to Azja więc nie ma szans na sprawne, szybkie załatwienie sprawy. Najpierw należy nawiązać więź z rozmówcą, pokazać mu swoje wnętrze, odkryć odrobinę jego. Siłą zapominam o paszporcie i mojej już widocznej gorączce. Zaczynam konwersację o Korei, o tym, co tam robię, o tym, jaka jest Polska. Przechodzimy do trudności z nauką języków obcych (oczywiście Tajwańczycy mają najgorzej), do konfliktu Tajwan – Chiny i innych duperel. 

W końcu pan się rozluzowuje. Delikatnie wracam do nurtującego mnie tematu zagubionego paszportu. Pan decyduje się zadzwonić ponownie do kafejki z prośbą o wypytanie pracowników z poprzedniego wieczoru oraz obdzwania okoliczne posterunki policji. Nie przynosi to żadnego rezultatu ale mam przynajmniej spokojne sumienie. Wypełniam raport. Będzie pani miała dużo kłopotów...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...