Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yogyakarta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yogyakarta. Pokaż wszystkie posty

Wypadek kolejowy


Czwartek, 20 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję) 
Yogyakarta (Jawa) / Indonezja 


Jeden z bardziej leniwych dni. Wolny spacer po miescie, obserwacja studentow demonstrujacych preciwko rzadom militarnym (nieldugo wybory), ostrozne zakupy...

Tak, mam troche dosyc ciaglych pytan skad jestem, jak mam na imie, czy potrzebuje transportu. A moze jednak? Tak jest srednio co metr. To wyczerpuje. Po jakims czasie chce sie wrzeszczec. To nie pozwala sie skoncentrowac na obserwacji. Samemu jest sie ciagle obserwowanym. To jedyny rodzaj podrozy dla Indonezyjczykow. Do tego nalezy dodac natlok studentow, ktorzy musza porozmawiac z obcokrajowcem, bo szkola, bo zadanie domowe... Duzo, oj duzo cierpliwosci...

Spokoj moj lekko zmacony jest informacja o wypadku pociagowym, w ktorym zginelo 15 osob a ponad sto znalazlo sie w szpitalu. Wypadku, ktory mial mieskce na trasie, ktora obiore jutro. Gdybym zaczela podroz kilka dni wczesniej... Dlaczego stalo sie tak a nie inaczej? Informacja wychodzi z ust kolejnego znajomego Indonezyjczyka, ktory szybko dodaje, ze teraz to lepiej jechac minibusem do Jakarty, i ze trzeba bilet zalatwic juz dzisiaj i ze jest o wiele taniej. Nauczona doswiadczeniem udaje sie na staje kolejowa. Katastrofa faktycznie miala miesjce, ale ceny biletow sa o wiele nizsze niz te podane przez Indonezyjczyka. Juz sie nie dziwie. Kupuje bilet - tym razem w exekutif. ;)

Wieczorem ku wielkiemu zaskoczeniu spotykam Claire i Roman'a - Francuzow, z ktorymi wspinalam sie na Tangkuban Prahu. Jemy razem kolacje. Opowiadaja mi o napotkanych Indonezyjskich rockersach na "tutejszych" Harley'ach oraz jak 5 godzin spedzili na podlodze pociagu wrod ogolnego roju karaluchow i ludzi lezacych, wiszacych i wepchanych, gdzie popadnie. Bardzo ich polubilam.



Kulturowe doświadczenia w Yogyakarta


Wtorek, 18 maja 2004 (Z plecakiem przez Azję) 
Yogyakarta (Jawa) / Indonezja

Rano wyruszylam zatloczonym pociagiem do Yogyakarty. Delikatnie mowiac spodziewalam sie po bisnis class troche wiecej niz wagonu podobnego do warszawskiej kolejki. Co gorsze wlasnie wtedy musiala dopasc mnie kobiecosc. Proba trafienia do otworu w podlodze energicznie podrygujacego pociagu oraz balansowanie w przelewajacej sie po podlodze cieczy z lewa na prawo okazala sie nielada sztuka. 8 godzin na pupie w jednej pozycji rowniez.

Klimat zaczal sie znowu delikatnie zmieniac. Przytlaczajaca duchota rozmyla sie gdzies w blogie zapomnienie. Zielen gor, bananowcow, pol ryzowych i pracujacych na nich wytrwale ludzi przypomniala na nowo o pieknie tego swiata.

Yogyakarta okazala sie szczesliwie odwrotnoscia Jakarty. Bieda, owszem widoczna, ale bardziej w sposob "wietnamski". Ludzie widac, ze ciesza sie dniem, zartuja, bezinteresownie porozmawiaja. Znajda sie tez sklepy z ubraniami, supermarkety i nawet McDonald (ble). Nie przypuszczalam, ze kiedykolwiek uciesze sie na jego widok. A jednak zrobilo sie "swojsko".

Wieczorem udaje sie na wystawe tutejszej sztuki - batik, ktora obecnie jest bardzo popularna w Holandii. Grupa studentow tlumaczy mi, na czym to polega. Otoz na tkaninie rysuje sie pozadany ksztalt. Partie, ktore maja byc biale zalewa sie cieklym woskiem przy pomocy specjalnych rureczek o roznej grubosci ze zbiorniczkiem. Nastepnie barwi sie material w okreslonym kolorze. Dajmy na to - zoltym. I tak ponownie, zeby dane partie pozostaly zolte znowu zamalowuje sie je woskiem. I tak do pozyskania zamierzonego efektu. Trzeba dodac, ze kolejne farbowania powoduja mieszanie sie poprzednio uzytych kolorow. Z tego powodu trzeba wielkiej wyobrazni, zeby czegos nie spaprac. Na koniec gotuje sie cala tkanine celem rozpuszczenia wosku. Tak uzyskany obraz mozna prac i prasowac ;). Niektore z obrazow zdecydownanie wprawily mnie w zachwyt. I tak skusilam sie na maly dlugo negocjowany zakup obrazu jednego ze studentow. 

Tkanina wykonana metodą batik

Tkanina/obraz wykonana metodą batik

Potem troche popsula mi humor wiedza, ze autor obrazu, ktoremu zrobilam zdjecie, nie jest autorem obrazu i ze prawdopodobnie studenci nie byli studentami. Nie popsula mi natomiast humoru wiedza, ze kupilam jeden z obrazow Ariffina, jednego z najlepszych w dziedzinie i do tego za dobra cene.

Wieczorem pojechalismy na slynny Ramayana Ballet - przedstawienie w plenerze. Wszystko byloby dobrze, gdyby nie lekki deszcz, brak elektrycznosci przez dluzszy moment (aktorzy kontynuowali jak gdyby nic) oraz dwie godziny siedzenia na kamiennym siedzisku. Zaprzyjaznilam sie za to z Amerykaninem filipinskiego pochodzenia - Jose, z ktorym przeplatalam sie podroza juz od Bandung.

Aktorzy Ramayana Ballet



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...